Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Na zaproszenie firmy Scott, miałem okazję jako jeden z pierwszych dziennikarzy na świecie i jedyny z Polski, zobaczyć nową siedzibę firmy, a także poznać kolekcję szwajcarskiej marki o amerykańskich korzeniach na rok 2020. Topową szosę – Addict’a RC miałem przyjemność testować osobiście. Do tego w obecności zwycięzcy etapu tegorocznej edycji Giro d’Italia – Estebana Chavesa, a także triumfatora Vuelta a Espana 2018 – Simona Yates’a!

Scott Sports SA, założona w 1958 roku, to dziś nie tylko firma rowerowa. W ich portfolio znajdują się takie marki jak: Syncros, Bergamont, Bold Cycles, Avanti, Malvern Star, Dolomite, Powderhorn, Bach, Lizard and Outdoor Research. I mamy odpowiedź do czego potrzebna jest tak ogromna i przepiękna siedziba na przedmieściach szwajcarskiego „wolnego miasta” – Fryburga.

Sam budynek do użytku oddany został w kwietniu bieżącego roku, po trzech latach budowy, jego kubatura to ponad 26 tysięcy m². Koszt budowy – 60 milionów franków. W budowie wykorzystano 6000 m² szkła, i właśnie szkło, drewno oraz beton to główny budulec kwatery głównej Scott Sports SA. Zewnętrzna konstrukcja budynku to 400 aluminiowych okien, sterowanych przez 880 silników, tak aby w wewnątrz stworzyć atmosferę naturalnego światła i móc regulować temperaturę w budynku. Jest to pierwszy budynek w Europie, który w tym samym czasie współpracuje z systemem kontroli ogrzewania, wentylacji i akustyki. Ogrzewanie i energia pozyskiwana jest ze źródeł geotermalnych.

Na siedmiu poziomach poza miejscami dla pracowników mamy min. 50 sal konferencyjnych, showroom z aktualną kolekcją rowerów i akcesoriów 2020 (4000 m²), strefy poszczególnych marek, pod budynkiem są szatnie i natryski dla pracowników dojeżdżających do pracy rowerami. A tych Scott zatrudnia ponad trzystu.

Po prezentacji dla dziennikarzy jednego z najważniejszych rowerów Scott’a na rok 2020 – Addict’a RC, zeszliśmy właśnie do wspomnianych szatni, a tam niespodzianka. Każdy z nas w swojej szafce dostał kompletny strój – koszulka, spodenki, kask – oczywiście mega nowość z kolekcji 2020. Rower – oklejony moim imieniem i nazwiskiem, z polską flagą. Pro. Niestety, podpisałem dokument, że zarówno roweru, jak i akcesoriów nie mogę pokazać przed 25.06.

Podczas jazdy, dość krótkiej, bo zaledwie 36 kilometrowej, miałem przyjemność porozmawiania z Simonem Yatsem (Mitchelton-Scott), ubiegłorocznym zwycięzcą Vuelta a Espana. Gdy dowiedział się, że jestem z Polski, uśmiechnął się. Zeszłoroczną edycję Tour de Pologne wspomina bardzo dobrze, był drugi, i stwierdził, że Kwiato był po prostu mocniejszy. Ale bardziej w pamięci zapadł mu nasz tour z 2016 i koszmarna pogoda na etapie do Zakopanego. Pytając go czy zobaczymy się w tym roku w Polsce odpowiedział:

„Póki co odpoczywam, muszę zregenerować się po Giro, w zależności od tego jak ta regeneracja będzie przebiegać, zdecyduję czy jadę Tour de France. Jeśli nie pojadę Wielkiej Pętli, powinniśmy się zobaczyć na Tour de Pologne”

Po jednym ze zjazdów, (wszyscy mieliśmy hamulce tarczowe) usłyszałem dziwny dźwięk. O ile nasze, dziennikarzy działały bezszelestnie (SRAM), o tyle te Simona strasznie hałasowały. Pozwoliłem sobie na uwagę – „niezła muzyka”, na co Yates powiedział:

„Stary, w peletonie po zjazdach większość z nas tak „piszczy”.

Niby najwyższa grupa Shimano – DuraAce, a jednak… Po chwili wszystko wróciło do normy.

Przejażdżka w okolicach Fryburga była bardzo przyjemna, na 36 kilometrach, ponad 500 metrów przewyższeń, jak na mnie – mazowieckiego „górala” sporo, ale dałem radę i utrzymałem koło. Widoki przepiękne! Organizatorzy zadbali o nas zacnie, łącznie z sesją zdjęciową z przejażdżki. Pogoda nam dopisała, jeszcze kilka dni temu spadło tu 10 cm śniegu, a podczas mojej wizyty było aż 30 stopni.

W spotkaniu prasowym brał udział także przesympatyczny Esteban Chaves – zwycięzca etapowy tegorocznego Giro. Cały czas towarzyszyła mu rodzina i przyjaciele, Ci sami którzy tak pięknie cieszyli się po jego triumfie na 17 etapie.

Jeśli jesteśmy przy rodzinie, to ważnym punktem mojego pobytu w Szwajcarii był film o Chavesie, nakręcony w Kolumbii dokument, który przedstawiał z jakimi przeciwnościami losu w ostatnich miesiącach się spotykał Kolumbijczyk. Najpierw kontuzja kolana, potem uszkodzony obojczyk sprawiły, że Chaves miał bardzo ciężkie chwile w swojej karierze, łącznie z myślami o zakończeniu ścigania. W dokumencie podkreślał ogromną rolę swoich rodziców i przyjaciół, którzy byli jednymi z bohaterów tego dokumentu, ich wsparcie było nieocenione w tych trudnych dla niego chwilach. Rodzice oglądali film z nami, zarówno u Chavesa, jak i u nich pojawiły się łzy… Dokument wzruszający, prawdziwy, pokazujący, że zawodowe kolarstwo to nie tylko blaski fleszy, ale także cięższe momenty. Mam nadzieję, że niebawem będziecie mogli go obejrzeć.

Chaves jest bardzo lubiany i rozpoznawalny w Kolumbii. Swoją popularność postanowił wykorzystać i założył fundację, która pomaga dzieciom w problemami ortopedycznymi, które utrudniają im zabawę, pisanie czy nawet chodzenie. Piękny gest kolarza Mitchelton-Scott.

Po filmie zamieniłem z Chavesem kilka zdań:

„pochodzę z Kolumbii, to biedny kraj, nie tak rozwinięty jak te w Europie. Ja i moi koledzy nie mieliśmy tak łatwo jak pozostali z zawodowego peletonu. Tylko wybitni dostają się do world touru, ciężką pracą udowodniłem, że jestem wartościowym zawodnikiem, a drużyna Mitchelton- Scott wierzyła we mnie cały czas, nawet w tych trudnych dla mnie chwilach. Odpłaciłem im to wygraną etapową na Giro, teraz będzie tylko lepiej”.

To były bardzo ciekawe, intensywne dwa dni. Scott to firma olbrzymia, ale mająca jasno kreśloną strategię, podążająca za rynkiem, tworząca bardzo innowacyjne, przemyślane produkty. O tych z kolekcji 2020 napiszę jak będę mógł. Pod koniec czerwca.

Z Fryburga – Marek Bala