fot. Giro d'Italia

Współczynnik ekscytacji wywołanej przez finałowy odcinek jazdy indywidualnej na czas 100. edycji Giro d’Italia miał być odwrotnie proporcjonalny do różnic w klasyfikacji generalnej, a te, już po zakończeniu rywalizacji, mają szansę zostać zapamiętane jako w historii. Zanim więc przejdziemy od fazy euforycznego tańca w różowym confetti i polewania się prosecco do bolesnego uświadomienia sobie, że to koniec, czeka nas etap, który z przyjaźnią będzie miał niewiele wspólnego. Wszyscy znamy nazwisko faworyta, cała reszta pozostaje wielką niewiadomą.

Chociaż wystartujemy z legendarnego autodromu Monza, zamiast ryku silników usłyszymy dziś świst kół i znajomy szum wydawany przez helikopter. Zamiast górskich szczytów zobaczymy industrialne przedmieścia Mediolanu i jego zabytkowe centrum, a w ostatnim akcie rywalizacji o wspaniałe trofeum Senza Fine pretendenci do tytułu zdani będą już tylko na samych siebie i informacje cedzone przez dyrektorów sportowych. Dla pięciu z nich zwycięstwo w Giro d’Italia cały czas pozostaje w zasięgu, a dzieli ich od niego jedynie 30 kilometrów i sekundy odmierzane przez tykający zegar.

W narracji wprowadzającej do ostatniego etapu włoskiego wielkiego touru dominowało przeświadczenie, że będzie to pojedynek pomiędzy Tomem Dumoulinem a resztą świata, z czym trudno dyskutować. Przeładowany górskimi odcinkami trzeci tydzień Giro d’Italia oferował lepiej radzącym sobie w takich warunkach rywalom wszelkie narzędzia do złamania oporu Holendra, jednak w niedzielę role się odwrócą i najprawdopodobniej to oni zmuszeni będą minimalizować straty. Niekorzystna sytuacja? Można to przekuć w atut.

Jako pierwszy wykorzystał tę sytuację najcwańszy z lisów, Eusebio Unzue, wkrótce po zakończeniu sobotniego odcinka mówiąc, że tytuł jest już w rękach 26-latka z Maastricht. Czy menedżer Movistaru nie pokłada wiary w lidera swojej ekipy? Nigdy się tego nie dowiemy i nie ma to żadnego znaczenia. Jedynym celem tej wypowiedzi było złożenie całej presji na barki znacznie mniej doświadczonego zawodnika Team Sunweb, który z pewnością zjedzie z rampy startowej na torze w Monzy z przeświadczeniem, że to jest jego wyścig do przegrania.

Poza odpornością psychiczną dochodzą oczywiście takie czynniki, jak zmęczenie i charakter trasy. Rzeczywiście, pagórkowaty profil pozwoliłby Dumoulinowi najpełniej wykorzystać jego prawdopodobnie największy atut, jakim jest umiejętność równomiernego rozłożenia sił (jeśli jakiekolwiek mu pozostały), jednak po jego stronie stoją również prawa fizyki (i fakt, że jest z Holandii). Na płaskiej jak panini trasie Nairo Quintana czy Domenico Pozzovivo nie będą w stanie wykorzystać swojej przewagi na podjazdach, Vincenzo Nibali nie dostanie szansy, by zaryzykować na zjazdach i żaden z nich nie znajdzie schronienia przed prognozowanym czołowym wiatrem.

W niedzielę liczyć się będzie jedynie narzucenie wystarczająco wysokiego tempa i utrzymanie go od startu do mety, sprawnie pokonując kilka wiraży i odcinków kostki brukowej. Czy mając w ręku wszystkie atuty, faworyt zrobi z nich lepszy użytek, niż w ostatnich dniach jego rywale? A może zgodnie z jego własnym życzeniem, atakujący z dystansu dzielny Francuz zagra wszystkim na nosie?

Oto, co na temat 21. etapu 100. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 21, 28 maja: Monza > Milano ITT (29.3 km, **)

W opozycji do rozwiązań proponowanych w ostatnich latach, 100. edycję Giro d’Italia zakończy jazda indywidualna na czas, podobno decydująca. Tego typu etapy rozgrywane w ostatnim tygodniu wielkiego touru znacznie częściej padają łupem wszechstronnych i charakteryzujących się znacznie lepszą zdolnością regeneracji liderów na klasyfikację generalną, niż specjalistów od jazdy na czas – chyba, że jeden zawodnik spełnia oba te warunki. Współczynnik ekscytacji będzie więc odwrotnie proporcjonalny do różnic w „generalce”, jednak można w ciemno założyć, że to i tak bardziej intrygujące rozwiązanie od tradycyjnej parady zwieńczonej sprinterskim finiszem.

Z radością więc odkrywam, że w ramach wprowadzenia do tegorocznego Giro d’Italia przewidziałam dla Toma Dumoulina znaczącą rolę w jej finale, choć nie mogłam się spodziewać, że w walce o tytuł cały czas liczyć się będzie aż pięciu zawodników (hipotetycznie sześciu).

Pierwszy punkt pomiaru czasu umieszczony został na wyjeździe z toru Monza (8.8 km), na którym po zjeździe z rampy startowej zawodnicy pokonają okrążenie w wariancie przewidzianym dla F1. Chociaż profil niedzielnego odcinka sugeruje, że trasa wiedzie w dół i znajdują się na niej mikroskopijne zmarszczki, jest to tym razem jedynie przejaw typowo włoskiej tendencji do ubarwiania rzeczywistości – jest absolutnie płaska.

Drugi pomiar czasu dokonywany będzie w industrialnym Sesto San Giovanni (17.4 km) i to on najprawdopodobniej odpowie nam na pytanie, kto zostanie triumfatorem 100. edycji Giro d’Italia, a już na pewno, kto nim nie zostanie. Od tego punktu trasa wiedzie szerokimi i pozbawionymi większych pułapek drogami aż do centrum Mediolanu, w którym dopiero na dwóch ostatnich kilometrach zawodnicy zmuszeni będą pokonać dwa odcinki pokryte kostką brukową i złożyć się w kilka nieprzyjemnych zakrętów.

Pod monumentalnym Duomo ich emocjonująca podróż przez Italię znajdzie swój kres.

Etapy jazdy indywidualnej na czas rozgrywane w ostatnim tygodniu wielkich tourów rządzą się swoimi prawami. Bardzo często lepiej znoszący skumulowany wysiłek liderzy na klasyfikację generalną relatywnie łatwo pokonują w nich zawodników specjalizujących się w tej dyscyplinie, jednak tym razem może być inaczej.

Wszyscy w ostatnich dniach obserwowaliśmy, ze zmęczeniem jakiego kalibru zmagali się pierwszoplanowi aktorzy 100. edycji Giro, dlatego faworytami do etapowego sukcesu będą w niedzielę relatywnie wypoczęci specjaliści od jazdy na czas: Vasil Kiryienka (Team Sky), Jos van Emden (LottoNL-Jumbo), Michael Hepburn (Orica-Scott), Jan Barta (Bora-hansgrohe) czy Marcin Białobłocki (CCC Sprandi Polkowice).

Nie bez szans będą również Tom Dumoulin (Team Sunweb) i Bob Jungels (Quick-Step Floors), choć jeden i drugi koncentrować będzie się przede wszystkim na nadrzędnym celu – odpowiednio różowej i białej koszulce.

Jeśli 26-letni Holender zdołał wystarczająco zregenerować siły, nadrobienie 2 sekund na każdym kilometrze nad Nairo Quintaną i 1 sekundy nad Vincenzo Nibalim wydaje się realistycznym celem. Jak jednak kształtuje się układ sił pomiędzy pozostałą piątką pretendentów do tytułu?

Teoretycznie Domenico Pozzovivo (Ag2r-La Mondiale) jest bez szans i powinien koncentrować się przede wszystkim na obronie swojego miejsca przed Bauke Mollemą (Trek-Segafredo), a Thibaut Pinot (FDJ) słusznie uznawany jest za czarnego konia walki o zwycięstwo w wyścigu. Ilnur Zakarin (Team Katusha-Alpecin) jeździ na czas porównywalnie z Vincenzo Nibalim (Bahrain-Marida), natomiast Nairo Quintana (Movistar) na tej trasie powinien wypaść znacznie słabiej od swoich rywali, jednak wystartuje w najkorzystniejszej sytuacji i sił doda mu niezawodna maglia rosa.

Jeśli jednak z tej wyliczanki jeszcze przed chwilą cokolwiek wynikało, nałożenie na nią różnic w klasyfikacji generalnej sprawia, że cofamy się niemal do linii startu w Sardynii.

Zakładając, że nie zawiodą go nogi ani głowa, Tom Dumoulin powinien dziś po południu świętować swój pierwszy triumf w klasyfikacji generalnej wielkiego touru, jednak w tej chwili każda konfiguracja na podium wydaje się niemal równie prawdopodobna. Zadecydować może jedno przekręcenie korby, błysk szprychy.

Ordine di partenza, czyli rozkład jazdy na niedzielę: czasy startu wszystkich zawodników (ITT)

 

Pełną zapowiedź 100. edycji Giro d’Italia można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments