Jak się spodziewano, długi etap jazdy drużynowej na czas znacząco wpłynął na układ sił w tegorocznej edycji Volta a Catalunya, choć w zupełnie inny sposób, niż można tego było oczekiwać. “Push-gate” z udziałem Jose Joaquina Rojasa oraz naciski na komisarzy UCI ze strony ekipy BMC racing sprawiły, że w ciągu pierwszych dwóch dni rozgrywania wyścigu koszulka lidera czterokrotnie wędrowała z rąk do rąk, a kontrowersyjnej karze ostatecznie ulegli wszyscy zawodnicy Movistaru. Początkowo unikali oni przedstawicieli mediów i odmawiali komentarza, ale kiedy już zabrali głos w sprawie, posypały się iskry…

Zmiana lidera Volta a Catalunya przy zielonym stoliku

Początkowo komisarze UCI zdecydowali się ukarać jedynie sprawcę “przewinienia”, Jose Joaquina Rojasa, co nie było w smak drużynie BMC Racing, która ewidentnie nie przewidywała innego rozwiązania, niż odniesienie triumfu w rozegranej we wtorek czasówce. Pod wpływem ich nacisków przepisy zostały zinterpretowane na nowo nie raz, ale dwukrotnie, co odpowiednio zaowocowało nałożeniem kary na bezpośrednio uczestniczących w zajściu zawodników (Rojasa, Andreya Amadora i Nelsona Oliveirę), a następnie wszystkich członków hiszpańskiej ekipy. Dodatkowo całej ósemce doliczono minutę do uzyskanego na etapie czasu, co przesunęło Alejandro Valverde z komfortowego pole position w okolice Christophera Froome’a i Alberto Contadora.

Narracja Movistaru w tej sprawie znacząco zmieniała się z upływem czasu. Przed rozpoczęciem środowego etapu z metą w stacji narciarskiej La Molina zarówno kolarze, dyrektorzy sportowi jak i menedżer ekipy konsekwentnie milczeli. Kiedy już odzyskali głos, jak można było się spodziewać, dali upust swojej złości.

“Cały czas będziemy w wyścigu, jednak tak, jakby nas w nim nie było,”

– groził w wywiadzie udzielonym Biciciclismo Jose Luis Arrieta.

“Wygląda na to, że niektóre drużyny są bardzo niezadowolone z faktu, że stanęliśmy na starcie i wygrywamy. Cóż, teraz oni mogą zaznaczyć swoją obecność i wziąć odpowiedzialność na wykreowanie widowiska.”

“Nie ma nic, co moglibyśmy w tej sprawie powiedzieć lub zrobić. Klarowne są tylko dwie rzeczy, przepisy i zapisane obrazy [incydentu]. Jedne i drugie mogą być interpretowane na różny sposób, i to właśnie zostało zrobione. Oni [komisarze UCI] mogą zinterpretować to zajście tak, jak im się to podoba, jednak my widzimy to inaczej. Zadzwonili do nas dzisiaj i przekazali najnowsze wieści,”

– Arrieta powiedział jeszcze przed rozpoczęciem środowego etapu.

Kiedy emocje nieco opadły, przedstawiciele hiszpańskiej drużyny skoncentrowali się na kontrowersjach związanych z istnieniem tego konkretnego przepisu i nazwali wtorkowy incydent niebezpiecznym precedensem.

“Kara została nałożona za naruszenie przepisu, który jest martwy,”

– wg. Cycling Weekly argumentowali przedstawiciele Movistaru.

“Kolarz odpowiedzialny za zaistnienie tego incydentu nie popychał pozostałych członków drużyny, ale dotykał ich pleców dając sygnał, by skorygowali swoją linię jazdy, co nie miało wpływu na ostateczny rezultat.”

“Jest nam przykro, że wyniki uzyskane w imprezie sportowej [tego kalibru] zostały zniekształcone poprzez zastosowanie przepisu dotyczącego popychania jednych zawodników przez drugich, co wczoraj [we wtorek] nie miało miejsca.”

“Uważamy to za ustanowienie niebezpiecznego precedensu, który w przyszłości może sprawić, że karze podlegać będę wszelkie fizyczne kontakty pomiędzy zawodnikami.”

Movistar poprał swoją argumentację odpowiednią grafiką. Ma ona dowodzić, że ponieważ pozycja ramienia Rojasa nie zmienia się na następujących po sobie ujęciach, w istocie nie mógł on popychać jadących przed nim Amadora i Oliveiry.