W niedzielę w Głownie odbyła się druga edycja serii wyścigów szosowych – Kross Road Tour. Jednym z jej uczestników był Piotr Bieliński, prezes firmy Action, sponsor zawodowej grupy Verva ActiveJet Team. Oto co miał do powiedzenia po wyścigu.

Wystartował Pan w II etapie KROSS ROAD TOUR w Głownie. Jakie wrażenia?

Startowałem u Cezarego Zamany pierwszy raz i po wyścigu widzę, że ma on duże doświadczenie przy tworzeniu tras szosowych, pomimo tego, że od wielu lat głównie działa przy imprezach MTB. Również po raz pierwszy jechałem przy tak silnym wietrze i na tak ciężkiej trasie. Wrażenia mam jednak jak najbardziej pozytywne. W okolicach Głowna jest super nawierzchnia, a organizacja wyścigu stała na najwyższym poziomie. Poza tym było bardzo bezpiecznie w porównaniu do mojego startu na ostatnim wyścigu Velo Toruń. Tam przy dużej ilości uczestników panowała nerwowa atmosfera, nie czułem się bezpiecznie. W Głownie natomiast trasa była dość selektywna i mimo tego, że też jechało dużo ludzi, peleton szybko został porwany na mniejsze grupy i każdy walczył z samym sobą oraz mocnym wiatrem. Naprawdę jestem miło zaskoczony.

Było aż tak ciężko?

Trzeba było mieć naprawdę dużo pod nogą, żeby przy tej pogodzie na tych wjazdach sobie poradzić. Ponadto bardzo mi się podobało oznaczenie trasy. Na asfalcie przed zakrętami białą farbą wymalowane zostały oznaczenia. Jest to bardzo pomocne jadąc w 50-60 osobowej grupie. Choć wiadomo, że przy tak wielu zawodnikach zawsze ktoś się przepycha, jedzie poboczem. Tutaj jednak było naprawdę mało niebezpiecznych miejsc.

Czy organizacja takiego cyklu jak Kross Road Tour może się Pana zdaniem przyczynić do szybkiego rozwoju kolarstwa szosowego w Polsce? Mamy sukcesy i chcemy żeby ten stan utrzymał się dłużej.

Myślę, że dziś kolarstwo jest jedną z najlepszych dyscyplin w ogóle. Długo była moda na bieganie, dlatego wielu ludzi biega, co widać na ulicach miast. Natomiast nie każdy zdaje sobie sprawę, że jest to ciężka i obciążająca dyscyplina. Teraz dostrzegam wyraźnie, że wielu z biegaczy szuka oddechu i wsiada na rowery. Od lat jeżdżę tymi samymi drogami po Polsce i widzę coraz więcej rowerów szosowych. Dziś więcej kobiet jeździ na szosie niż 5 lat temu jeździło wszystkich mężczyzn i kobiet łącznie. To dobrze wróży na przyszłość. Czy ten stan spowoduje większą ilość młodych talentów? Na pewno nie jest to kwestia kilku wyścigów czy jednego cyklu. Żeby było więcej takich herosów jak Majka czy Kwiatkowski, kolarstwo musi być widoczne i obecne na co dzień. Wtedy łatwo złapać bakcyla i chęć do ścigania. Druga sprawa, to pieniądze publiczne. Tych musi być po prostu więcej – nie ma się co oszukiwać. Kolarstwo, to nie jest tani sport.

 

Pan złapał szybko bakcyla?

Ja w młodości nie próbowałem kolarstwa szosowego, ale dziś uważam, że to jest najlepsza dyscyplina na świecie! Można rodzinnie się przejechać na pizze, coś wspólnie zwiedzić. Kolarstwo daje radość, bo po powrocie nie czuje się tak bardzo zmęczenia fizycznego. Pozostaje tylko satysfakcja, że się coś zrobiło i zobaczyło.

Czyli zobaczymy się jeszcze na trasie cyklu Kross Road Tour…

Niestety przy dużej ilości obowiązków mam mocno napięty kalendarz startów. Ale mimo braku czasu pojawię się u Was, lecz tylko w Brodnicy na Mistrzostwach Polski Masters, które organizujecie. Fajnie się u Was ścigać.

Dziękuję za rozmowę!

* rozmawiał Marcin Dławichowski