Tegoroczne mistrzostwa świata zaczęły się bardzo dobrze dla Wouta Van Aerta. Belg zadebiutował w tej imprezie i od razu sięgnął po medal.

Kolarz na co dzień jeżdżący w Jumbo-Visma tylko potwierdził swoją dyspozycję w postpandemicznej części sezonu (ma już sześć zwycięstw). Jest prawdopodobnie najlepszym kolarzem ostatnich kilku tygodni. A na pewno najbardziej wszechstronnym. Na finiszu potrafi walczyć z Ewanem i Bennettem, w górach potrafił zgubić Bernala i Quintanę, a gdy startuje w klasykach, jest niemal murowanym faworytem do zwycięstwa.

Czasowcem również jest znakomitym. Już w zeszłym sezonie wygrał etap jazdy indywidualnej na czas podczas Criterium du Dauphine, a w tym tylko potwierdził klasę najpierw wygrywając mistrzostwo Belgii, a później wykręcając świetny czas na 20. etapie Tour de France. Jednak wczoraj nie wszystko poszło do końca po jego myśli.

Zacząłem bardzo mocno, ale gdy zaczął wiać wiatr, straciłem ten rytm. To sprawiło, że nie byłem w stanie pojechać tak, jakbym chciał i pierwszą część skończyłem z wynikiem nieco poniżej swoich oczekiwań

– mówił po zakończeniu zmagań belgijskiej Sporzie.

Mimo wszystko 26-latek po pierwszym pomiarze czasu zajmował niezłe, szóste miejsce, z niewielką stratą do trzeciego Gerainta Thomasa. Ostatecznie okazało się, że wyprzedził nie tylko jego, ale także mającego nad nim zdecydowanie większą przewagę Rohana Dennisa. Wszystko dlatego, że w drugiej części trasy wykręcił zdecydowanie najlepszy czas. Przegrał jedynie z Filippo Ganną i sięgnął po srebro.

Druga część rzeczywiście była zdecydowanie lepsza w moim wykonaniu – myślę, że pojechałem ją idealnie. Kiedy patrzę na osiągane przeze mnie wartości, widzę, że pojechałem jedną z lepszych czasówek w swoim życiu. Tyle że Ganna był jeszcze lepszy. W niektórych sektorach szło mu zdecydowanie lepiej niż mi

Jutro przed Van Aertem kolejne wyzwanie. Jest jednym z faworytów zdecydowanie bardziej prestiżowego niż czasówka wyścigu ze startu wspólnego i jeśli nie zdobędzie medalu, będzie można mówić o sporej niespodziance – w końcu wszystkie wyścigi jednodniowe, w których startował po pandemii, kończył w czołowej trójce. Jeśli podtrzyma passę, zostanie pierwszym kolarzem od czasów Miguela Induraina i Abrahama Olano, któremu udało się zdobyć dwa indywidualne medale na jednych mistrzostwach.