fot. Dimension Data

Mark Cavendish (Dimension Data) stoczył ciężką, ale nierówną walkę z czasem o utrzymanie się w limicie na jedenastym etapie wyścigu Tour de France. Komentując tę sytuację, obiecał wrócić silniejszy. 

Przekraczającemu linię mety na szczycie w La Rosière Markowi Cavendishowi towarzyszył samochód oznaczający koniec wyścigu. Do etapowego zwycięzcy Gerainta Thomsa (Team Sky) stracił ponad godzinę i pięć minut.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem trasy tych etapów w październiku, od razu pomyślałem sobie, że będzie bardzo ciężko [utrzymać się w limicie czasu], ale próbowałem. Mimo to nie zdołałem pojechać wystarczająco szybko. Na pierwszym podjeździe czekali na mnie Julien [Vermote] i Jay [Robert Thomson], ale kiedy zjechaliśmy, stało się jasne, że muszę jechać swoim tempem, dlatego powiedziałem im, żeby na mnie nie czekali. Oczywiście, że jestem zawiedziony, ale takie jest kolarstwo. Nie jestem ani pierwszym, ani ostatnim, który nie zmieścił się w limicie czasu. W przyszłym roku spróbuję przyjechać silniejszy

– powiedział zawiedziony “Manxman”.

Limit czasu na jedenastym etapie wynosił 31 minut i 27 sekund. Gdy do mety pozostała więcej niż połowa dystansu, Cavendish miał już ponad pół godziny straty do liderów, więc dość wcześnie wiedział, że nie zmieści się w limicie czasu. Mimo to nie zdecydował się zejść z roweru, by oszczędzić sobie trudu.

Jedyny raz zszedłem z roweru w pierwszym sezonie w World Tourze i od tamtego czasu powiedziałem sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Ważne jest, aby ukończyć wyścig, a linia mety zawsze nadejdzie. Po tej całej pracy, którą wykonała dla mnie drużyna, nie mógłbym po prostu się zatrzymać

– dodał Mark Cavendish.

Przypomnijmy, że los lidera Dimension Data podzielili również jego kolega z drużyny Mark Renshaw oraz Marcel Kittel (Katusha-Alpecin). W tym gronie omal nie znalazł się również Rick Zabel (klubowy kolega Kittela), ale ponieważ do zmieszczenia się w limicie czasu zabrakło mu 3 sekund, sędziowie się nad nim zlitowali.