fot. Bahrain McLaren

Dla wielu zawodników zbliżający się wielkimi krokami Tour Down Under będzie pierwszym wyścigiem w barwach nowego zespołu. Jednym z nich jest Marco Haller.

Austriak ostatnie osiem lat spędził w Katushy. Jego najlepszym wynikiem w barwach tego zespołu były zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Tour des Fjords i na etapie Tour of Beijing. W Australii rozpocznie nowy rozdział w swojej karierze i wygląda na to, że jest tym bardzo podekscytowany.

Spędziłem w Katushy osiem lat, więc to oczywiste, że transfer do innego zespołu sporo zmienił w moim życiu, ale wydaje mi się, że podjąłem decyzję we właściwym momencie. Czuję, że dzięki nawiązaniu współpracy mojego nowego zespołu z McLarenem zespół mocno zyska na jakości. Inne zespoły już zaczynają iść w nasze ślady, co tylko pokazuje, jak mądrego ruchu dokonali nasi szefowie. Bardzo cieszę się, że mogę być częścią tej ekipy i już nie mogę doczekać się kolejnych startów

– mówił Cyclingnews.

Najważniejszym okresem będzie dla Austriaka wiosna. Będzie chciał wtedy powalczyć w łatwiejszych wyścigach jednodniowych. Wprawdzie w ekipie z bliskowschodniego królestwa jest kilku kolarzy świetnie radzących sobie w tego typu imprezach, ale i Haller w zeszłym sezonie pokazał, że potrafi pokazać się w nich z dobrej strony zajmując miejsca w pierwszej “10” Eschborn-Frankfurt i Scheldeprijs Vlaanderen. Być może powtórzenie tych wyników pomoże mu po raz piąty w karierze załapać się na Tour de France.

Moim głównym zadaniem jest przygotowanie wysokiej formy na  wiosenne klasyki, a później postaram się dostać do składu na Tour de France. Nasz zespół podchodzi do tego wyścigu bardzo ambitnie, a dla mnie to będzie prawdopodobnie ostatni duży cel w tym sezonie

– powiedział Austriak, który na razie skupia się jednak na dobrym występie w Tour Down Under.

W ciągu swojej przygody z Katushą Karyntyjczyk bardzo rzadko pełnił rolę lidera. Tak samo będzie także tym razem. Podobnie jak reszta jego kolegów z zespołu skupi się na pomocy innemu debiutantowi – Rafaelowi Vallsowi – zawodnikowi, który przyszedł z Movistaru, a jego największym osiągnięciem w Tour Down Under jest 7. miejsce osiągnięte przed trzema laty.

To będzie bardzo wymagający wyścig. Naszym liderem będzie Rafael, który dwukrotnie ukończył Tour Down Under w czołowej “10”. Będziemy starali się zrobić wszystko co w naszej mocy, by zapewnić mu jak najlepszą ochronę, ale zdajemy sobie sprawę, że ciężko będzie nam rywalizować z takimi zespołami jak Trek-Segafredo z Richie’m Portem czy Mitchelton z Darylem Impeyem. Jednak oczywiście spróbujemy wygrać tę imprezę.

– dodał.

Gdyby rzeczywiście im się to udało, nowy etap w historii ekipy z Bliskiego Wschodu rozpocząłby się w najlepszy z możliwych sposobów. Oczywiście byłoby to dużą niespodzianką, ale czy zwycięstwo Impeya sprzed dwóch lat taką nie było?