Nowy licznik firmy Garmin otrzymał kolejne usprawnienia. Trenujesz, jeździsz na wycieczki czy szukasz nieznanych dotąd miejsc – Edge 820 jest dla ciebie.

Edge 820

W zestawie Garmin Edge 820 Bundle znajdziemy (oprócz urządzenia oczywiście) dwa uchwyty, pasek do pomiaru tętna, czujnik kadencji i prędkości, kabel USB oraz zawieszkę dla bezpieczniejszego przenoszenia licznika.

_mg_0153_resize

Pierwsze wrażenie – to na pewno nowy model? Obudowa jest bardzo podobna do Edge 520, ale niemal od razu zauważymy różnicę – w Edge 820 brak bocznych przycisków (ekran jest dotykowy). Premierowe uruchomienie chwilę trwa, ale jest to spowodowane ładowaniem map. Krótkie ustawienia (m.in. język, jednostki pomiaru, podłączenie czujników) i możemy jechać (no, prawie).

Edge 820 najłatwiej opisać jako Edge 1000 w “skorupie” Edge 520. Jedynymi cechami, które ma Edge 1000, a nie ma 820 jest obrót ekranu i wejście na kartę MicroSD (jest jednak 16GB wewnętrznej pamięci). No, jeszcze mniejszy ekran. Dodatkowo, możemy połączyć się ze swoim telefonem, żeby widzieć powiadomienia o połączeniach/SMSach/mailach.

Żeby rozpocząć jazdę możemy wybrać jedną z trzech opcji – wyścig, trening oraz jazda pod dachem (wtedy urządzenie wyłącza GPS, żeby oszczędzać baterię). Jeśli zapomnieliśmy ustawić wyświetlane zgodnie z preferencjami, to możemy to nadrobić w trakcie jazdy – wystarczy przytrzymać palec na niepotrzebnym polu i wybrać opcję (z dość szerokiej listy), która nam odpowiada. Większe zmiany wygodniej jednak robić w domu (bezpośrednio lub za pomocą Garmin Express/Connect).

img_0405_resize

Ekran jest bardzo czytelny nawet w pełnym słońcu. Bateria trzyma dość długo – producent obiecuje 15h i rzeczywiście można tego oczekiwać (o ile nie włączymy wszystkich dostępnych opcji jak Bluetooth czy jasności ekranu na stały, maksymalny poziom – wtedy możemy się spodziewać niecałych trzech godzin działania). Garmin wprowadził nową opcję oszczędzania baterii i… działa. Prawie 3h jazdy z włączonymi non-stop mapami zabierały około 20% baterii.

Tradycyjnie już nie ma żadnych problemów z wodoodpornością. Licznik jest dobrze zabezpieczony, a gumka zasłaniająca wejście USB trzyma na tyle mocno, żeby nie dopuścić zabłąkanych kropli do wnętrza.

Kwestia najważniejsza – działanie. Od najnowszych urządzeń z serii Edge możemy oczekiwać prawie bezbłędnego działania nadajników GPS wspomaganych przez technologię Glonass. Nawet przy okazji fatalnych warunków – niskiej temperatury, deszczu, lasu – sygnał jest na tyle mocny, że nasz ślad powinien być prowadzony w promieniu kilku metrów od prawdziwej pozycji. Pozytywnie zaskoczył mnie barometr – nawet zmienne ciśnienie nie wpłynęło na błędy pomiaru wspinaczki.

img_0447

Ekran pojemnościowy pozwala na dużą czułość i zaskakująco wysoką dokładność, nawet przez cienkie rękawiczki. Niestety zimą możemy się czasami pomęczyć. Takie rozwiązanie ma oczywiście dobre i złe strony – z jednej strony obudowa wygląda bardzo schludnie, a do wybrania opcji numer 12 nie musimy wciskać strzałek z boku ekranu. Niestety jazda na rowerze ma do siebie to, że nie jesteśmy w stanie zachować stuprocentowej higieny naszych dłoni i po treningu Garmin wygląda… nieładnie.

img_0475_resize
chyba trzeba zacząć wozić ze sobą mydło…

Jedną z nowych atrakcji wprowadzonych do Edge 820 jest możliwość śledzenia znajomych. Po sparowaniu urządzeń na naszej mapie pokażą się punkty oznaczające pozycję kolegów. Jest to dość przydatne jeśli decydujemy się na pokonanie pewnego dystansu/podjazdu we własnym tempie. Jeśli właściciel innego Garmina zjedzie z trasy będziemy mogli go „gonić”. Może skorzystać z tego w peletonie? Ucieczki będą miały ciężkie życie…

Mapy przydają się też do jechania według „śladu”. Możemy go wprowadzić na różne sposoby – w Garmin Connect na naszym komputerze istnieje możliwość stworzenia trasy podobnie do wyznaczania wycieczek na mapach Google. Ten sposób ma swoje minusy – niestety pomimo zaznaczania opcji „prowadź drogami” mapa lubi prowadzić „w teren”, zupełnie nieprzystosowany do roweru. Jeśli zdecydujemy się nie słuchać podpowiedzi i zjedziemy z kursu nowa droga nie zostanie przeliczona. GPS będzie czekał aż wrócimy na wyznaczony wcześniej „ślad”.

img_0449_resize

Po zapisaniu trasy (i ustaleniu średniej prędkości, z którą będziemy się „ścigać”) wystarczy kliknąć „wyślij do urządzenia” i gotowe. Jeśli chcemy z kolei spróbować pokonać zapisaną wcześniej mapę w formacie .gpx lub .fit wystarczy podłączyć Edge 820 do komputera, skopiować plik i wkleić go do folderu „new files”. Uruchomienie wycieczki po śladzie jest dość łatwe. Opcja trening->race an activity->saved courses. Niestety pomimo wybrania polskiego języka w menu niektóre opcje nadal wyświetlają się po angielsku.

Szczerze mówiąc nie lubię pisać podsumowań. Na pewno do Edge 820 podszedłem z początku dość sceptycznie twierdząc „a po co mi to?”. W trakcie korzystania opinia zdecydowanie się zmieniła – dzięki wprowadzaniu śladów poznałem trochę nowych tras, na które wcześniej się nie wybierałem obawiając się pomyłki. W stosunku do zasłużonego już Edge 500 używanego na co dzień zachwycił sygnał GPS i działanie wysokościomierza. Nowy Garmin jest coraz bliżej do kompletnego licznika rowerowego zarówno dla zawodowców jak i amatorów pokonujących setki kilometrów dla przyjemności. Czyż nie o przyjemność i odkrywanie nowych zakątków chodzi w naszej rowerowej pasji?

"panie prezesie, mnie jutro nie będzie. Garmin kazał mi odpoczywać..."
“panie prezesie, mnie jutro nie będzie. Garmin kazał mi odpoczywać…”