Dubai Tour

Nowy szef w drużynie Bahrain-Merida, wcześniej związany z British Cycling i Team Sky, Rod Ellingworth, powiedział w wywiadzie dla portalu Cyclingnews, że doprowadzenie Marka Cavendisha do najwyższej formy będzie wyzwaniem, ale mimo wszystko jest możliwe. Transfer Brytyjczyka do zespołu z Bahrajnu jest jednym z najbardziej gorących w tegorocznym okienku transferowym.

Ostatni raz Mark Cavendish brylował (i to jak!) w sezonie 2016. Wygrał wówczas m.in. cztery etapy w Tour de France, przez jeden dzień nosił legendarną żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej, został wicemistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego w Katarze, a ponadto odnosił sukcesy w kolarstwie torowym – zdobył srebrny medal w olimpijskim wyścigu omnium i mistrzostwo świata w madisonie w parze z Bradleyem Wigginsem, z którym zjednoczył się po animozjach sięgających IO 2008 w Pekinie.

Od tamtego czasu z powodu trwających dwa lata zmagań z wirusem Epsteina-Barra oraz m.in. problemów wewnątrz drużyny Dimension Data, nie był w stanie wrócić do swojej najlepszej dyspozycji. Pomimo to zakontraktować go do drużyny Bahrain-Merida postanowił Rod Ellingworth, związany niegdyś z British Cycling i z Teamem Sky, który teraz będzie głównym mózgiem w zespole z Bahrajnu.

– To jest wyzwanie, ale wierzę, że on [Mark Cavendish] może znowu wygrywać, i dlatego właśnie tutaj jest. Byłem z nim bardzo szczery i powiedziałem mu, że jest robota do wykonania. Są w naszej drużynie młodzi, rozwijający się kolarze, inni są po to, aby pomagać, a jeszcze inni są zwycięzcami. Mark Cavendish nie znalazł się w niej po koleżeńsku – powiedziałem mu, że jest kolarzem i albo będzie wygrywał, albo będzie pomagał wygrywać

– powiedział Ellingworth, który wierzy, że “Manxman” musi na nowo odnaleźć swoje podejście do kolarstwa, które będzie przejrzyste i pozbawione komplikacji.

– Myślę, że on musi po prostu wrócić do tego, co kiedyś robił bardzo dobrze. Oczywiście, w trakcie choroby nie mógł nic zrobić i myślę, że to “poobijało” go mentalnie. Moja praca polega na tym, aby obdarzyć go wsparciem i zobaczyć, co da się zrobić

– dodał Ellingworth.

Dziennikarze portalu Cyclingnews donoszą, że w kuluarach mówi się, iż Cavendish jest zmotywowany jak nigdy dotąd. Podobno przestał przebąkiwać o planach zakończenia kariery i jest podekscytowany nowym środowiskiem, w które wchodzi. Zmiana zespołu to czynnik prawie zawsze bardzo pozytywnie działający na kolarzy.

Mark Cavendish jest mistrzem świata ze startu wspólnego z 2011 roku oraz zwycięzcą aż trzydziestu etapów w wyścigu Tour de France. Liczba ta zbliża go rekordu wszech czasów należącego do Eddy’ego Merckxa, który wygrał ich trzydzieści cztery. Kiedy kolarz z Wyspy Man znajdował się w najwyższej dyspozycji, pobicie tego rekordu było jego siłą napędową. Odłożona na jakiś czas z naturalnych powodów kwestia, być może ponownie wróci na kolarską agendę.

Ekscytujące będzie także obserwowanie tego, czy Rod Ellingworth z powodzeniem przejdzie transformację z trenera i dyrektora sportowego do szefa drużyny. Poza urodzonym w Burnley Anglikiem, Cavendish spotka się w drużynie Bahrain-Merida z kimś jeszcze – ze specjalistami od aerodynamiki z zespołu Formuły 1 McLaren. Tymi, którzy współpracowali przy projekcie roweru, na którym zdobył tęczową koszulkę w Kopenhadze, a wcześniej wygrał pięć etapów w Wielkiej Pętli.

Od 20 do 25 października Mark Cavendish ścigał się w torowej sześciodniówce w Londynie w parze z Owainem Doullem (Team INEOS). Pomimo że wygrali wiele konkurencji, to w tradycyjnie kończącym imprezę madisonie ulegli włoskiej parze również doskonale znanej z szosy – Elii Vivianiemu i Simone Consonniemu. 12 listopada Cavendish stanie na starcie kolejnej sześciodniówki – tym razem w Gandawie.