Fot. www.lavuelta.com

Kibic – pozytywny wariat, który żyje emocjami, a wręcz się nimi żywi. Poświęca wolny weekend aby przez 20 sekund zobaczyć swojego ulubionego kolarza. Przez mało osób rozumiany, a przez resztę uznawany za totalnego szaleńca. Jak to właściwie jest w dzisiejszych czasach na kolarskich szosach? Kibice są w ogóle potrzebni? Czy są dostrzegalni przez zawodników? Czy dodają im motywacji, czy wręcz przeciwnie?

W zeszłym roku miałem okazję na żywo obserwować dwa etapy Tour De France. Jeden z nich kończył się podjazdem w Finhaut Emosson. Drugi to była indywidualna, górska czasówka z metą w Sallanches. Teraz wiem jedno, mianowicie w telewizji nie czuć przynajmniej 80% emocji, które towarzyszą nam podczas oglądania na żywo widowiska jakim jest wyścig kolarski. Kiedy czeka się na peleton wydaje się, że wszystko będzie tak jak na ekranie. Nic bardziej mylnego. Kiedy przejechała karawana reklamowa i na horyzoncie pojawiła się ucieczka z Rafałem Majką na czele, nogi robią się jak z waty, a ręce wpadają w drgawki uniemożliwiając zrobienie fotki o dosyć dobrej ostrości.

Najlepszy jednak jest moment kiedy zawodnik, którego się dopinguje choćby na ułamek sekundy zwróci na ciebie uwagę. Gest, spojrzenie, jakieś słowo rzucone w twoim kierunku tworzy w duszy bliżej nieokreślone uczucie, któremu najbliżej chyba do dumy z tego, że jesteś Polakiem. Doświadczyłem tego biegnąc koło Rafała wykrzykując na przemian jego nazwisko i klasyczne „Dawaj! Dawaj!”. I ta chwila, kiedy Majka, niesamowicie skupiony na jeździe, na ułamek sekundy odwraca głowę w twoją stronę, a na jego twarzy widać uśmiech. Nie zapomnę tego do końca życia. Jeśli ktokolwiek powie kiedyś, że zawodnicy nie zwracają żadnej uwagi na kibiców chyba oglądał wyścigi tylko w telewizji…

Niektórzy zawodnicy mówią wprost, że podczas jazdy nie zwracają na kibiców żadnej uwagi. Są tak skupieni, że nie słyszą i nie widzą niczego oprócz swojego przedniego koła. Muszę się z tym nie zgodzić, ponieważ widziałem na własne oczy, że choćby nie wiem jak zawodnicy byli skupieni na jeździe, na dźwięk swojego imienia lub nazwiska wypowiedzianego w rodzimym języku nie pozostają obojętni. Trzeba natomiast wyjaśnić jedną, zasadniczą rzecz. Kibice to ludzie, którzy wiedzą ile wysiłku kosztuje zawodnika każdy obrót korbą. Wiedzą to, ponieważ nierzadko sami jeżdżą na rowerze. Co za tym idzie wiedzą jak kibicować, aby pomóc swojemu idolowi, najczęściej rodakowi. Zachowania miłośników „selfie”, dla których liczy się tylko fotka, a ewentualne pokazanie się w kamerze jest szczytem marzeń, najlepiej chyba pozostawić bez komentarza.

Czasówka. Można stwierdzić, że konkurencja kolarska w której zawodnicy są najbardziej wyizolowani ze środowiska zewnętrznego. Niby nie można się spodziewać od kolarzy jakichkolwiek reakcji, a jednak! Oglądanie jest jednak o wiele nudniejsze niż na zwykłym etapie. Na swoich idoli czeka się parę godzin, nierzadko w upale, deszczu. Warto! Pierwszego złapałem Bodiego. Krótka rozmowa przed rozgrzewką, zdjęcie, życzenia powodzenia. Na trasie oczekiwania na Bartka Huzarskiego. Widać już go na horyzoncie. Wychylam się z biało-czerwona flagą i zdzieram ostatnie struny głosowe. Na twarzy Bartka widać uśmiech i rękę unoszącą się w geście pozdrowienia. Wspaniałe uczucie zarówno dla zawodnika, jak i kibica. Rafał Majka startował godzinę później. Najdłuższa godzina w moim życiu. I wreszcie jest, koszulka (czy raczej kombinezon) w grochy błyska na horyzoncie. W ruch idzie flaga i struny głosowe. Akcja-reakcja – na twarzy Rafała widać uśmiech od ucha do ucha. Niesamowite.

Czy kibice są potrzebni zawodnikom? Oczywiście! I z wzajemnością! To kibice dodają te kilka watów, kilka uderzeń serca na minutę więcej w kluczowym momencie. To dla nich kolarze podejmują wysiłek, który dla normalnego człowieka jest niezrozumiały. Kibicować należy, a nawet trzeba jeśli tylko pojawi się taka możliwość. Wspomnienia zostają na całe życie!

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
rowerak
rowerak

90% tekstu o dobrych kibicach 10% o selfiarzach. Artykuł buduje. A w życiu? Pół na pół? Przewaga idiotów depczących leżącego kolarza? Fajnie, że kolarze maja trzecie płuco – pytanie czy warto, skoro w pakiecie dostają rozlany wyrostek robaczkowy…

Wojt
Wojt

Ej, te etapy były w tym roku! Nie w zeszłym. Wiem bo sam byłem na finhaut emosson 🙂