fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Cesare Benedetti (BORA-hansgrohe), jeden z najsympatyczniejszych kolarzy peletonu World Tour, opowiada m.in. o tym ile kilometrów rocznie przejeżdża na rowerze, o diecie, o narciarstwie, ale też o tym kto ma ostatnie słowo w domu w urządzaniu wnętrz.

Joanna Tamulska, Hansgrohe: – Wszyscy zawsze zaczynają od pytań o rowery. A ja – w pełni sezonu zimowego – zapytam o narty. Wychowałeś się 80 km od Madonna di Campiglio. Podobno jeździsz na nartach od 3 roku życia. Gdzie najchętniej?

Cesare Benedetti: – Kiedy zaczynałem miałem stok 3 km od domu, ale teraz już go nie ma. Jeżdżę najchętniej w Andalo, Paganella i Folgarida. Madonna di Campiglio jest dla mnie ważna z innego względu – to tam zdecydowałem, że będę kolarzem. 19 lat temu oglądałem etap Giro d’Italia i już miesiąc później zapisałem się do lokalnego klubu kolarskiego. Chciałem się ścigać. Miałem wtedy 12 lat.

– Jak rozwijała się Twoja kariera?

– W pierwszym klubie jeździłem 4,5 roku. Potem zmieniłem kategorię. W 2010 roku podpisałem pierwszy zawodowy kontrakt z niemiecką ekipą Team NetApp, która od tamtej pory kilka razy zmieniała nazwę, a ja jeżdżę w niej do dziś.

– Czy w tym klubie zawodowym od początku towarzyszyli Ci Polacy?

– W drugim roku dołączył Bartosz Huzarski, w kolejnym roku masażysta Jacek Walczak i potem kolejni. Obecnie mamy silną polską ekipę w drużynie BORA-hansgrohe; 4 kolarzy, 4 masażystów i mechanika.

– Który wyścig minionego sezonu wspominasz najlepiej?

– Najlepiej wspominam La Flèche Wallonne. To był mój bardzo dobry start, miałem szansę na ucieczkę. Zazwyczaj pracuję dla innych. Wspaniale wspominam też Tour de Pologne, ponieważ moi fani ze Śląska przygotowali specjalne banery i wspierali mnie przez cały wyścig.

– Ludziom spoza branży wydaje się, że każdy kolarz ma jak najszybciej dojechać do mety, a przecież w drużynie są ściśle określone role i zadania. Czy możesz nam o tym opowiedzieć?

– W drużynie każdy ma swoją rolę. Podobnie jak w fabryce?; jest szef, pracownicy biurowi i pracownicy w terenie. Dopiero wspólna praca wszystkich może dać dobry wynik. Podczas wyścigu pracuję dla lidera, wypracowuję mu miejsce do ucieczki, osłaniam od wiatru, czasami trzeba podjechać do samochodu po bidony.

– A jak się komunikujecie podczas wyścigu?

– Mamy słuchawki i kontakt z autem, ale z kolarzami w peletonie po prostu rozmawiamy. Kiedy jesteśmy np. z przodu i z tyłu peletonu rozmawiamy przez radio, ale nie zawsze można się zrozumieć; mamy w drużynie kolarzy z 9 różnych krajów. Oficjalnym językiem jest angielski, ale często przechodzimy na niemiecki. Wywodzę się z regionu, gdzie połowa osób jest niemieckojęzyczna. Ja mówię po włosku, po polsku, angielsku i trochę po niemiecku.

– Wiemy jak ważne jest zaplecze techniczne. Obecnie jeździ z Wami truck BORA-hansgrohe. Czy pamiętasz czasy zanim truck pojawił się w drużynie?

– Różnica jest gigantyczna. Na początku był z nami busik albo mały camper z wąskim prysznicem, z jakąś przypadkową słuchawką. Teraz mamy w trucku rewelacyjny prysznic od hansgrohe i to się bardzo przydaje. Czasami podczas wyścigu jest zimno, 5 stopni a tu można ogrzać się pod prysznicem w komfortowych warunkach. Na finiszu można myśleć o przyjemnościach, które nas czekają w trucku?

Fot. hansgrohe

– Ile średnio kilometrów rocznie pokonujesz?

– W zeszłym roku przejechałem prawie 33 000 km, czyli tyle ile pięć razy z Warszawy do Lizbony i z powrotem…

– Fani kolarstwa wiedzą, że bardzo często jesteś w Polsce, masz żonę Polkę. Powszechnie znana jest polska miłość do kuchni włoskiej. Czy w Twojej rodzinie wprowadzacie włoskie przepisy?

– W moim rodzinnym regionie kuchnia nie jest tradycyjna włoska, gdyż są też dania tłuste podobnie jak w Polsce. To pozostałość po Austro-Węgrzech i te zwyczaje zostały w Trydencie do dziś. My staramy się gotować przede wszystkim zdrowo, łącząc to co najbardziej lubimy z obu kuchni. Co prawda żona zawsze śmieje się ze mnie, że ja nie gotuję tylko kroję i posiłek gotowy. Staramy się jeść bardzo dużo świeżych warzyw.

Fot. hansgrohe

– Czy zawodowy kolarz może pozwolić sobie na słabość do słodyczy?

– Może, jeśli oczywiście robi to z rozsądkiem. Ja uwielbiam wszelkiego rodzaju makowce.

– Jak wyobrażasz sobie przyszłość po zakończeniu zawodowej kariery?

– Myślę, że przez 4-5 lat będę się jeszcze ścigał, a potem pomyślę o jakiejś pracy. Momentami myślę, że chciałbym zostać przy kolarstwie, ale czasem przychodzi ochota na coś zupełnie innego, na odskocznię. Zobaczymy jaka będzie sytuacja. Na pewno coś sobie znajdę. Może w Polsce, może we Włoszech, a może w połowie drogi pomiędzy – w Austrii…

– Cieszymy się, że zdecydowałeś się na wyposażenie łazienki w swoim polskim mieszkaniu w produkty hansgrohe. Czy zdradzisz nam kto brał udział w wyborze ?

– Produkty hansgrohe sprawdzają się super, dlatego też wybraliśmy je do łazienki. Szukaliśmy czegoś prostego i praktycznego. Na początku pomagał nam projektant, ale finalnie wszystkie decyzje podejmowaliśmy sami z żoną. Pod prysznicem mamy komplet prysznicowy Croma Select S, z głowicą górną i główką prysznicową Croma Select S z 3 rodzajami strumienia, które zmienia się za pomocą przycisku. Do umywalki wybraliśmy baterię z linii Focus z napowietrzeniem strumienia i systemem EcoSmart wspomagającym oszczędzanie wody.

Fot. hansgrohe

– Również w kuchni macie baterię hansgrohe.

– Tak, do kuchni wybraliśmy baterię Focus, ponieważ podoba się nam jej ksztalt. Bateria ma przyjemny napowietrzony strumień i również EcoSmart.

– Życzymy, aby Wam się dobrze mieszkało i żebyście Wy i Wasza córeczka lubili kąpiele pod prysznicem hansgrohe?

– Dziękuję za rozmowę