fot. Marek Bala / naszosie.pl

Ostatnio ktoś powiedział mi, że kolarstwo to trudny dla kibica sport – stojąc przy trasie zazwyczaj widzi się kolarzy raz, i to przez krótką chwilę, a resztę wyścigu trzeba i tak śledzić w telewizji. Jest to niejako zaprzeczenie idei sportów takich jak piłka nożna czy siatkówka, gdzie widz ogląda na żywo cały mecz. Jest w tym dużo racji, ale czy to znaczy, że kolarstwo naprawdę nie jest przyjemne w kibicowaniu?

Największą przewagą, jaką pod tym względem ma kolarstwo nad innymi sportami, jest bezpośredni kontakt z zawodnikami. Nie raz widać, jak na podjazdach kibice podchodzą bardzo blisko, czasem nawet dotykają kolarzy. Ba, również na płaskich odcinkach często pomiędzy zawodnikami a ludźmi stoją tylko barierki. Prawdziwy fan może zobaczyć swoich ulubieńców z bliska, krzyknąć do nich, a potem usłyszeć, jak zawodnicy po wyścigu dziękują wszystkim tym, którzy wyszli i ich dopingowali. Oczywiście piłkarze czy siatkarze również zawsze wyrażają swą wdzięczność za wsparcie, jednak w tłumie, na stadionie zanikają pojedyncze głosy, a na trasie każdy może krzyknąć to, co chce – wystarczy ustawić się w miejscu, w którym nie ma nikogo innego i jest pewność, że było dobrze słychać.

Dodatkowym aspektem kibicowania – niewidocznym w telewizji, a tak bardzo przyjemnym – jest integracja ludzi. Prawdziwi fani ustawiają się w strategicznych miejscach przy trasie na wiele godzin, czasem nawet dni, przed startem wyścigu. Spędzają tam mnóstwo czasu, co niesamowicie sprzyja połączeniu. Widać rozpalone grille, słychać głośne rozmowy i śmiech. Kibice różnych narodowości spędzają czas razem, często nawet dopingują wspólnie zawodników. Po przejeździe głównej grupy ogromny aplauz dostają ci kolarze, którzy zostają na końcu, niezależnie od kraju czy drużyny. Dzień na wyścigu często wspomina się jak przyjemny piknik, przerywany od czasu do czasu okrzykami i machaniem flagami. To właśnie jest element kibicowania, którego nie zna ten, kto nigdy przy trasie nie stał. I może rzeczywiście trzeba oglądać końcówkę w telewizji, ale co z tego? Jak widać coraz więcej osób decyduje się na taki rodzaj wspierania swoich ulubieńców.

W związku z problemami finansowymi Norwegii po Mistrzostwach Świata pojawiło się też pytanie – dlaczego nie zostały wprowadzone bilety? Czy symboliczna kwota płacona za dojście do trasy uratowałaby Norwegów przed ogromnymi długami? Długo się nad tym zastanawiałam i uważam, że pobieranie opłat za kibicowanie odjęłoby kolarstwu dużo uroku. Na pewno przychodziłoby mniej ludzi, bo skoro i tak zobaczy się kolarzy tylko przez chwilę, to może lepiej już zostać w domu i obejrzeć wyścig w telewizji? Dodatkowo pozbawiłoby nas to takich pięknych obrazków, jak te, w których zakochałam się w Norwegii – całe grupy przedszkolaków i uczniów stały przy trasie i kibicowały ile sił w gardłach. Czy rodzice byliby skłonni płacić za to, aby ich dzieci zamiast lekcji stały przy trasie wyścigu? Tylko prawdziwi kibice byliby skłonni na taki wydatek. Pamiętajmy, że mistrzostwa trwają tydzień, a w Norwegii dzieci stały przy trasie codziennie – każdorazowa opłata za podejście do trasy mogłaby dać dość sporą sumę.

Drugi pomysł to opłata od każdego kibica, ale w kwocie „co łaska”. Z dwojga złego bardziej skłaniałabym się do tego rozwiązania. Skromna suma na rzecz kolarstwa – myślę, że na to zgodziłaby się większa część fanów. Niestety wtedy i tak tłumy byłyby mniejsze, bo trzeba pamiętać, że część osób dopingujących kolarzy to nie są wielcy fani sportu – korzystają po prostu z okazji, że takie wydarzenie dzieje się w ich okolicy. Myślę, że tacy ludzie zrezygnowaliby ze stania przy trasie.

Bez względu na to, który wariant zastosowaliby Norwegowie w trakcie mistrzostw, nie sądzę, aby zebrali kwotę potrzebną do wyjścia z długów, a obawiam się, że impreza straciłaby wiele uroku. Mimo tego, że kolarstwo jest trudne do oglądania na żywo, są nadal rzesze ludzi, którzy stoją przy trasie i zdzierają gardła, aby wesprzeć swoich idoli i rodaków. Technologia idzie do przodu i bez problemu można obserwować wyścig na telefonie, laptopie czy tablecie – nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby każdy mógł przeżyć na żywo chociaż trochę kolarskich emocji, a potem obejrzeć finisz razem z innymi entuzjastami sportu.