fot. Deceuninck-Quick Step

Sam Bennett znów dał swojej nowej ekipie powody do radości. Wczoraj Irlandczyk w bardzo dobrym stylu wygrał etap Vuelta a Burgos.

Zawodnik, który od tego sezonu jest zawodnikiem Deceuninck-Quick Step, na swoje trzecie zwycięstwo w barwach nowego zespołu czekał od styczniowych startów w Australii. Później przyszedł niezły występ w UAE Tour, gdzie kilkukrotnie był bliski zwycięstwa i pechowe Paryż-Nicea, które zakończył po tym, jak na trzecim etapie odniósł kontuzję.

Bennett liczył, że na Vuelta a Burgos wreszcie wróci na zwycięską ścieżkę, jednak na pierwszym sprinterskim etapie musiał uznać wyższość Fernardo Gavirii i Arnauda Demare’a. Druga i ostatnia szansa przyszła wczoraj – tym razem Irlandczyk jej nie zmarnował.

Jestem bardzo zadowolony z tego, że w końcu udało mi się wygrać. To była ostatnia szansa dla sprinterów, a ja ją wykorzystałem. Naprawdę tego potrzebowałem. Teraz widzę, że forma przyszła we właściwym momencie, tuż przed sierpniowymi wyścigami

– mówił

To nie było zwykłe sprinterskie zwycięstwo, na co złożyła się trudna, prowadząca lekko pod górę końcówka i kraksa z przodu peletonu, do której doszło na kilometr przed metą. Bennett oderwał się od peletonu, co mogło przywodzić na myśl jego atak w końcówce ostatniego etapu zeszłorocznego Tour of Turkey. Wtedy Irlandczyka dopadli Fabio Jakobsen i Caleb Ewan, wczoraj scenariusz wyścigu był dla niego bardziej korzystny, dzięki czemu metę przekroczył “na solo”.

Gorące temperatury panujące na trasie sprawiły, że ta i tak niełatwa końcówka stała się jeszcze trudniejsza. Wiedzieliśmy, że tak będzie. Nastawialiśmy się też na zaciętą walkę na dwóch ostatnich ostrych zakrętach, ale chłopcy byli fantastyczni. Doprowadzili mnie tam, gdzie chciałem być na ostatnim kilometrze. Kiedy doszło do kraksy, wystarczył mi krótki rzut oka do tyłu, by zauważyć, że wszyscy zatrzymali się na sekundkę. Postanowiłem zaatakować i to był bardzo dobry pomysł. 

– dodał.

Dzięki temu zwycięstwu 30-latek przejął zieloną koszulkę. Wprawdzie bardzo ciężko będzie mu ją obronić, ale bardzo możliwe, że jeśli dziś ktoś mu ją odbierze, to będzie nim któryś z jego zespołowych kolegów. W pierwszej czwórce klasyfikacji punktowej są obok niego Joao Almeida i Remco Evenepoel, który prowadzi także w “generalce”. Irlandczyk, co zrozumiałe, nie zamierza rywalizować z Belgiem i deklaruje, że spróbuje mu pomóc w utrzymaniu koszulki lidera.

Zielona koszulka to wisienka na torcie, ale wszyscy wiemy, że wyścig wciąż się jeszcze nie skończył. W sobotę będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, by chronić Remco i doprowadzić go do zwycięstwa w “generalce”

– zakończył.