Fot. Katusha-Alpecin

Niemiecki sprinter zadebiutował w La Primaverze, ale nie dał rady utrzymać się w czołówce na trudnych wspinaczkach.

Kittel przyjechał na Mediolan-San Remo w dobrej formie, na którą wskazywały dwa zwycięstwa etapowe w Tirreno-Adriatico. Niemiec tonował jednak nastroje mówiąc, że jedzie na pierwszy monument sezonu po doświadczenie i sprawdzenie jak ciało zareaguje na morderczy dystans 294km. Jak się okazało Kittel wiedział co mówi – sprinter miał spore problemy na dwóch finałowych podjazdach pod Cipressę i Poggio i ostatecznie ukończył wyścig na 155. miejscu ze stratą ponad 16 minut.

To zdecydowanie był trudny wyścig. Myślę, że najważniejszą lekcją, jaką dzisiaj dostałem było “jeśli myślisz, że zjadłeś wystarczająco dużo, to musisz zjeść więcej”. Jak dojechaliśmy do końcówki, to byłem pusty. Miałem ogromne problemy na ostatnich podjazdach

– mówił po wyścigu Kittel.

Znaczenie na przebieg rywalizacji miała też pogoda – początkowo kolarze zmagali się z deszczem i niską temperaturą, a w okolicach Sanremo świeciło piękne słońce. Kittel przyznał, że jego celem na wyścig było… ukończenie rywalizacji.

Chciałem dojechać do mety i dojechałem, taki był cel. Bardzo dziękuję drużynie za wsparcie, myślę, że to bardzo ważne doświadczenie w mojej karierze. Cieszę się, że tam byłem i ukończyłem wyścig. Czas na określenie kolejnych celów przyjdzie później.

Najlepszym zawodnikiem Katusha-Alpecin w Mediolan-San Remo był Nathan Haas (18. miejsce), który próbował atakować, ale został złapany.