Andre Greipel (Lotto-Belisol), znakomicie wchodzi w nowy sezon. W niedzielę triumfował w Cancer Council Classic, dziś wygrał 1. etap Santos Tour Down Under. Niemiec nie jest jednak do końca zadowolony z wydarzeń, które miały miejsce na trasie dzisiejszego odcinka.

“Mieliśmy dziś do pokonania zaledwie 150 km, więc dlaczego finisz był lekko z góry?”, pyta dzisiejszy zwycięzca. „Oczywiście to część naszej pracy, musimy podejmować ryzyko, ale organizatorzy powinni je przewidywać i zadbać, by było jak najmniejsze. Finiszując, miałem na liczniku 75 kilometrów na godzinę, przy takiej prędkości nie ma szans na jakąkolwiek reakcję. Całe szczęście, że mieliśmy wiatr z przodu. Gdyby powiało od tyłu, myślę, że prędkości wynosiłyby około 80-85km/h”.

Greipel jest również rozgoryczony startą swojego klubowego kolegi – Jurgena Roelantsa, który uczestniczył w wielkiej kraksie na kilometr przed kreską. Belg wpadł w Kenny`ego Van Hummela (Vacansoleil-DCM).

“On jest jednym z moich najlepszych pomocników”, opowiada. „Był także jednym z naszych liderów na klasyfikację generalną. Jurgen potrafi poradzić sobie z niewielkimi podjazdami, jak i dobrze zafiniszować. To olbrzymia strata”.

“To, że dziś wygrałem to olbrzymie szczęście. Na 800 m przed końcem ,ktoś zahaczył o mój but i spadłem z 5. na 20. pozycję. Udało mi się jednak przesunąć do przodu”, tłumaczy. Niemiecki sprinter zasugerował również, że dużą kraksę wywołał Alessandro Petacchi i to przez jego “zatrzepanie”, Kenny Van Hummel (Vacansoleil-DCM) upadł na asfalt. Kolarz odnosi się również do sytuacji z ostatnich metrów, kiedy to prawie zderzył się z Alessandro Petacchim. „Petacchi przejechał z lewą, na prawą stronę nie patrząc co dzieje się za nim. Wiem, że jest wielką gwiazdą, ale nie powinien tego robić”, kończy.

Andrzej