fot. Trek-Segafredo

Jedną z niespodzianek podczas 9. etapu Giro d’Italia jest trzecie miejsce Bauke Mollemy (Trek-Segfradeo). Holender zaskoczył być może dziennikarzy i kibiców, ale nie samego siebie. 

Mollema uległ na etapie jazdy indywidualnej na czas do San Marino jedynie Primozowi Roglicowi (Jumbo-Visma) i Victorowi Campenaertsowi (Lotto-Soudal). Do słoweńskiego zwycięzcy stracił równo minutę.

– Spodziewałem się dobrego wyniku, ale być może nie aż tak dobrego. Pierwszy tydzień i pierwsza jazda na czas potoczyły się pomyślnie, a ja czułem się dobrze zwłaszcza na płaskiej części trasy. Dlatego więc wiedziałem, że mogę pojechać dzisiaj [w niedzielę] dobrze. Wykonałem wiele treningów na rowerze przeznaczonym do jazdy na czas właśnie po to, aby dobrze się tutaj prezentować

– mówił Mollema podczas konferencji prasowej.

– Nastawiłem się na walkę na podjeździe i na zyskanie tam czasu. Być może tylko [Primoz] Roglic był ode mnie szybszy, więc zyskałem czas nad wieloma rywalami. Na starcie było ciężko z uwagi na deszcz i dużą liczbę zakrętów, w związku z czym nie podejmowałem tam zbyt wielkiego ryzyka. Z kolei w pierwszej części podjazdu były fragmenty fałszywych wypłaszczeń, więc była to “czasówka” dla kolarzy dysponujących dużą mocą

– kontynuował Bauke Mollema.

Dzięki temu występowi kolarz Trek-Segafredo został nadzieją Holendrów na dobry w klasyfikacji generalnej, po tym, jak po kraksie wycofał się Tom Dumoulin (Team Sunweb). Obecnie zajmuje 12. miejsce w klasyfikacji generalnej, zaraz za Vincenzo Nibalim (Bahrain-Merida). Traci on 3 minuty i 45 sekund do lidera Valerio Contiego (UAE Team Emirates).

– Do Werony długa droga, ale nie mogę się już doczekać tego, by zobaczyć, jak będzie mi szło. Trudno powiedzieć coś teraz, ponieważ pod koniec wyścigu czekają wysokie góry. Zwłaszcza jeśli wszyscy faworyci będą prezentowali taki poziom jak podczas “czasówek”

– zakończył Bauke Mollema.