Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Znany jest jako najbardziej zaufany z pomocników Petera Sagana, ale to jego gwiazda zaświeciła najjaśniej w naznaczonej kontrowersjami i pechem ostatniej edycji Wielkiej Pętli. Maciej Bodnar opowiedział nam o największym w karierze triumfie, budowaniu składu na miarę mistrza świata i o tym, czy Bora-hansgrohe może stać się nowym Sunwebem.

Stojąc na podium w Marsylii sprawiał wrażenie nieco zakłopotanego, jednak okazał się być zrelaksowanym i elokwentnym rozmówcą. Wywiad rozpoczęliśmy od podsumowania pierwszego sezonu Bory-hansgrohe jako ekipy WorldTouru, w którym – choć dowiodła ona swojego miejsca pośród najmocniejszych drużyn zawodowego peletonu – niemal na każdym kroku była prześladowana przez pecha. 32-letni Polak pozytywnie ocenił jednak swoją rolę w kampanii wyścigów klasycznych.

Sezon myślę, że udany. Jak najbardziej ten etap na Tour de France to był największy sukces, aczkolwiek i te klasyki dobrze wychodziły, chociaż nie mieliśmy szczęścia. Jednak tam, gdzie miałem być dobry, to byłem.

Jednocześnie Bodnar przyznał, że choć etapowe zwycięstwo na Tour de France istotnie było jak dotąd największym w jego karierze, nieznacznie wpłynęło ono na postrzeganie jego osoby na tle lepiej rozpoznawalnych Majki czy Kwiatkowskiego. Między wierszami dało się natomiast wyczytać, że absolutnie mu ten stan rzeczy nie przeszkadza.

Myślę, że Tour de France jest na tyle medialnym wyścigiem, że trochę to odczułem [wzrost zainteresowania], choć nie uważam, żeby coś diametralnie zmieniło się w moim życiu.

Wiadomo, Tour de France jest komentowany w Polsce i na świecie, ale jak powiedziałem, w moim życiu niczego to nie zmieniło, a że media trochę bardziej się interesują, to sprawa drugorzędna.

Następnie płynnie przeszliśmy do planów na nadchodzący wielkimi krokami kolejny sezon. Program startów Macieja, choć zbliżony do tych realizowanych w ostatnich latach, posiadać będzie jedną znaczącą różnicę.

Program na nadchodzący sezon już jest o nie odbiega od tego z poprzednich lat. Mam bardzo dobry kalendarz, w którym największą zmianą będzie to, że startuję w Australii. Ostatni raz byłem tam kilka lat temu. Dwa razy startowałem w Down Under na samym początku kariery.

Później będzie już tak, jak w poprzednich sezonach, a więc Tirreno-Adriatico poprzedzone zgrupowaniem w Sierra Nevada z ekipą “klasykowców”. Następnie przejadę cały kalendarz klasyków z Peterem tak, jak miało to miejsce w poprzednich latach, a z wielkich tourów pojadę Tour de France.

Czy to oznacza, że w Wielkiej Pętli ponownie wystartują Rafał Majka, jak i Peter Sagan?

Podczas prezentacji już słyszeliśmy, że Rafał potwierdził udział w Tour de France, natomiast odnośnie Petera nie mogę się jeszcze wypowiadać. Najprawdopodobniej tak, bo Giro jednak porównywalnej medialności nie zapewnia.

Pierwszym dużym celem niemieckiej ekipy będzie jednak kampania rozgrywanych na brukach wyścigów klasycznych, do której Peter Sagan przystąpi jako lider silnej jak nigdy dotąd drużyny. “Bodi” przyznał, że w obliczu dokonanych transferów Bora-hansgrohe będzie nadchodzącej wiosny siłą, z którą wszyscy powinni się liczyć.

Szczerze, obecność Daniela [Ossa] będzie dla nas absolutnie kluczowa. Myślę, że w zeszłym sezonie jako drużyna mieliśmy ogromnego pecha, bo gdyby Peter się nie przewrócił z Gregiem [we Flandrii] nie wiadomo, jak wszystko by się ułożyło i czy Gilbert dojechałby do mety, czy nie. Mogłoby być różnie. Ja gdybym się nie wywrócił w ucieczce też mogłoby być inaczej, bo mielibyśmy jednego zawodnika więcej, także wtedy perspektywa byłaby nieco inna i mając tę wygraną, jako team bylibyśmy rozliczani w zupełnie inny sposób. Stało się jednak, jak się stało. Na Roubaix też byliśmy zamieszani w dużą kraksę.

Nawet osobiście wspominając Roubaix, to Daniel Oss, o którym rozmawiamy, jechał chyba do 15 kilometra solo, a my tam z nim [wcześniej] byliśmy. To my z Peterem zainicjowaliśmy tę akcję, Daniel dojechał do nas ze Stuyvenem, także jeśli on jechał tak długo, gdybyśmy my byli z nim, mogłoby to różnie wyglądać.

Nie ma jednak co wracać do tych sytuacji i trzeba patrzeć w przyszłość, a myślę, że z taką ekipą w przyszłym roku – szczególnie biorąc pod uwagę, że składy są nieco okrojone, bo będziemy jechać w siedmiu zawodników – myślę, że będziemy jedną z silniejszych ekip na klasyki. Nie będę mówił o sobie, ale jestem ja, Daniel [Oss], Peter [Sagan], Marcus Burghardt, do tego dużo młodych kolarzy jak Lucas Postlberger czy bardziej doświadczonych, jak [Aleksejs] Saramotins. To już jest bardzo mocny skład na klasyki.

W dodatku tak to zwykle działa, że jeśli jeden z naszych młodych zawodników jedzie z Peterem, to automatycznie daje z siebie wszystko wiedząc, że pracuje dla mistrza świata.

Wzmocnienia dokonane poniekąd kosztem Grega Van Avermaeta nie tylko znacząco zwiększą szanse mistrza świata w kolejnych starciach z 32-letnim Belgiem, ale również podkręcą ambicje ekipy związane z występami w drużynowej jeździe na czas. Czy Bora-hansgrohe ma zatem szanse na zgotowanie niespodzianki na miarę Sunwebu?

Drużyna bardzo na to stawia [jazdę drużynową na czas].

Mamy jednak blisko [do Innsbrucka], to jest blisko naszej siedziby. Myślę, że celem w mistrzostwach świata będzie podium. Wygrana może jeszcze nie być w naszym zasięgu, ale z drugiej strony Sunweb tego dokonał udowadniając, że nie jest to niemożliwe.

Wiemy, że będziemy bardzo dużo pracować w tym roku, jeśli chodzi o drużynówki. Tym bardziej, że taki etap będzie też na Tour de France.

Jak natomiast przedstawiają się osobiste ambicje Macieja w odniesieniu do nadchodzącego sezonu?

Wszystkie czasówki. Mam zapewnienie, że tak jak w poprzednich latach, dzień czy dwa przed etapem jazdy na czas będę mógł trochę odpocząć i nie dostanę poważniejszych zadań. W przyszłym sezonie na pewno będzie podobnie i będę chciał walczyć w tych czasówkach.

Zależy mi, żeby tym razem lepiej wejść w sezon, bo na początku tego roku trochę mi nie szło i potrzebowałem czasu, żeby się odbudować. Pomijając Tirreno, aż do mistrzostw Polski czasówki mi w tym roku nie wychodziły.

32-latek przyznał również, że choć być może etapowy triumf na Tour de France nie przewrócił jego życia do góry nogami, natchnął go nową wiarą we własne możliwości.

Nie zadecydowała forma dnia, ale był to efekt pracy z moim trenerem [Patxi Villą] i kiedy dowiedziałem się, że tylko Contador pokonał tę górę lepiej ode mnie, choć oficjalnie o tym nie mówiłem, wiedziałem, że ta góra w Norwegii – chociaż ciężka – nie była w stanie mnie pokonać. Już teraz wiem, że jeśli jestem dostatecznie skupiony, potrafię jakiś krótki odcinek pod górę pojechać.

Życzymy zatem szczęścia i czekamy na więcej.

Rozmawiała Aleksandra Górska

Udział w oficjalnej prezentacji drużyny BORA-hansgrohe przed sezonem 2018 był możliwy dzięki uprzejmości Hansgrohe Polska.