Movistar Team / Bettini Photo

Powrót na szczyt Toma Dumoulin (Team Sunweb), Chris Froome (Team Sky) upadający po raz pierwszy, Guillaume Boivin (Isreal Cycling Academy) broniący honoru izraelskiego kolarstwa czy dominujący sprinterskie pojedynki Elia Viviani (Quick-Step Floors). Grand Depart tegorocznej edycji Giro d’Italia miał wiele emocjonujących momentów, jednak jeśli za barometr miałyby posłużyć reakcje kolarskiej społeczności na Twitterze, nic nie poruszyło bardziej niż niespodziewany przebłysk formy Carlosa Betancura (Movistar).

W wyniku znakomitego występu na trasie otwierającej włoski wielki tour jazdy indywidualnej na czas, 28-letni Kolumbijczyk zajął wysokie 11. miejsce, a po kolejnych dwóch etapach awansował do czołowej 10. klasyfikacji generalnej imprezy.

Jeszcze przez startem wyścigu mówiło się, że trudna czasówka w Jerozolimie ma w sobie potencjał do wygenerowania sporych niespodzianek, jednak wynik uzyskany przez Betancura był zaskoczeniem nie tylko dla obserwatorów dyscypliny, ale również samego zainteresowanego.

Muszę być zadowolony, ponieważ wszystko ułożyło się znacznie lepiej, niż mogłem się tego spodziewać,

– powiedział w udzielonym Cyclingnews wywiadzie.

To prawda, że tak pagórkowata trasa na papierze powinna mi odpowiadać, jednak w rzeczywistości trzeba być naprawdę mocnym, żeby móc to wykorzystać.

Powrót Giro d’Italia do jego ojczyzny napawa Kolumbijczyka tym większym optymizmem, że zazwyczaj nie najlepiej czuje się on w typowych dla Bliskiego Wschodu wysokich temperaturach.

Normalnie cierpię w takich warunkach, więc to również było dla mnie niespodzianką.

Choć nie zna podjazdu pod Etnę, mówi, że się go nie obawia. Jak twierdzi, dla losów klasyfikacji generalnej kluczowy będzie ostatni tydzień rywalizacji.