fot. Vuelta a Andalucia

Dzisiejszy etap Vuelta a Andalucia miał niespodziewanego zwycięzcę. Zdecydowanie bardziej renomowanych rywali pokonał Gonzalo Serrano.

Gdy na pięć kilometrów przed metą 2. etapu hiszpańskiego wyścigu główna grupa doścignęła Brandona McNulty’ego i Stefano Oldaniego można było się spodziewać, że dziś górą znów będzie któryś z faworytów. Jednak inny plan miał Serrano. Hiszpan z Caja Rural postanowił spróbować swoich sił i na około 1000 metrów przed metą zaatakował. 

Podobny manewr zastosował na 2. etapie zakończonego nieco ponad tydzień temu Volta a Valenciana. Wtedy mu się to nie udało, za to teraz rywale nie zareagowali na jego atak z odpowiednią czujnością, dzięki czemu na koniec to on mógł podnieść ręce w geście zwycięstwa.

Profil dzisiejszego etapu bardzo mi odpowiadał, dlatego wczoraj trochę odpuściłem. Bardzo zależało mi na tym, by dziś być jak najbardziej świeżym i wypoczętym. Naprawdę bardzo szczegółowo przeanalizowaliśmy trasę i ustaliliśmy plan. Szanse na jego powodzenie nie były duże, ale się udało. Mieliśmy dwie opcje. Zaatakować mogłem ja albo Orluis Aular. Jednak na ostatnim podjeździe to ja czułem się dobrze, więc to ja zdecydowałem się na odjazd

opowiadał Hiszpan o swoim planie na etap stronie internetowej swojego zespołu

To pierwsze zwycięstwo dla Caja Rural w tym sezonie oraz jedyne jak do tej pory zwycięstwo Serrano w całej jego zawodowej karierze. Do tej pory jego największym sukcesem było 8. miejsce w Tour of Turkey 2019. Dzisiejsze osiągnięcie prawdopodobnie przewyższa sukces sprzed kilku miesięcy, a już na pewno przebija go pod względem emocji, których mu dostarczyło.

Wciąż jeszcze nie do końca zdaję sobie sprawy z tego co się stało, nie do końca w to wierzę. To dopiero moje pierwsze zwycięstwo, w dodatku osiągnąłem je u siebie kraju, w takim prestiżowym wyścigu, z takimi zawodnikami. To niesamowite, ale ani ja, ani zespół nie zamierzamy osiadać na laurach. W następnych wyścigach chcemy walczyć o kolejne zwycięstwa

– zakończył.