Kamil Gradek (ActiveJet Team) na swoim blogu podsumowuje występ w Volta ao Algarve em Bicicleta. Mistrz Polski orlików w jeździe na czas z 2012 roku nie jest do końca zadowolony z tego wyścigu.

Moje wrażenia po Volta ao Algarve. Ogólnie na plus, ale nie wszystko ułożyło się zgodnie z planami.  

Szczęśliwie i w komplecie zaliczyliśmy pierwszy w tym roku wyścig etapowy. Wiadomo, w perspektywie rywalizacji z czołówką światowego peletonu, nie obiecywaliśmy sobie za dużo, lecz w kilku momentach mocno daliśmy się we znaki nawet tym najsilniejszym. Generalnie poszło dobrze, choć po niektórych etapach spodziewałem się lepszych rezultatów.

Od początku sezonu nie mogłem doczekać się, kiedy wreszcie pojadę w jeździe indywidualnej na czas.  Na zgrupowaniach odbyłem sporo treningów na rowerze czasowym i liczyłem, że podczas Volta ao Algarve zdołam pokazać się z jak najlepszej strony, a na pewno zademonstruję cały swój potencjał.  Ostatecznie nastąpiło lekkie rozczarowanie. Może i trzydzieste miejsce z niewielką stratą do pierwszej piętnastki nie jest tragedią, ale nieco mija się z wcześniejszymi oczekiwaniami. Gdy zastanawiam się nad przyczynami słabszej postawy, wskazuję na brak stuprocentowej mobilizacji. Dzień wcześniej zanotowaliśmy bardzo ciężki drugi etap, który swoimi trudami zdążył mnie wypompować zwłaszcza pod względem psychicznym, co potem znalazło swoje negatywne odzwierciedlenie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Znam już swoje położenie w szeregu. To z kolei sygnał do kontynuowania ciężkiej, wytężonej pracy.

Na tym koniec pesymistycznych wylewów. Teraz pozytywy, bo tych można z Portugalii wyciągnąć wiele. Zacznę od siebie. Na czwartym etapie, pełnym kilku wymagających podjazdów, zacząłem narzucać mocne tempo i w pewnym momencie trafiłem do ucieczki. W ten sposób poniekąd nawiązałem trochę do czasów w BDC Marcpol, kiedy podobnego rodzaju odjazdy zaliczały się do moich ulubionych, nawet jeśli przychodziło walczyć w etapach górskich. Zazwyczaj bowiem wolę jeździć w ten sposób niż ścigać się w grupie i mocno atakować przed metą.

Reszta chłopaków także pokazała klasę. Na premierowym odcinku ,Mario Gonzalez wywalczył koszulkę najlepszego “górala”, a Paweł Franczak popisał się znakomitym finiszem.  Z kolei ostatniego dnia, na miano bohatera ucieczki zapracował sobie Paweł Bernas.  Żałować możemy trochę drugiego odcinka. To tam rozstrzygnęły się losy całego wyścigu. Gdybyśmy pojechali trochę lepiej, miejsca w klasyfikacji generalnej byłyby bardziej okazałe. Nie zapominajmy jednak, że za przeciwników mieliśmy ekipy z World Tour’u. 

 

Źródło+foto: ActiveJet Team