Miły, uśmiechnięty i radosny Tomasz Marczyński tuż przed rozpoczęciem Tour of Turkey dał się namówić na rozmowę o nadchodzącym wyścigu i nie tylko.

„Mańka” spotykam w „asyście” ekipy Kolarstwa w Eurosporcie, czyli Tomasza Jarońskiego i Adama Probosza. Wraz z nimi jest także małżonka Adama, Monika. Dosiadam się do tego zacnego grona i zaczynamy bardzo fajną, luźną konwersację.

Tomek chwali swoją ekipę, mimo że nie jest to nawet Pro Continental.

„Wszystko jest naprawdę dobrze poukładane. Cała otoczka, czyli masażyści, mechanicy i reszta ekipy to profesjonaliści. Nasz dyrektor sportowy ma za sobą wiele lat pracy w ekipach WT i doskonale wie jak to wykorzystać. Jest presja wyników, ale nie za wszelką cenę. Przede wszystkim każdy darzy siebie szacunkiem, jest spokój mentalny, a tego ostatnio bardzo mi brakowało.”

„Maniek” odniósł się także do sprawy rozstania z zespołem prowadzonym przez Piotra Wadeckiego.

„Niestety nie wszystko wyglądało tak jak powinno, ale nie warto do tego wracać. Żałuję tylko, że moja relacja z Piotrem spowodowała, że nie przedłużyłem kontraktu. Z drugiej strony cieszę się, że moi koledzy są bardzo widoczni w tym sezonie i popierają dobrą jazdę wynikami. Wiem, że mogę z nimi walczyć w Turcji o zwycięstwo, ale nie traktuję tego w kategoriach udowodnienia coś komuś. Chcę jeździć dla siebie i fajnie, że moje wyniki są doceniane w mojej nowej ekipie. Chcę także podziękować ekipie CCC za podanie mi ręki i myślę, że obie strony były z tego zadowolone.”

Mimo, że Marczyński jeździ w tureckiej drużynie, to tak naprawdę nie bardzo zwiedził ten kraj.

„Trenujemy zazwyczaj w okolicach Alanyi. Można tutaj troszkę pokręcić po górach, ale jest dużo płaskiego terenu. Kiedy tylko nie ma wyścigów to staram się wrócić do Sierra Nevada, gdzie mam doskonałe warunki do treningu na wysokości. Każdy wolny czas (którego tak naprawdę nie ma za wiele) staram się poświęcić rodzinie i przyjaciołom. To wszystko powoduje, że jeszcze nie poznałem za bardzo Turcji, choć obyczaje niektórych kolarz już tak. Są różnice kulturowe, które widać na pierwszy rzut oka. Na przykład po triumfie w Maroku świętowałem tylko z francuskim dyrektorem sportowym i Belgiem Kevinem Seeldaeyersem.”

Na koniec Tomek opowiedział nam trochę o swoich kolegach i (bardzo nieśmiało) o faworytach generalki.

„Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z moimi kolegami z ekipy. Każdy z nich daje z siebie wszystko, jest pomocny na każdym kroku. Mimo, że dla wielu są to anonimowi kolarze, to tak naprawdę potrafią nieraz zaskoczyć. Dla Torku ten wyścig jest najważniejszą imprezą w sezonie. Ja wraz ze wspomnianym wcześniej Kevinem mamy walczyć o jak najwyższą pozycję w generalce. Jeśli chodzi o konkurencję to zapewne trzeba się będzie zmierzyć z Davide Rebellinem z CCC Sprandi Polkowice. To będzie dla mnie szczególny pojedynek, bo bardzo cenię sobie Włocha. I to przede wszystkim za jego spokój i profesjonalne podejście do kolarstwa.”

Groźni powinni być także Eduardo Sepúlveda (Bretagne), Miguel Angel Lopez (Astana), Natnael Berhane (MTN – Qhubeka) czy Enrico Battaglin (Bardiani). Jako, że kolarstwo jest bardzo nieprzewidywalne, to tak naprawdę nie wiadomo kto nas może pozytywnie zaskoczyć na tym wyścigu.”

Zapytany czego by sobie życzył na ten wyścig odpowiedział.

„Ważne, by przejechać pierwsze etapy na czysto, bez kraksy. Zwłaszcza w Alanyi trzeba uważać bo będzie nerwowo. Marzę o tym, aby było bardzo ciepło, bo takie warunki najbardziej mi odpowiadają. Deszcz dodatkowo może być sporym problemem na szybkich finiszach.”

 

Z Alanyi @ArekWaluga77