fot. Voster ATS Team

W swojej karierze wygrywał najważniejsze wyścigi etapowe w Polsce. Jest wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski w indywidualnej jeździe na czas oraz górskim mistrzem Polski z 2017 roku. W tym sezonie Mateusz Taciak dołącza do składu Voster ATS Team.

W rozmowie zdradza nam czy ciężko jest zmienić barwy po ośmiu latach, jakie kolarskie marzenie pozostało dla niego niespełnione oraz co słychać u niego poza szosą.

Za tobą pierwsze zgrupowanie z Voster ATS. Odnalazłeś się już w zespole?

Mateusz Taciak: – Myślę, że w ekipie się odnalazłem. Mam nadzieję, że żaden z chłopaków nie ma do mnie zastrzeżeń. Jestem przekonany, że w sezonie dotrzemy się.

Jak wygląda wasza praca na zgrupowaniu – trenujecie wszyscy razem? Jak dogadujecie się w tej kwestii?

– Na zgrupowaniu zdecydowana większość treningów była przejechana razem w grupie, co na pewno wyszło nam wszystkim na plus. W domu przeważnie jestem zmuszony trenować sam, dlatego wspólne treningi podczas obozu bardzo mi odpowiadają.

Poza przygotowaniem fizycznym, musicie zgrać się jako ekipa. Opowiedz nam o składzie Voster ATS “od środka”.

– Musimy zgrać się jako ekipa nie tylko na rowerze. Bardzo ważne jest, by dogadywać się poza treningiem i wyścigiem. Jako ekipa musimy czuć się ze sobą dobrze również przy posiłkach czy w hotelowym pokoju – temu również służą obozy przygotowujące do sezonu.

Chyba największym śmieszkiem w ekipie mogę mianować Sylwka Janiszewskiego. “Fifek” potrafi nas doprowadzić do bólu brzucha ze śmiechu. Plusem ekipy na pewno jest to, że aż sześciu zawodników pozostało z ubiegłorocznego składu i chłopaki znają się już na wylot. Do nich dołączyliśmy my – „nowi”: Paweł Franczak, Leszek Pluciński, Sylwek Janiszewski i ja, ale my również znamy się dobrze z poprzednich lat w kolarstwie. Dzięki temu łatwiej i szybciej nam się połączyć w zespół.

Do tej pory wydaje mi się, że wszystko obgadywaliśmy wspólnie, natomiast w sezonie podczas wyścigu nie raz będzie trzeba podjąć szybką, męską decyzję – i tu myślę, że będzie to należało do tych starszych, najbardziej doświadczonych kolarzy.

Wcześniej osiem lat ścigałeś się w ekipie CCC Sprandi. To bardzo duży kawałek twojej kariery, a teraz zmiana barw. Inni ludzie, inne zwyczaje, inne zaplecze – jak się z tym czujesz?

– Tak, to duża zmiana. W każdej ekipie zawsze jest trochę inaczej, ale zasady panujące w grupie zawodowej są podobne. Wydaję mi się, że powinienem sobie poradzić. Widać, że zarządzający ekipą Mariusz Witecki i Krzysztof Parma bardzo się starają, by kolarze mieli w miarę możliwości jak najlepsze warunki i raczej nie powinno mi niczego brakować do pracy.

Poza wspomnianymi zmianami, w tym roku przesiadasz się także na inny rower. Czy to dla ciebie wyzwanie czy nie masz problemu ze zmianą sprzętu?

– Zawsze przed zmianą sprzętu jestem pełen obaw czy będzie wszystko dobrze. Tym razem niepotrzebnie. Wyjątkowo łatwo udało się przenieść na rower AUTHOR pozycję z roku poprzedniego. To bardzo ważne w naszej pracy, by rower dobrze „leżał” i by udało się jak najszybciej dopracować pozycję. Oczywiście wszystko weryfikują pierwsze starty, ale czuję się na tym rowerze dobrze i nie powinno to się zmienić.

Do pierwszego wyścigu został niecały miesiąc. Jak oceniasz swoje tegoroczne przygotowania?

– W tym roku wyjątkowo spokojnie mogę się przygotowywać. Od kilku lat startowałem już od lutego. W tym roku rozpocznę sezon trochę później, dlatego mam czas by się przygotować do startów, na których chciałbym być w formie.

Odbyliśmy już dwutygodniowe zgrupowanie w Lloret de Mar, następnie wróciliśmy na tydzień do domów i teraz ponownie lecimy do Hiszpanii. Naprawdę wierzę, że spokojne przygotowania wyjdą mi na dobre, powoli czekam też na pierwszy start.

Jak widzisz swoją rolę w zespole w tym sezonie? Gdzie będziesz upatrywał swojej szansy?

– Myślę, że swojej szansy będę szukał w maju i czerwcu. Są wtedy wyścigi, które już udawało mi się wygrywać. Nie miałbym nic przeciwko gdyby udało się po raz kolejny (śmiech).

Można powiedzieć, że jesteś dojrzałym kolarzem. Co z twoich celów, marzeń kolarskich jest jeszcze przed tobą?

– Swoje marzenia w większości już spełniłem. Oczywiście nie osiągnąłem wszystkiego, choćby nie zostałem w elicie mistrzem Polski na czas, o czym zawsze marzyłem. Mimo to jestem zadowolony, uważam, że miałem sporo szczęścia w życiu, że mogę ścigać się tak długo w dobrych ekipach. Zdrowie pozwoliło mi na to, że nigdy nie miałem problemu z miejscem w składzie, a jak wiadomo nie każdy zawodnik mający predyspozycje, ma również tyle szczęścia.

Masz dwóch synów – chciałbyś żeby poszli w ślady taty i ścigali się na rowerze?

– Dwóch synów… i tu jest odpowiedni moment by pochwalić się, że w drodze jest jeszcze córa! Szczerze, to jest bardzo trudne pytanie. Mimo, że to nie jest zły sposób na życie i mimo, że kocham kolarstwo, to wiem ile czasem to kosztuje wysiłku i wyrzeczeń. Myślę, że jak któreś z moich dzieci nie będzie miało ciekawszego pomysłu na życie to będę za tym jak najbardziej by zostało kolarzem (śmiech).