BMC Racing Team / Chris Auld Photography

Tasmańczyk drugi rok z rzędu wypadł z Tour de France przez kraksę na dziewiątym etapie. Kontuzja jest jednak na tyle lekka, że kolarz wierzy w możliwość walki w Vuelta a Espana.

Porte po sezonie 2016 odszedł z Team Sky i zdecydował się dołączyć do BMC Racing Team, by mieć możliwość walki na własne konto w Tour de France. Debiut, pomimo pecha związanego z defektem i kraksami, wypadł okazale i Tasmańczyk zajął piąte miejsce. Niestety dwie kolejne edycje kończyły się na dziewiątym etapie – w zeszłym roku na zjeździe z Mont du Chat, tym razem zaledwie 10km po starcie.

Oczywiście jestem zawiedziony. To nie tak chciałem skończyć Tour – tak samo jak w zeszłym roku. Boli fizycznie i mentalnie, ale jest jak jest. Szczerze mówiąc, niewiele pamiętam – tylko to, że leżę na ziemi. Jako kolarz znam uczucie złamanego obojczyka… Wiesz jak to jest, a lekarz wyścigu od razu mi to potwierdził “Złamałeś obojczyk, musisz iść do karetki”

– mówił w Porte w nagraniu przesłanym przez BMC Racing Team.

Szczęściem w nieszczęściu zwycięzcy Tour de Suisse jest fakt, że najgroźniejsza kontuzja nie dotyczy nóg. To oznacza, że przerwa od treningów nie powinna trwać zbyt długo i już za kilka tygodni Porte będzie mógł wrócić do ścigania.

Jak byłem w szpitalu, to wiele myśli przelatywało mi przez głowę, ale szczerze mówiąc – myślę, że jak wrócę do domu i nie będę bezpośrednio uczestniczył w atmosferze wyścigu, to wszystko wyparuje. Na szczęście nogi mam nienaruszone, więc będę mógł wrócić na rower w przyszłym tygodniu, a przynajmniej pokręcę na trenażerze. Oczywiście jednak brak możliwości walki w górach Tour de France to ogromny zawód. Nie boli tylko to, że zmarnowałem swoje poświęcenie, ale też poświęcenie rodziny, wszystkich kolarzy, którzy poświęcili się dla mnie w tym wyścigu czy ekipy, która z nami pracowała na obozach. Myślenie o sobie w takiej sytuacji to egoizm, ale możliwość wjechania do Paryża jest wyjątkowa, a mi się to nie udało w dwóch sezonach z rzędu, również ostatnim w BMC…

33-latek w poprzednim i obecnym sezonie wydawał się być jednym z głównych rywali Christophera Froome’a w walce o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Tasmańczyk świetnie jeździ na czas i bardzo dobrze po górach, co przekładało się m.in. na sukcesy w Tour de Suisse czy Tour de Romandie. Pech nie pozwolił mu walczyć o podium Wielkiej Pętli, więc Porte skierował swój wzrok w stronę Vuelta a Espana i mistrzostw świata w Innsbrucku.

Myślę, że Vuelta to realistyczny cel, tak jak mistrzostwa świata. Na szczęście wciąż mam odpowiednią motywację. Oczywiście jestem zawiedziony, że siedzę tutaj z ramieniem na fioletowym temblaku, ale do końca sezonu zostało jeszcze trochę ciekawych wyścigów

– zakończył Porte.