fot. Młoda Photography / naszosie.pl

Mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas Kamil Gradek (CCC Team) wystartuje w sobotę do drugiego Giro d’Italia w karierze. Debiutował w ubiegłym roku, zebrał doświadczenie i dowiedział się, na czym polega ściganie dookoła Włoch. Mądrzejszy obrał sobie ambitniejsze cele – walkę na etapach jazdy na czas, zabieranie się do ucieczek, generalnie bycie widocznym. Spełnieniem marzeń byłoby etapowe zwycięstwo. 

Z Kamilem Gradkiem połączyliśmy się za pośrednictwem platformy Zoom wczesnym piątkowym popołudniem. Na moje podziękowanie, że znalazł czas na rozmowę zaledwie dzień przed wyścigiem, odparł, że nie ma problemu, bo i tak nie jest dziś zbyt zajęty. Rano był na treningu na rowerze czasowym i od obiadu kolarze mają czas wolny.

Pierwszy etap jazdy indywidualnej na czas o długości 15 kilometrów z Monreale do Palermo jest dla niego pierwszym celem. Trasę ocenia jako niezbyt trudną technicznie, ze sporą ilością zjazdów.

– Dzisiaj mieliśmy trening wprowadzający na rowerach czasowych, ale nie pojechaliśmy na trasę pierwszego etapu, bo jeździ się tam bardzo ciężko, a ta część, po której można pojeździć w miarę swobodnie prowadzi w dół, więc nie było sensu tam jechać. Pierwsze 10 kilometrów przejechaliśmy w środę, a na ostatnie pięć nie starczyło nam już nerwów (śmiech), ponieważ cały czas stoi się w korku. Ten fragment pewnie zobaczymy już przed startem, kiedy trasa będzie zamknięta. Nie jest to zbyt skomplikowana “czasówka”, na zjeździe są dwa zakręty, a następnie długa prosta do mety. Warto raz jeszcze zobaczyć pierwszy kilometr, ale to będzie można zrobić jutro, jak trasa będzie zamknięta. Pierwsze 500-600 metrów prowadzi po szerokiej, dobrze wyasfaltowanej drodze, a później jest zwężenie i sztywny krótki podjazd po takiej kosteczce, następnie wjeżdżamy na ryneczek, przejeżdżamy przez niego i kierujemy się w stronę Palermo. Generalnie trasa nie jest zbyt trudna technicznie i nie ma sensu spędzać na niej nie wiadomo ile czasu

– analizował Kamil Gradek i przyznał, że spośród trzech etapów jazdy indywidualnej na czas to właśnie ta otwierająca 103. edycję Giro powinna najbardziej pasować jego charakterystyce.

–  Myślę, że sobotnia czasówka chyba rzeczywiście najbardziej mi pasuje. Wiele osób mówi mi, że jest dla mnie i nie wiem, dlaczego – może przez to, że jest dużo z góry (śmiech). Tak poważnie, to myślę, że ta druga jest najtrudniejsza, ale też wiele będzie zależało od dyspozycji dnia. Ciężko jest powiedzieć. W tamtym roku też nastawiałem się na “czasówki”, ale to był mój pierwszy wielki tour i może niekoniecznie miałem takie nogi, jakie bym sobie wymarzył. Jeśli chodzi o ostatni etap na czas do Mediolanu, to nie jestem w stanie przewidzieć, jak mój organizm zareaguje po tak ciężkim trzecim tygodniu, gdzie jest kilka etapów po prawie 5 tys. metrów przewyższenia. Na pewno będzie bardzo, bardzo ciężko. Nastawiam się na jutrzejszą czasówkę, a co będzie dalej – zobaczymy

– powiedział Kamil Gradek, któremu dodatkowej motywacji z pewnością będzie dodawała koszulka mistrza Polski, wywalczona pod koniec sierpnia w Kazimierzy Wielkiej.

– Kombinezon do jazdy na czas mistrza Polski dostałem dopiero kilka dni temu, więc myślę, że jak go założę, to dotrze do mnie, że to jest coś fajnego, że jest to wyróżnienie i z pewnością doda mi sił, żeby pokazać się z jak najlepszej strony i godnie reprezentować nasz kraj

– dodał Gradek.

Poza dobrymi występami na etapach samotnej walki z czasem, które w sumie złożą się aż na 65 kilometrów tej kolarskiej specjalności, Kamil Gradek chce zabierać się do ucieczek, jechać aktywnie, a może nawet powalczyć o etapowe zwycięstwo.

– Chciałbym powalczyć na kilku etapach, znaleźć się w odjeździe, ponieważ w tamtym roku ani razu nie byłem w ucieczce. Mam nadzieję, że tym razem będzie to wyglądało trochę lepiej. Profil wyścigu sprzyja temu, aby ucieczki dojeżdżały do mety. Już trzeciego dnia jest podjazd pod Etnę, więc szybko powstaną straty czasowe, wyklaruje się czołówka 15 czy 20 kolarzy, którzy powalczą w klasyfikacji generalnej, a reszta będzie mogła walczyć w kolejnych dniach. Wydaje mi się, że nikt nie będzie kontrolował tych odjazdów za wszelką cenę. Pamiętam to, co przed ubiełorocznym wyścigiem powiedział mi Marco Pinotti [były włoski kolarz – przyp. M.W.]: “Kamil, jeśli przez pierwsze półtora tygodnia-dwa tygodnie nie zabierzesz się do ucieczki, to już później nie pojedziesz.” W trzecim tygodniu zabierają się do ucieczek wszyscy dobrzy górale, którzy stracili czas. Widać to było chociażby w tegorocznym Tour de France. W ostatnim tygodniu jechali w ucieczkach codziennie ci sami kolarze – było bardzo ciężko uciec. W telewizji wygląda to wszystko pięknie, a czasami zanim odjedzie ucieczka, odbywa się dwugodzinne ściganie, po którym człowiek myśli co dalej

– mówi Kamil Gradek.

30-letni Polak zdaje sobie jednak sprawę, że chociaż można sobie różne rzeczy zaplanować, wybrać etapy, na których chce się walczyć, to ostateczną zgodę i tak wyda organizm. A ten podczas trzytygodniowego ciężkiego wyścigu może spłatać figla. Ubiegłoroczny start dodał mu jednak pewności siebie i wzmocnił nogi, co wraz z dobrym przygotowaniem do tegorocznej edycji powinno zaprocentować.

– W poprzednim roku na pewno zdobyłem pewność siebie. W ubiegłorocznym Giro nie miałem zbyt wygórowanych celów. Zależało mi na tym, aby ukończyć ten wyścig. Być może jak startuje się od 20. roku życia to jest łatwiej, a ja starym kolarzem nie jestem, ale z drugiej strony nie jestem już taki młody. Chciałem przejechać tamten wielki tour do końca i skupiłem się na tym, a nie na poszczególnych etapach. Teraz mam już go w nogach, mam to doświadczenie i jestem też w tym roku lepszym kolarzem, jestem lepiej przygotowany, więc jeśli tylko nogi pozwolą, to będę widoczny i będę starał się coś zrobić. Do tegorocznej edycji podchodzę w ten sposób, że pierwsze dwa tygodnie są dla mnie, a o tym bardzo ciężkim trzecim tygodniu na razie nie myślę. Uważam, że lepiej wygrać na przykład dziesiąty etap niż myśleć o przejechaniu całego wyścigu.

Kamilowi Gradkowi kończy się w tym roku kontrakt z drużyną CCC, której licencję kupiła ekipa Circus-Wanty Gobert. Nie wiadomo, czy Polak stanie się jej częścią czy też może zmieni barwy. W rozmowie z nami powiedział, że w tym momencie nie wie, jak będzie wyglądała jego przyszłość.

– Na dzień dzisiejszy nie mogę nic powiedzieć o swojej przyszłości. Myślę, że podczas Giro ta kwestia gdzieś z tyłu głowy na pewno będzie się przewijała, ale jest to taka rzecz, który działa jedynie bardziej motywująco niż deprymująco. Z pewnością jest to wyjątkowy rok. Z kim bym nie rozmawiał, kto dłużej siedzi w kolarstwie, to mówi, że jeśli chodzi o kontrakty, sponsorów itd., to jeszcze takiego sezonu nie było

– przyznaje Gradek.

W związku z sytuacją CCC zapytaliśmy Polaka o atmosferę w drużynie, która – bądź co bądź – znajduje się w okresie przejściowym. Wielu podstawowych kolarzy jak Greg Van Avermaet czy Matteo Trentin podpisali już kontrakty z innymi ekipami. Tym zaś, którzy jeszcze tego nie zrobili z pewnością towarzyszy niepewność.

– Trudne pytanie. Myślę jednak, że większość kolarzy jest zmotywowanych, a w mniejszości są ci, którzy wrzucili na luz. Bo większość nie ma jeszcze kontraktów, a część jest w trakcie negocjacji, więc każdemu dobry wynik może tylko pomóc. Dlatego też panuje raczej bojowe nastawienie. Każdy chce pojechać dobre Giro i pokazać się z jak najlepszej strony. Jednocześnie nie ma między nami jakiejś chorej rywalizacji czy demotywujących zachowań. Każdy nastawia się na walkę. Wyścig jest ciężki i trzeba przejechać go w miłej atmosferze

– zakończył Kamil Gradek.

103. edycja Giro d’Italia potrwa od 3 do 25 października. Kolarze wystartuję z Sycylii, a zmagania zakończą w Mediolanie.

Rozmawiała Marta Wiśniewska