Z pojęciem dwóch prędkości spotykamy się w naszym codziennym życiu bardzo często. Najbardziej znanym zastosowaniem tego pojęcia jest zapewne „Europa dwóch prędkości”, które odnosi się do różnic w rozwoju między regionami „starej” a „nowej” Unii. Gospodarcze pojęcie dwóch prędkości jest jednocześnie dobrym punktem wyjścia do analizy tego problemu w kolarstwie. Tu jednak nie dotyczy on różnic w rozwoju zawodników, a ich podziału na czystych oraz stosujących doping.

Zacznijmy jednak od zdefiniowania sobie owych dwóch prędkości. W wymiarze ekonomicznym oznaczają one części lepsze i gorsze, rozwinięte i zacofane, mające większe możliwości i mniejsze. W kolarstwie jest nieco trudniej. Mamy tu do czynienia z jednej strony z zachowaniem etycznym i sprawiedliwym, a z drugiej z oszukiwaniem. Która „prędkość” jest tą lepszą? Która jest tą pożądaną? Korzystający z dopingu z pewnością mają większe możliwości i łatwiej im osiągnąć cel, jednak nie możemy traktować ich jako lepszych. Gdybyśmy oceniali czy coś jest lepsze lub gorsze jedynie na podstawie osiąganych dzięki temu wyników, to doprowadzilibyśmy do całkowitej anarchii. Kolarze bardziej pożądają dobrych wyników, czasami tak bardzo, że sięgają po niedozwolone środki. Widz natomiast pożąda sprawiedliwej rywalizacji i wiary, że to co widzi nie jest złudzeniem.

Kolarskie dwie prędkości są wyjątkowe także z innego powodu. W normalnym świecie istnieją mechanizmy, które mają pomóc temu „wolniejszemu” doścignąć „szybszego” i wyrównać różnice. Bardziej rozwinięci mają wręcz moralny obowiązek wspierania słabszych. Ponadto, oba te stany („szybsi i wolniejsi”) są dopuszczalne i prawnie nie można żadnego z nich potępić. Kolarstwo także chce wyrównywać szanse i dąży do tego, aby podziały zaniknęły. Różnica polega jednak na tym, że jeden ze stanów jest nielegalny, a więc wyrównywanie szans nie polega na pomocy „wolniejszym”, tylko na zwalczaniu „szybszych”.

Na tym jednak problem się nie kończy. Aby bowiem z czymkolwiek walczyć, to należy znać tego rozmiar, a czy ktokolwiek jest w stanie sprawdzić ilość oszustów w peletonie? Czasami może się wręcz wydawać, iż dzieli się ona na tych już zdyskwalifikowanych oraz tych, którzy jeszcze nie dali się złapać. W takiej sytuacji nie pozostawałoby nic innego jak nazwać to nie walką z „szybszymi”, a walką o „obniżenie” ich prędkości. Nikt z nas nie wie jednak z jakiego rzędu problemem się mierzymy, gdyż zbyt dużo w tym wszystkim krętactw i tematów tabu. Ponadto samo UCI gubi się często w tym wszystkim i nie potrafi podjąć twardych, męskich decyzji. Z tego też powodu wciąż nie możemy znaleźć recepty na wyrównanie szans, lub, mówiąc ściślej, danie szansy tym, którzy sami pracowali na swoją formę i nie pomagało im żadne EPO, clenbuterol czy inne wspaniałe specyfiki.

Dotychczas chciałem wierzyć, że problem dopingu to tylko pojedyncze incydenty, osoby, które nie rozumieją ducha rywalizacji. Wiara pozostała do dziś, jednak teraz pokładam ją w osobach, które z dopingiem chcą walczyć oraz w kolarzach, którzy nie boją się przełamać tabu mówiąc o tym, jak to wygląda od środka. Bo jeśli ktokolwiek zna skalę problemu, to z pewnością są to kolarze, nie tylko ci „praktykujący”, ale także grupa grająca fair. Jeśli nie podejmiemy poważnych kroków, to już niedługo zwalczymy jedną prędkość, z tym, że nie tą co trzeba.

Marcin Sowiński