W ostatnich dniach starałem się poruszać tematy, które także dla miejscowych są “trudne”. Dziś przyszedł więc czas na coś lżejszego, choć nadal krytycznego. Mowa o turystyce, która niestety w tak pięknym regionie jak Guangxi praktycznie nie istnieje w sensie międzynarodowym.

Od mojego wyjazdu do Guangxi minęło już 8 dni. W tym czasie udało mi się przejechać praktycznie całą prefekturę, widząc zarówno jej plusy, jak i duże minusy. Niestety jednym z tych drugich jest brak międzynarodowej turystyki, która mogłaby kapitalnie wpłynąć na rozwój całego regionu.

Nie od dziś wiadomo, że Chiny lubią pieniądz. Ostatnimi czasy można to zauważyć praktycznie na każdym kroku. Rząd, choć komunistyczny, zbija fortunę na wszelkiego rodzaju handlu, stając się jednym z najmocniejszych graczy jeśli chodzi o siłę gospodarki.

Ze względu na ciągłą izolację społeczeństwa od innych narodów, w Chinach na próżno szukać jednak czegoś, co dodatkowo napędziłoby wpływy do budżetu. Mowa oczywiście o wielkich kurortach nadmorskich, które choćby w Tajlandii, czy ostatnimi czasy także w Wietnamie, cieszą się ogromną popularnością. Co warto zauważyć, choćby w Guangxi szansa na otwarcie wielkich hoteli nastawionych na wypoczynek najbogatszych Europejczyków byłaby naprawdę spora. Umożliwia to przede wszystkim pogoda, która przez zdecydowaną większość roku naprawdę rozpieszcza.

Nie oznacza to oczywiście, że jakikolwiek ruch turystyczny w południowych Chinach nie istnieje. Wręcz przeciwnie – ma się bardzo dobrze. W Beihai, gdzie rozpoczynał się tegoroczny wyścig, osób z zewnątrz jest naprawdę wiele. Ba, można śmiało powiedzieć, że cała, szeroka, piaszczysta plaża. Szkoda jedynie, że ich wakacje to tak naprawdę tylko chodzenie wzdłuż morza. Kąpiele są bowiem surowo wzbronione przez fatalny stan wód, za który odpowiedzialny jest miejski port. Tym samym przybysze z zewnątrz na ocean mogą co najwyżej popatrzeć… albo wykąpać się w wodzie połączonej ze starym olejem. Takich śmiałków także widzieliśmy.

Czy kiedyś się to zmieni? Mało prawdopodobne. Do tego, najzwyczajniej w świecie, potrzebna byłaby zmiana ustroju. Wówczas przy tak dużych pieniądzach, jakimi Chiny dysponują, być może znaczna część wczasowiczów przeniosłaby się nad chińskie morze. Póki co wydaje się to być jednak tylko marzeniem.