Sezon kolarski z wolna zbliża się ku końcowi. Większości imprez za nami, a w gabinecie mnożą się osoby z bólami o podłożu przeciążeniowym.

Różnego rodzaju bóle pod, nad, z boku kolana, tutaj jakiś dziwny ból w pachwinie, a tam z kolei łydka i piszczel. W większości przypadków podłoża bólu szuka się nie tam gdzie trzeba. Zerwania, naderwania, różnego rodzaju choroby kości, uszkodzenia więzadeł, uszkodzenia torebki stawowej, łąkotki i oczywiście zmiany zwyrodnieniowe. Tak jakby nagle zapomniano o dziesiątkach tysięcy kilometrów ciągle powtarzanego tego samego ruchu. Pominąć taki fakt? Raczej nie wypada.

Większość problemów u kolarzy będzie miało swoje źródło w zrostach w tkance łącznej. Zmiany te nasz organizm tworzy sam w odpowiedzi na ekstremalny wysiłek jakiemu jest poddawany. O ile najczęściej objawy bólowe związane będą z regionem stawu kolanowego, o tyle najwięcej dysfunkcji znajdziemy w okolicy miednicy. Prawie nigdy miejsce bólu i sam problem nie będą znajdować się w tym samym miejscu. Dlaczego tak się dzieję? Z powodu ciągłości tkanek. Już o tym pisałem ale nie zaszkodzi powtórzyć – nasz organizm nie ma ponad 600 mięśni, ale jedną tkankę mięśniowo-powięziową, która nie ma początku ani końca i wszystko jest z sobą połączone.

Zbyt intensywny wysiłek lub zbyt dużą jego objętość nasz organizm potraktuje jak zagrożenie, a jego jedyną możliwością obrony będzie wytworzenie zrostów i napięć w tkankach miękkich w celu usztywnienia i zabezpieczania przed mechanicznym przerwaniem. Czyli trzeba zmniejszyć ilość treningów lub całkowicie odpocząć, a problem zniknie? Pewnie tak, ale jak szybko zniknie tak szybko pojawi się, jeśli nie w tym samym to w innym miejscu. Pierwotna przyczyna pozostanie bez zmian. Nasz organizm potrafi bardzo łatwo wytworzyć zrosty i napięcia, jednak z ich zlikwidowaniem już sobie nie radzi. Jeśli jakiś zrost się już pojawił to będziemy potrzebować albo pomocy fizjoterapeuty znającego się na rzeczy albo regularnej pracy z własnym ciałem typu joga czy fascial fitness.

O ile dobry terapeuta powinien rozwiązać problem w jedną do kilku sesji, o tyle praca z własnym ciałem wymaga długiego czasu. To co musimy zrobić by nie dopuścić do problemów, to przede wszystkim przygotować organizm do sezonu. Zadbać o jego elastyczność, zlikwidować wszelkie problemy, a w trakcie sezonu dbać o to, by taki stan pozostał. Gdy pytam pacjentów czy pracują z ciałem dowiaduję się najczęściej, że na rozciąganie nie ma czasu, joga jest dla kobiet, a foam roller to jakiś wymysł poza tym dość bolesny. Takie właśnie podejście jest przyczyną kontuzji o charakterze przeciążeniowym, zarówno u kolarzy jak i innych sportowców. Zdarzają się oczywiście pacjenci, u których pojawia się ból lub osłabienie mimo regularnego rozciągania i pracy z tkankami miękkimi. Problemy takie są jednak bardzo łatwe do rozwiązania i znikają praktycznie w ciągu jednego zabiegu.

Kolarstwo z punktu widzenie biomechaniki ciała jest dla nas niezdrowe ze względu na wielogodzinne powtarzanie tego samego ruchu pod obciążeniem. Pamiętajmy, że jeśli zaczyna nas boleć kolano, a nie jest to związane z upadkiem to nie będą to zmiany zwyrodnieniowe, które notabene ma każdy, a zmiany w tkankach miękkich, które można leczyć.

Okres po zakończeniu sezonu wykorzystajmy więc na swego rodzaju rozruszanie naszego organizmu. Zadbajmy o to żeby w tym okresie nasze ciało miało jak najwięcej różnorodnego ruchu. Postarajmy się zaangażować jak najwięcej stawów w pełnym zakresie fizjologicznego ruchu, a w następnym sezonie ryzyko pojawienia się bólu będzie dużo, dużo mniejsze.

Dominik Omiotek