fot. Zbigniew Kowalski / Skierniewice Road Tour

Nietypowy, bo złożony z lilii wieniec powędrował już na skronią najszybszych kolarzy ścigających się w Skierniewice Road Race. Wyższość nad rywalami można było udowodnić w aż trzech szosowych konkurencjach, co czyni ten wyścig najbardziej urozmaiconą imprezą w całym sezonie 2019.

Do tej pory, Skierniewice słynęły na całą Polskę z ogrodniczych kwiatów. Hodowane tam okazy budziły podziw od wschodu do zachodu, od Bałtyku aż do Tatr. Od dwóch lat podobny entuzjazm w kolarskim światku wywołuje hasło Skierniewice Road Race. To trzyetapowe zawody, których rozmach jest zasługą śmiałej wizji Cezarego Zamany.

I ten entuzjazm jeszcze wzrośnie po tegorocznej odsłonie imprezy. W ostatni weekend września w szranki stanęła silna ekipa kolarzy, którzy na koniec sezonu postanowili pokazać, że noga dobrze podaje.

Dynamiczna czasówka ze startującymi w 30-sekundowych interwałach zawodnikach, rozgrywana w scenerii wielobarwnych flar trzymanych przez kibiców, była pierwszym starciem. Wytyczona przez Cezarego Zamanę trasa charakteryzowała się tym, że pozornie płaska, miała w kilku fragmentach lekkie, lecz dające się odczuć nachylenia. To, w połączeniu z ostrymi zakrętami i wiejącym znienacka wiatrem, czyniło otwarcie Skierniewice Road Race wyjątkowo ciekawym.

Jeszcze tego samego dnia – ale już w innej, późnopopołudniowej scenerii, z poszarpanymi chmurami efektownie rozświetlanymi przez chowające się słońce – zawodnicy dawali z siebie wszystko podczas ulicznego kryterium. By utrzymać się w stawce i nie odpaść na kolejnych rundach, uciekali się do najprzeróżniejszych taktyk. Trzymanie się koła, nagłe zrywy, oszczędzanie sił na ostatnie okrążenie, walka łokieć w łokieć – przyglądanie się tym zmaganiom było jak studiowanie kolarskiego podręcznika. Obserwacja była tym bardziej ułatwiona, że zgromadzeni nad zalewem kibice mogli swobodnie obserwować znaczną część tej trudnej technicznie trasy. Prestiżu rywalizacji dodawał fakt, że startował w nich Cezary Zamana.

Obolałe mięśnie i organizm wyzuty ze wszystkich węglowodanów miał całą noc na regenerację. W niedzielę peleton zameldował się przy skierniewickiej perełce – Miejskim Parku, by stamtąd ruszyć na okoliczne szosy. Hulający bezczelnie wiatr, długie proste odcinki podczas których aż prosiło się o rozsadzające peleton ucieczki i wreszcie Mur de Kwas, najsławniejszy w regionie podjazd były tym, co nadało wyścigowi charakteru.

Nagrody finansowe dla zwycięzców kategorii Pro i 1/2 Pro w klasyfikacji generalnej zapewniła firma Elin-Geslan. Firma Falcon Wheels ufundowała zwycięzcom z dystansu Pro vouchery na zakup kolarskich opon z licencją UCI.

– To druga odsłona skierniewickiego ścigania się. Mimo wymagającego formatu, przeznaczonego dla kolarzy potrafiących utrzymać formę przez cały sezon, widzę niesłabnące zainteresowanie tą imprezą. Wprowadzone w tej edycji zmiany, czyli przede wszystkim bardziej widowiskowa trasa kryterium dodały zawodom świeżości

– zaznacza Cezary Zamana.

Z twórcą Skierniewice Road Race można było spotkać się także podczas strefy kibica zorganizowanej z okazji kolarskich mistrzostw świata w Yorkshire. Wspólne oglądanie zmagań najlepszych zawodowców z całego globu stanowiło dodatkowy smaczek dwudniowej imprezy w Skierniewicach.