fot. ASO / Alex Broadway

Drugi tydzień tegorocznego Tour de France za nami. Choć do rozstrzygnięcia walki w klasyfikacji generalnej jeszcze daleko, na część pytań znamy już odpowiedzi. Czas na krótkie podsumowanie.

Plusy:
Banda szaleńców
Ekipa Sunweb to zdecydowanie jeden z największych plusów tegorocznego wyścigu Tour de France. Marc Hirschi i spółka w drugim tygodniu wygrali aż 2 etapy, jednocześnie będąc najwidoczniejszym teamem w całym wyścigu. Choć niemiecki team nie posiada zawodnika liczącego się w walce o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej, ich Tour jest więcej niż udany i mamy nadzieję, że akcja Sorena Kragha Andersena w Lyonie nie była ostatnią w Wielkiej Pętli.

Alpejska moc
Dziś już wiemy, że bez wątpienia dwoma najmocniejszymi zawodnikami w stawce są Primoz Roglic i Tadej Pogacar. To oznacza, że po raz pierwszy w historii Słoweniec wygra wyścig Tour de France. Co więcej, pierwszy raz w historii jakikolwiek reprezentant tego kraju stanie na podium. Dla małego, alpejskiego narodu jest to z pewnością wielka chwila. Nie zmienia to faktu, że obaj wymienieni zawodnicy są obecnie najsilniejsi i wszystko wskazuje na to, że w trzecim tygodniu będą tylko powiększać przewagę nad resztą.

Wojna o zieleń
Po raz pierwszy od wielu lat, w końcu możemy oglądać piękną walkę o zieloną koszulkę lidera klasyfikacji punktowej. Choć Peter Sagan robi wszystko, by przejąć trykot, Sam Bennett, wraz z kolegami, wciąż utrzymuje prowadzenie i jest już naprawdę blisko, by dopiąć swego i wyjść na podium w Paryżu. Niewykluczone, że cała rywalizacja zakończy się dopiero w niedzielę.

Tasmańska niespodzianka
Richie Porte to z pewnością jedna z największych niespodzianek tegorocznego Tour de France. Tasmańczyk, choć nie był wymieniany w gronie faworytów, wyrasta na głównego kandydata do stanięcia na podium, obok dwóch potężnych Słoweńców. Oby tylko lider ekipy Trek – Segafredo nie przyciągnął znów pecha, który prześladował go w ostatnich latach. Taka szansa może się już bowiem nie powtórzyć.

Minusy:
Koniec ery
Jak już wspominaliśmy wczoraj, tegoroczny Tour de France jest pierwszą porażką ekipy Ineos od wielu lat. Egan Bernal, choć nadzieje z nim związane były ogromne, nie sprostał oczekiwaniom i na pierwszym z najtrudniejszych etapów stracił jakiekolwiek szanse na zwycięstwo w całym wyścigu. Niewykluczone jednak, że na kolejnych etapach zobaczymy Kolumbijczyka w akcjach zaczepnych, gdyż w jego drugim tourze warto byłoby powalczyć o etapowe zwycięstwo.

Cisza i spokój
Choć miejsca do walki faworytów na ostatnich etapach było naprawdę wiele, ostatecznie, poza problemami Egana Bernala i Nairo Quintany, nie doczekaliśmy się żadnego ataku, który mógłby nieco zmienić układ czołówki. Przez to też można było odnieść wrażenie, że drugi tydzień wyścigu jest względnie nudny. Gdyby nie bardzo ciekawa jazda harcowników, z pewnością tak moglibyśmy go określić. W trzecim tygodniu liczymy na więcej, tym bardziej, że na trzech etapach wyścig musi się rozstrzygnąć.

Wojna o wiadukty
W całym zamieszaniu, choć jesteśmy już po kilku naprawdę trudnych etapach, dziwnie wygląda wciąż klasyfikacja górska. Nadaj przewodzi jej bowiem Benoit Cosnefroy, który przy najmniejszym wzroście tempa na trudnym podjeździe, gubi się jak dziecko we mgle. Miejmy nadzieję, że trudny trzeci tydzień pozwoli wyłonić zdobywcę koszulki w grochy naprawdę potrafiącego jeździć w górach.