Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Ani Richie Porte, ani Rohan Dennis nie zdejmą z barków Grega Van Avermaeta presji na zdobywanie zwycięstw. W drużynie CCC Team samotnym liderem jest właśnie Belg, który na sezon 2019 postara się przygotować trzy szczyty formy – na klasyki, Tour de France i mistrzostwa świata w Yorkshire. O nowym projekcie oraz o przyszłości opowiadał podczas spotkania z mediami na zgrupowaniu w Hiszpanii. 

Van Avermaet od kilku dni przebywa na zgrupowaniu drużyny CCC w hiszpańskiej Dénii. Jest to dla niego pierwsza praca po nieco dłuższym niż zwykle urlopie, który rozpoczął się wraz z metą wyścigu o mistrzostwo świata w Innsbrucku.

Czuję się dobrze. Miałem trochę więcej czasu niż zwykle na odpoczynek, ponieważ nie ścigałem się w Il Lombardii czy w wyścigu w Chinach [Tour of Guangxi]. Tu na zgrupowaniu mam już za sobą kilka naprawdę efektywnych dni treningowych i z całą pewnością mogę stwierdzić, że moje przygotowania do sezonu przebiegają jak zwykle.

Najjaśniejszym punktem minionego sezonu było z dla Grega Van Avermaeta z pewnością osiem dni spędzonych w żółtej koszulce lidera Tour de France. Belg nie tylko skorzystał z siły drużyny BMC w jeździe drużynowej na czas, ale także walczył o jak najdłuższe utrzymanie prowadzenia w „generalce”, odjeżdżając w ucieczki i zbierając cenne sekundy na lotnych finiszach.

Pomimo że drużyna BMC była nastawiona na walkę w klasyfikacji generalnej, to po jeździe drużynowej na czas założyłem żółtą koszulkę i zdołałem ją utrzymać przez osiem dni. Oczywiście, nie udało się wygrać etapu do Roubaix, ani również żadnego innego, ale i tak mogę zaliczyć ten Tour do udanych. Moją siłą, poza wyścigami klasycznymi, jest to, że potrafię jeździć po nie bardzo wysokich górach. Zobaczymy, co wydarzy się w tym roku, ale oczywiście Wielka Pętla zawsze jest ważna – dla mnie osobiście i dla drużyny.

Warto pamiętać, że w 2018 roku „liderowanie” w Tourze miało jeszcze jeden, bardzo istotny wymiar – Jim Ochowicz, główny menedżer (wówczas BMC) prowadził rozmowy z Dariuszem Miłkiem ws. sponsoringu.

W lipcu bardzo ważne było dla nas to, żeby znaleźć sponsora – już wtedy prowadziliśmy rozmowy z firmą CCC, i to zawsze dobrze, gdy w takim momencie drużyna ma kolarza w żółtej koszulce.

Pierwszym startem mistrza olimpijskiego w barwach CCC Team będzie Wyścig dookoła Walencji. Następnie wystartuje w Omanie, a później rozpocznie się już kampania wyścigów klasycznych – dla Van Avermaeta będą to Omloop Het Niewusblad, Strade Bianche, Mediolan-San Remo, E3 Harelbeke, Gent-Wevelgem, Dwars door Vlaanderen, Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i…

Pierwsza część sezonu najprawdopodobniej dobiegnie dla mnie końca w Amstel Gold Race. Nie planuję startować w Liège – Bastogne – Liège.

Uzasadnione wątpliwości może budzić to, czy Greg Van Avermaet będzie miał na tyle silną drużynę, by móc brylować w tak zwanych północnych i ardeńskich klasykach – zwłaszcza że potrzebuje sześciu bardzo mocnych zawodników, którzy będą towarzyszyli mu od startu do mety – na dojeździe do bruków, na brukach oraz na podjazdach. Sam zainteresowany o „jednodniówki” jest spokojny, zaś martwi się odrobinę o wielkie toury.

Jeśli chodzi o naszą drużynę na wyścigi klasyczne, to myślę, że jest ona całkiem silna – nie widzę wielkich różnic w porównaniu do poprzednich sezonów. Jest siedmiu-ośmiu naprawdę silnych kolarzy, którzy mogą znaleźć się w składzie. Ale tak, jak powiedziałem już kiedyś – trudniej będzie obsadzić mocnym składem na przykład wielkie toury. W rezultacie będziemy mieli więcej wolności, podczas gdy w BMC, mając liderów, musieliśmy bardziej koncentrować się na kontroli przebiegu rywalizacji.

Wpośród tych, o których mówi jako o silnych Van Avermaet znajdują się Polacy – między innymi Paweł Bernas czy Kamil Gradek. Doskonale znanemu w Polsce duetowi będzie zależało na udowodnieniu, że odnajdą się w ściganiu – używając określenia Czesława Langa – w kolarskiej lidze mistrzów. Dla Belga oznacza to z kolei, że musi integrować się i poznawać nowych kolarzy z Polski, a oprócz tego kierownictwo i obsługę.

Oczywiście, że w CCC czuję się inaczej, ale kierownictwo drużyny pozostało w większości takie samo, więc w pewnym sensie wciąż mam wrażenie, jakbym ścigał się w BMC. Widzę te same twarze, przyjeżdżamy nawet na zimowe zgrupowanie do tego samego hotelu….Ale przyszły też nowe osoby z Polski, z którymi, aby się zintegrować potrzeba czasu – to jest pewne. W przypadku kolarzy muszę zobaczyć, jakie mają możliwości, bo niektórych z nich po prostu nie znam. Wszystko jednak idzie bardzo dobrze, jest dobra organizacja, zawodnicy są zmotywowani – także ci z CCC. Znaleźli się o poziom wyżej, więc chcą pokazać się z jak najlepszej strony i myślę, że to tworzy też dobrą atmosferę zarówno pod względem sportowym, jak i zwyczajnym, towarzyskim. Miejmy nadzieję, że spowoduje to, że będziemy osiągać dobre rezultaty.

W wypowiedziach Van Avermaeta rzeczywiście trudno było dopatrzeć się kurtuazji. Doświadczony Belg wie, co robi, zwłaszcza że długo czekając na to, czy Jim Ochowicz znajdzie zastępcę firmy BMC, ryzykował losy swojej kariery.

Chciałem być lojalny wobec drużyny, z którą ścigałem się osiem lat. Nie mógłbym tak od razu powiedzieć „ciao”. To sprawiło, że czekałem na kontrakt dwa miesiące dłużej i nie było to łatwe, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło i jestem z tego zadowolony. Trochę szkoda, że nie udało się zatrzymać jeszcze dwóch-trzech kolarzy z BMC. Przydaliby się chociażby Damiano Caruso i Stefan Küng, którzy byliby w stanie pomagać w klasykach i dobrze spisywać się w jeździe drużynowej na czas. Rozumiem jednak ich decyzję – gdybym miał 25-26 lat pewnie zrobiłbym tak samo, ale teraz jestem już nieco starszy i mogę z nieco większym spokojem podchodzić do tego typu spraw.

Kiedy nadejdzie wrzesień Jim Ochowicz, Piotr Wadecki, Greg Van Avermaet będę wiedzieli już o wiele więcej, a przede wszystkim będą świadomi tego, czy udało się spełnić założony przed sezonem plan zdobycia dwudziestu zwycięstw. Oczywiście – we wrześniu i w październiku też są wyścigi, ale jeśli w tym momencie będzie się miało na przykład dwa zwycięstwa, to trudno będzie stwierdzić mission accomplished.

Gdy tak się nie stanie (czego oczywiście “Pomarańczowym”, bo chyba dalej można ich tak nazywać, nie życzymy) ratunkiem będzie światowy czempionat. Tak, to rywalizacja drużyn narodowych, ale tęczowa koszulka “jeździ” przez cały kolejny sezon w drużynie, przynosząc jej chlubę, prestiż i uznanie sponsorów. Tymczasem trasa w brytyjskim Yorkshire na papierze odpowiada Van Avermaetowi idealnie, co potwierdził, odpowiadając na nasze pytanie, a właściwie stwierdzenie.

Oczywiście, trasa mistrzostw świata w Yorkshire mi odpowiada, ale dystans jest bardzo duży i zanosi się na bardzo ciężki wyścig. Mistrzostwa świata odbywają się po bardzo długim sezonie, więc będę potrzebował uzyskać dodatkową świeżość w nogach, by wygrać. Ale oczywiście będę starał się tak to wszystko poukładać, by być w najwyższej formie w klasykach i w Tour de France, a potem zbudować jeszcze jeden szczyt formy. Do tej pory startowałem w Tour of Yorkshire trzykrotnie [GVA wygrał Tour de Yorkshire w 2018 r.] i wiem też, że panuje tam znakomita atmosfera.

Dzieje się już zatem to, co było zapowiadane od lipca – Greg Van Avermaet – mistrz olimpijski i zwycięzca Paryż-Roubaix przygotowuje się do sezonu w polskiej drużynie rangi World Tour. Wraz z dyrektorami sportowymi komponuje skład, który ma mu dać kolejne wielkie triumfy w karierze, jak chociażby Ronde van Vlaandren. Skład, w którym będą polscy kolarze dotychczas z drugiego szeregu – szeregu być może usypiającego ich rzeczywisty potencjał.

Z Dénii Marta Wiśniewska