Paweł, za Tobą sporo kilometrów na rowerze, sporo w rozjazdach. Jak na chłodno oceniasz zakończony sezon, warto się było tak eksploatować?

Wydaje mi się, że tego typu “eksploatacja” jest wpisana w zawód kolarza. Jeśli dużo podróżowałem to tylko po wyścigach wysokiej rangi, więc na pewno nie żałuje. Sezon muszę uznać za udany, inny niż poprzedni ale zdecydowanie podniosłem swój poziom w porównaniu do 2011 roku i wierzę, że zaprocentuje to konkretnymi wynikami w nadchodzącym sezonie.

To był ostatni rok ścigania w orlikach dla Ciebie, zakończony dwoma srebrnymi medalami w mistrzostwach Polski. Pozostał niedosyt czy raczej jesteś zadowolony?

Mistrzostwa Polski to chyba najjaśniejszy punkt w tym sezonie, dwa medale wywalczone w dobrym stylu, do tego oba złota zostały w naszym klubie, więc generalnie cała atmosfera w moim najbliższym otoczeniu podczas mistrzostw była niesamowita. Dużo satysfakcji dały mi również wrześniowe starty w Czechach – Okolo Jiznich Czech i Bohemia Tour, szczególnie, że nie spodziewałem się tam takiej dyspozycji. Niedosyt pozostał po innych wyścigach, głównie Karpackim Wyścigu Kurierów, gdzie mimo bardzo dobrej dyspozycji przez złe decyzje na pierwszym etapie nie mogłem podjąć walki o najlepsze lokaty. Mistrzostwa Świata też dają do myślenia, skoro byłem w stanie nawiązać walkę z najlepszymi na świecie na finałowych kilometrach rywalizacji, to wiadomo że czasem się zastanawiam czy nie można było tego inaczej rozegrać. Koniec końców wydaje mi się jednak, że ten wyścig pojechałem dobrze, tylko zabrakło szczęścia. Co do ostatniego roku w młodzieżowcach to faktycznie, trochę szkoda, bo jest to fajne ściganie, szczególnie jeśli jest się w kadrze i zalicza międzynarodowe wyścigi. Teraz przygotowuję się do walki w elicie i na tym skupiam się w 100%.

Wiele się mówiło o przymiarkach transferowych jeśli chodzi o Ciebie. Wybrałeś BDC. Jak oceniasz ten krok biorąc pod uwagę, że nie jesteś kolarzem anonimowym? Nie było rozmów z zagranicznymi drużynami?

To jest dziwne, że wiele się mówiło o moich “przymiarkach transferowych” a tak naprawdę jedyną propozycję złożył Pan Darek Banaszek. Nie mam z tym żadnego problemu, ponieważ wiedziałem już wtedy, że BDC to dla mnie najlepsza opcja jeśli chodzi o polskie ekipy zawodowe, a z zachodnimi nie miałem żadnego kontaktu. Bardzo ważny był dla mnie fakt, że już w czerwcu mogłem być spokojny o zatrudnienie na dwa kolejne sezony. Wiele osób mówiło mi, że źle zrobiłem, że powinienem iść na zachód itd. Tylko, że z takiego mówienia niewiele wynika, bo w dzisiejszych czasach podpisać dobry kontrakt na zachodzie bez menagera jest bardzo ciężko, a moje wyniki nie były na tyle dobre żebym został wyłapany jako “młody talent”. Wyszedłem z założenia, że jeżeli mam się ścigać w 3 dywizji to zostaję w Polsce, a jeżeli pojawi się opcja na podpisanie kontraktu z lepszą ekipą na pewno nie będę blokowany przez Pana Banaszka, któremu zależy na promowaniu polskich kolarzy za granicą.

Kolejny team i kolejny raz Kamil Gradek. Można to nazwać kolarską przyjaźnią czy to raczej przypadek?

Z “Gradziem” znamy się od drugiego roku młodzika, bo wtedy zaczęliśmy się ścigać. Od zawsze jakoś dobrze się dogadujemy i łatwo nam było współdziałać, nawet jeśli ścigaliśmy się w innych klubach. Zawsze śmiejemy się, że w Polsce jesteśmy traktowani jako “pakiet”. Od zeszłego sezonu, kiedy przeszedłem do Cartusii, przejechaliśmy może 2 wyścigi na których nie było mnie bądź jego i jeden w innej ekipie (KWK 2012 ja jako Kadra, Kamil jako klub). Nigdy nie dostaliśmy propozycji przejścia do innego klubu bądź ekipy zawodowej osobno, dochodziło nawet do sytuacji kiedy jeden z nas rozmawiał z daną ekipą w imieniu drugiego. Dobrze się stało, że znalazłem takiego kompana, bo dzięki temu wzajemnie sie motywujemy i to odzwierciedla się w naszych wynikach. Chociaż myślę, że to Kamil ma na mnie lepszy wpływ, sam fakt, że to on zapoczątkował naszą współprace z Jakubem Pieniążkiem, najlepiej o tym świadczy:). Śmiało można nazwać to kolarską przyjaźnią, bo gdybyśmy byli tylko kolegami z ekipy pewnie pozabijalibyśmy się w połowie zeszłego sezonu, spędzając ze sobą zbyt dużo czasu (śmiech).

Nie widzieliśmy Cię na trasie tegorocznego Tour de Pologne. Czy start w 2011 roku w tym wyścigu wykorzystałeś w 100 procentach w swoim przekonaniu?

Szczerze mówiąc po cichu liczyłem na start w tegorocznym Tour de Pologne, ale wyszło jak wyszło i nie dostałem powołania. Bardzo chciałem wystartować w naszym narodowym Tourze właśnie ze względu na niedosyt, który odczuwałem po zeszłorocznej edycji. Myślę, że nikt nie ma do mnie żalu o to jak pojechałem w 2011r. Nie ukończyłem wyścigu przez zatrucie pokarmowe, jednak wiem że w tym roku byłem w stanie pokazać dużo więcej, zabrać się w jakiś odjazd i nie odstawać tak bardzo od czołówki na ciężkich etapach. Teraz myślę tylko o tym, żeby wywalczyć sobie powołanie na kolejne, jubileuszowe Tour de Pologne (uśmiech).

Właśnie co do Tour de Pologne. Powiedziałeś w jednym z wywiadów przed tym wyścigiem, że najchętniej wciągasz kebabową pizzę. Zmieniłeś swoje upodobania kulinarne czy pozwalasz sobie na takie ekstrawagancje?

Hehe, to chyba będzie się za mną ciągnęło do końca życia . Jak każdy kolarz staram się pilnować diety i jak każdy kolarz czasem muszę zjeść coś niezdrowego żeby nie oszaleć;) Michał Gołaś w jednym z wywiadów powiedział, że też tak robi, a patrząc na rozwój jego kariery myślę, że mogę mu zaufać w tej kwestii;) A tak poważnie o zmianie moich upodobań kulinarnych najlepiej świadczy fakt, że w zeszłym roku w listopadzie ważyłem 8kg więcej (śmiech).

Jesteś wychowankiem GK Gliwice, jak zacząłeś swoją karierę sportową i czy jest to dla Ciebie sposób na dalsze życie i temu się chcesz poświęcić?

Ze sportem jestem związany od najmłodszych lat, zawsze był to dla mnie sposób na spędzanie wolnego czasu. Przed kolarstwem bardziej aktywnie uprawiałem narciarstwo alpejskie, pływanie, tenis i przez dwa sezony grałem w piłkę nożną. Cały ten czas gdzieś w tle przewijał się rower. W podstawówce w klasach 1-3 bardzo często jeździłem na szkolne wycieczki rowerowe organizowane przez opiekuna świetlicy i nauczyciela plastyki pana Marka Świecha, a z nim w 3 klasie po raz pierwszy w życiu przejechałem 100 km co było dla mnie dużym osiągnięciem. W GK Gliwice zacząłem jeździć w 2004 roku, po zawodach szkolnych trener Nowak podszedł do mnie i po prostu kazał mi przyjechać na zbiórkę, spróbowałem swoich sił i jakoś tak zostałem w kolarstwie do teraz;). Myślę, ze podpisując swój pierwszy kontrakt zawodowy na 2 najbliższe sezony związałem się z kolarstwem na dobre i na pewno chcę się tym zajmować przez kilka najbliższych lat

Z Gliwic pochodzi też Wojtek Halejak, z którym na pewno nie raz trenowałeś. Jego deklaracja o chęci oglądania łez przeciwników jest powszechnie znana, masz podobne zdanie?

Często razem trenuje z Wojtkiem i wiem dobrze, że tą deklarację należy traktować z przymrużeniem oka (śmiech). Niemniej jednak myślę, że moment w którym przeciwnik odczuwa większy ból od nas jest oznaką, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i teraz możemy czerpać z tego profity (śmiech).

Byłeś już na imprezach rangi mistrzowskiej, kręciłeś na wyścigach poza granicami naszego kraju. W juniorach jako reprezentacja mamy sporo do powiedzenia, w kategoriach wyższych jest już gorzej. Jak myślisz, z czego to wynika?

Myślę, że w tym roku sytuacja się znacznie poprawiła jeśli chodzi o naszą kadrę, nie mówiąc o elicie. Polacy byli widoczni przez cały sezon na najważniejszych imprezach w światowym kalendarzu i jestem przekonany, że dobry wynik na mistrzostwach świata w elicie jest kwestią 2-3 lat. Jeśli chodzi o miniony sezon i kadrę u-23 myślę, że w wielu momentach zabrakło nam pewności siebie i szczęścia. Wiem, że to dość oklepana wymówka, ale naprawdę ilość kraks, defektów i małych błędów sumujących się na brak konkretnego wyniku w tym roku mogła zniechęcić każdego. Pewnie część z tych błędów wynikała właśnie z braku pewności siebie, bo patrząc z perspektywy czasu widzę jak silną ekipą byliśmy na arenie międzynarodowej i na pewno nie wykorzystaliśmy tego tak jak trzeba. Na pewno każdy z nas wyciągnie odpowiednie wnioski przed zbliżającym się sezonem i zadba o to, żeby nie powtarzać tych błędów, niektórzy w młodzieżowcach, inni jak ja w elicie.

Jak oceniasz atmosferę i organizację w nowym zespole? Jakie są plany zgrupowań i treningów?

Przez całe zamieszanie z możliwą fuzją zespołu z belgijskim sponsorem tak naprawdę nic nie było wiadomo. Cieszy mnie fakt, że szefostwo ekipy podjęło takie rozmowy, bo to pokazuje że starają się żeby to wszystko wyglądało trochę inaczej niż przeciętny polski zespół i dbają o wysoki poziom organizacji. Teraz kiedy wszystko się wyjaśniło będzie już z górki i w przeciągu kilku dni dowiem się dokładnie jak wyglądają nasze plany zgrupowań i startów. A co do atmosfery w ekipie to był to jeden z czynników, który bardzo mnie zachęcił do podpisania kontraktu. Znam Jarka Kowalczyka i wszystkich młodszych kolegów z ekipy i wiem, że współpraca ze starszymi zawodnikami układała im się bardzo dobrze, do tego dochodzi fakt, że do zespołu dojdzie Kamil Gradek i Kuba Foltyn, którego też bardzo lubię więc o atmosferę jestem spokojny.

Nowy sezon to też nowe wyzwania. W Cartusii byliście z Kamilem gwiazdami. Jaka będzie Twoja pozycja w hierarchii zespołu w nadchodzącym sezonie?

Mam nadzieję, że na bycie “gwiazdą” kiedyś faktycznie sobie zasłużę . Biorąc pod uwagę młody skład który będzie się ścigał w przyszłym sezonie nie będzie specjalnych podziałów w ekipie, wiadomo że Robert Radosz i Marcin Sapa będą zdecydowanymi kapitanami i to oni będą podejmowali decyzje, a cała reszta będzie zależała od tego kto aktualnie znajduje się w najlepszej dyspozycji. Liczę na to, że dostanę szansę zrobienia dobrego wyniku na kilku wyścigach, ale do sezonu jeszcze daleko i na razie muszę zadbać o to, żeby przygotować się do ścigania na 110%.

Właściciel drużyny pokłada w Tobie spore nadzieje. To wyraz uznania dla Twojej wartości sportowej, ale czy nie odbierasz tego jako swojego rodzaju presję na konkretne wyniki?

Jeśli pokłada we mnie nadzieje, to znaczy że ma do tego podstawy, czyli ceni mnie jako zawodnika i zna moją wartość sportową. To, że wymaga ode mnie wyniku jest oczywiste, nikt nie tworzy ekipy z myślą o przeciętnych rezultatach, każdy chce sięgać po zwycięstwa. Kwestia presji to bardziej podejście zawodnika, ja mam myślenie podobne do właściciela ekipy – chcę zwyciężać więc nie odczuwam presji, a dodatkową motywację.

Jakie osiągnięcie w trakcie sezonu sprawi, że na koniec określisz go jako udany?

Jeżeli założymy, że nie spotka mnie żadna kontuzja czy choroba i będę w stanie zrealizować to co sobie założyłem na przyszły sezon to nie będę go oceniał przez pryzmat jednego wyniku, a liczby punktów UCI które uda mi się zgromadzić. Każdy wie, że to one są najlepszą przepustką do wielkiego ścigania, a ja jako zawodnik chcę ścigać się w najlepszych ekipach świata, bez takiej motywacji nie mam co siadać na rower. Nie chcę teraz się oficjalnie deklarować jaka to liczba i jakie mam konkretne cele ale na pytanie czy sezon 2013 był udany chętnie odpowiem za rok (śmiech).

Na koniec takie pytanie. Jak myślisz, do twarzy będzie Ci w niebieskim, czy bardziej by pasował na przykład pomarańczowy lub żółty?

Z tych trzech kolorów zdecydowanie najlepiej czuję się w niebieskim, chociaż mam nadzieje, że na kilku wyścigach potowarzyszy mi żółty kolor .

Dziękuję bardzo za wywiad i poświęcenie mi czasu. Życzę wielu sukcesów i spełnienia marzeń, nie tylko tych kolarskich.

Dziękuję. Po kolejnym sezonie chciałem podziękować ludziom, którzy mnie wspierali. Rodzinie, przyjaciołom, mojej dziewczynie oraz trenerom i prezesowi Cartusii, w której spędziłem dwa najlepsze sezony w karierze.

Rozmawiał Arek Waluga