Przejście Nairo Quintany do Arkei Samsic było jednym z największych kolarskich transferów w ostatnich miesiącach. Jednak Eusebio Unzue nie żałuje tego, że pozbył się Kolumbijczyka.

Quintanę spokojnie można nazwać legendą Movistaru. Spędził w tym zespole osiem lat i wygrał z nim dwa wielkie toury – Giro d’Italia 2014 i Vueltę 2016. Do kompletu zabrakło mu jedynie zwycięstwa w Tour de France – dwukrotnie zajmował w tym wyścigu drugie miejsce, a raz był trzeci. Nic dziwnego, że szef Movistaru jest mu bardzo wdzięczny za to, co zrobił dla zespołu w ostatniej dekadzie.

Nie może być inaczej. Był naszym kluczowym zawodnikiem. Dzięki niemu mogliśmy przez pięć lat śnić o zwycięstwie w Tour de France. W 2013 i w 2015 roku byliśmy naprawdę bliscy osiągnięcia tego, ale mieliśmy tego pecha, że na drodze stanął nam Chris Froome. Poza tym Nairo odegrał olbrzymią rolę w odrodzeniu południowoamerykańskiego kolarstwa

– mówił w rozmowie z hiszpańskim El Confidencial.

 

Oczywiście ze świetnej strony pokazywał się również w wyścigach tygodniowych. Wygrał aż 14 takich imprez, m.in Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie czy Volta Ciclista a Catalunya. Jednak po raz ostatni raz dokonał tego w 2017 roku. Od tego czasu nie staje również na podium klasyfikacji generalnej wielkich tourów. W ostatnich latach Kolumbijczyk ewidentnie przeżywa kryzys – zdaniem Unzue, raczej nie uda mu się z niego wyjść.

Dał nam bardzo dużo jakości. Gdy jechał na jakiś wyścig, mogłeś być pewien, że jest w stanie powalczyć tam o dobry wynik. Dawał nam spokój, przede wszystkim wtedy, gdy wyścig wjeżdżał w góry, ponieważ był świetnym góralem – w górach potrafił zrobić naprawdę bardzo duże różnice. Sporo tracił na czasówkach, ale zawsze walczył o to, by zminimalizować straty. Jednak nasza wspólna przygoda dobiegła końca. Wszystko dlatego, że naszym zdaniem czasy, w których mógł walczyć o zwycięstwa w wielkich tourach bezpowrotnie minęły

 

– dodał. 

Z pewnością wielu szefów worldtourowych ekip zgadza się z Hiszpanem – gdyby było inaczej, Kolumbijczyk z pewnością nie trafiłby do prokontynentalnej Arkei Samsic. Jednak kto wie, być może słowa byłego szefa zmotywują go do jeszcze cięższej pracy i pomogą mu wrócić do prezentowanej niegdyś formy.