Środowa czasówka może rozstrzygnąć losy tegorocznej Vuelty. Sprawdźmy więc jak najważniejsi zawodnicy wypadali w samotnej walce z czasem i zastanówmy się jak może wyglądać klasyfikacja generalna przed finałowymi etapami hiszpańskiego Grand Touru.

Czasówki w Wielkich Tourach rządzą się swoimi prawami. Tacy zawodnicy jak Tony Martin polują w nich na zwycięstwa etapowe. Nie zawsze jednak najwięksi specjaliści walczą o sukcesy, bo im także we znaki dają się trudy wyścigu. Wówczas o wygraną walczą faworyci do zwycięstwa w całej imprezie. Dla jednych zawodników to szansa na odrobienie strat poniesionych w górach lub na nadrobienie nad tymi, którzy lepiej radzą sobie z podjazdami. Wydaje się, że zwycięzca tegorocznej Vuelty znajduje się w czołowej czwórce klasyfikacji generalnej, a więc będzie nim ktoś z grupy Joaquim Rodriguez – Fabio Aru – Rafał Majka -Tom Dumoulin.

Tom Dumoulin jest największym objawieniem hiszpańskiego wyścigu. O jego umiejętnościach jazdy indywidualnej na czas można napisać wiele, ale najbardziej wymowne są wyniki. Holender w tym roku wygrał czasówki podczas Vuelta al Pais Vasco i Tour de Romandie, gdzie zwyciężył także w prologu, a na otwarcie Tour de France był 4. Zawodnik Giant – Alpecin jest także brązowym medalistą mistrzostw świata z Ponferrady w tej specjalności. Wydaje się, że Holender jest najmocniejszy z czołowej czwórki i powinien znacznie pokonać swoich rywali. Ciężko jednak przewidzieć jak zachowa się organizm Dumoulina po dwóch tygodniach ciężkiej walki z najlepszymi góralami. Do tego reprezentant Holandii musi zachować jeszcze siły na ostatnie dni rywalizacji.

Rafał Majka nie był uważany za specjalistę od czasówek, jednak u Polaka można zauważyć sukcesywny progres w tej dziedzinie kolarstwa. W 2013 roku, gdy po raz pierwszy Majka walczył o czołowe lokaty klasyfikacji końcowej Giro d’Italia zajął 31. pozycję na etapie do Saltary, ale na górskiej czasówce do Polsy zawodnik Tinkoff – Saxo był już 5. Rok później Majka pokazał równą dyspozycję – 4. na etapie do Barolo i 7. na czasówce pod Monte Grappa. Nasz kolarz potrafił się także obronić w czasówce na Tour de Pologne rok temu, kiedy to walczył o końcowe zwycięstwo, więc i z presją radzi sobie świetnie.

Fabio Aru dał się zapamiętać polskim kibicom z walki z Rafałem Majką właśnie podczas ubiegłorocznego Giro. Na etapie do Barolo Włoch był 16. ze stratą ponad minuty do Majki, ale na samotnej wspinaczce na Monte Grappa, to Majka stracił blisko 3 minuty do Aru. Kilka miesięcy później zawodnik Astany walczył we Vuelcie i tam jego rezultaty nie prezentowały się tak okazale – 24. i 101. miejsce w czasówkach. Mimo tego ukończył hiszpański wyścig na piątej pozycji.

Aru

Joaquim Rodriguez zapewne najchętniej pojechałby cały wyścig bez jazdy indywidualnej na czas. Wielu uważa, że właśnie przez czasówki Purito nie ma na swoim koncie zwycięstwa w Wielkim Tourze. Kiedy trasa jest pofałdowana i ma choćby niewielkie podjazdy, to Katalończyk jest w stanie uzyskać dobry wynik. Często jednak czasówki, zwłaszcza w końcówkach trzytygodniowych wyścigów są płaskie i na tym Purito traci najwięcej. Najbardziej spektakularną “porażką” Rodrigueza było Giro 2012, kiedy to zwycięstwo w wyścigu stracił na ostatnim etapie – jeździe indywidualnej na czas, a jakże. Po przedostatnim etapie z metą na Passo del Stelvio zawodnik Katushy miał 31 sekund przewagi nad Ryderem Hesjedalem. Dzień później Kanadyjczyk odrobił stratę z nawiązką i Purito przegrał Giro o 16 sekund…

Rodriguez

Jak będzie w środę? Prawdopodobnie Dumoulin odrobi znaczną część swojej straty do rywali. Czy będą to aż dwie minuty? Będzie o to ciężko, jednak nie jest to wykluczone. Rok temu podczas Vuelty na bardzo podobnym dystansie Rodriguez był w stanie zyskać nad Aru 14 sekund. Niektórzy mogą powiedzieć, że wówczas pierwsza część trasy wiodła w górę, ale… Warunki dla obu były takie same i Hiszpan okazał się minimalnie lepszy, a tym razem minimalna przewaga może wystarczyć Rodriguezowi do upragnionego sukcesu.

Polskich kibiców najbardziej interesuje postawa Rafała Majki. Punktem zaczepienia wydaje się być tegoroczne Tour de Suisse i czasówka wokół Bern. Na pofałdowanej trasie na niecałych 40 kilometrach kolarz z Zegartowic stracił minutę i 26 sekund do… Toma Dumoulina. U progu trzeciej części Vuelta a Espana w grę wchodzi wiele zmiennych. Kluczowa może okazać się nie sama umiejętność jazdy na czas, a zdolność organizmu do odpowiedniej regeneracji. Zawodnicy obecnie znajdujący się na podium Vuelty to już uznane marki w wyścigach wieloetapowych, a Tom Dumoulin jest w takiej sytuacji pierwszy raz.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest…status quo. Możliwe też, że Rafał Majka zostanie strącony z podium przed Dumoulina, który jednak nie będzie w stanie wskoczyć na pierwsze miejsce. Możliwa jest także zamiana miejsc na pierwszych dwóch pozycjach. Aru wydaje się niesamowicie zdeterminowany, by wygrać swój pierwszy Grand Tour, ale podobnie zresztą Rodriguez.

Dotychczasowa sytuacja sprawia, że czasówka powinna zacieśnić czołówkę. Pierwszych czterech zawodników może mieścić się w jednej minucie, a to oznacza ogromną walkę do ostatniego, choćby najmniejszego podjazdu, na którym będzie można zyskać cenne sekundy. A może jakiś inny zawodnik z czołowej dziesiątki pojedzie “czasówkę życia” i grono pretendentów zrobi się jeszcze większe? A może ten kto poniesie straty zdecyduje się na szaleńczy atak w stylu Alberto Contadora z 2012 roku, kiedy to El Pistolero zaatakował na podjeździe pod Collada de la Hoz 50 kilometrów przed metą?

A po czasówce jeszcze etap do Riazy z podjazdem pod Puerto de la Quesera w końcówce i przedostatni dzień rywalizacji – 4 górskie premie 1. kategorii, w tym dwukrotnie Puerto de Navacerrada. Kiedy kolarze pokonają szczyt Navacerrady drugi raz, do mety pozostanie 10 kilometrów i tam wciąż może odbywać się walka o wygraną w wyścigu…

Piękne to kolarstwo. Ostatnie etapy zapowiadają się na sportowy thriller.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments