Fot. Bettini

Kolarskie życie toczy się szybko. Jeden wyścig się kończy i natychmiast startuje inny. Przyszłością żyć trzeba, ale żeby była owocna, należy wyciągać wnioski z przeszłości. Zatem my nie zamykamy tematu wypadków z udziałem motocyklistów i otwieramy dyskusję, mając nadzieję, że już nigdy żaden kolarz nie straci z tego powodu życia.

1987 rok. Hiszpan Vicente Mata zmarł po uderzeniu przez samochód podczas Luis-Puig Trophy. 2000 rok. Inny Hiszpan Jose Antonio Espinosa zmarł w wyniku obrażeń odniesionych po uderzeniu ciężarówki, która wjechała na trasę Wyścigu dookoła Argentyny. 2010 rok. Włoch Thomas Casarotto podczas Giro del Friuli Venezia Giulia uderzył w lusterko zaparkowanego przy drodze samochodu. Po czterech dniach spędzonych na oddziale intensywnej terapii z krwiakiem czaszki, jego rodzina zdecydowała się na odłączenie go od urządzeń podtrzymujących życie.

Tych kilka wydarzeń z przeszłości dowodzi, że kolarstwo, jak każda inna dziedzina sportu i życia, nie może obejść się bez nieszczęśliwych wypadków. Jednak często powtarzających się w ostatnich miesiącach incydentów z udziałem motocyklistów poruszających się w kolumnie wyścigu, nie da się potraktować inaczej, jak bardzo bolesną wskazówkę, że coś trzeba zmienić, ulepszyć, poprawić. Bo dobrze działający system może zawieść, ale chyba nie aż tak często.

Nasz redakcyjny kolega Artur Machnik, który jako fotoreporter przejechał na motocyklu wiele wyścigów, wprowadziłby specjalne licencje tylko dla kierowców motocykli. – Krajowe związki kolarskie oraz Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) powinny zacząć przyznawać licencje tylko kierowcom, czyli osobom, które charakteryzują się odpowiednimi umiejętnościami obejmującymi prowadzenie pojazdu i poruszanie się w kolumnie wyścigu. Jego zdaniem, osobami, które dobrze radzą sobie z prowadzeniem motocykla są byli kolarze, których podczas Tour de Pologne zatrudnia Czesław Lang. – Marek Leśniewski, Zbigniew Spruch, Henryk Charucki, Tomasz Brożyna – to są ludzie, którzy potrafią jeździć, zresztą Czesław Lang dba o to, aby podczas TdP na motocyklach jeździli kompetentni ludzie.

Artur dostrzega także złożoność problemu oraz możliwe negatywne konsekwencje, które mogą odczuć kolarze, fotoreporterzy, a także kibice. Po pierwsze, należy wiedzieć, że problem stanowią przede wszystkim tzw. ludzie z doskoku, a także rutyna, która – jak wiadomo – często może zgubić. Po drugie, coraz częstsze wypadki z udziałem motocyklistów mogą wpłynąć na pogorszenie relacji pomiędzy fotoreporterami a kolarzami, które teraz są bardzo dobre. – Pewnego razu podczas Tour of Turkey do jednego z fotoreporterów podjechał Luca Paolini i chciał, żeby ten dał mu aparat, by mógł zrobić im zdjęcie. Uśmiechał się, żartował i bawił się całą sytuacją. Ale to tylko jeden z przykładów, że obie strony szanują swoją pracę i trzeba zrobić wszystko, żeby tak zostało. Ale oczywiście na pierwszym miejscu są zdrowie i życie. Stop tragediom! Najważniejsi są kolarze – kończy.

W odpowiedzi na wiele apeli, które po śmierci Antoine`a Demoitie skierowali w stronę UCI byli i obecni kolarze, dziennikarze oraz sympatycy kolarstwa, Brian Cookson napisał specjalny list, który został opublikowany na oficjalnej stronie internetowej Unii.

Prezydent tej organizacji także podkreśla złożoność problemu i zwraca uwagę, że bezpieczeństwo podczas kolarskich wyścigów to nie tylko prawidłowo poruszający się motocykliści, ale także m.in. kierowcy samochodów, dobrze zabezpieczone i oznakowane trasy, no i kibice, którzy nie mogą powodować sytuacji zagrażających bezpieczeństwu kolarzy.

Cookson, podobnie jak Artur, przypomina, że dzięki pojazdom wchodzącym w skład kolumny wyścigu możemy oglądać kolarskie zmagania w taki sposób, jaki odbywa się to teraz. I nie chodzi tu tylko o telewizyjne transmisje, ale także właśnie o zdjęcia. Bo przecież mało to razy czerpiemy przyjemność z oglądania pięknych galerii? Aby więc kolarstwo pozostało takie samo, należy szukać wyjścia w naprawie tego, co jest, a nie niszczeniu i budowaniu od nowa, na zupełnie nowych zasadach.

Odnosząc się bezpośrednio do śmiertelnego wypadku w wyścigu Gandawa-Wevelgem, Brian Cookson napisał: Nie będziemy uciekać od odpowiedzialności, ale zanim oskarżymy poszczególne osoby czy organizacje, poczekajmy do momentu aż poznamy wszystkie fakty dotyczące tego tragicznego incydentu.

Wierzymy, że limit nieszczęść w bieżącym sezonie kolarskim się wyczerpał. Ufamy też, że za wieloma wypowiedzianymi i napisanymi słowami, tweeterowymi wpisami oraz śmiałymy deklaracjami pójdą konkretne działania. Aby tak było potrzebne jest zaangażowanie wielu stron i zrozumienie, że złożonego problemu nie rozstrzygnie jedna osoba.  Z drugiej strony, nie należy zapominać, że wypadki będą zawsze, a ludzie nigdy nie staną się nieomylni.

Marta Wiśniewska