“Nie po naszej myśli układa się tegoroczna edycja Malezyjskiej etapówki, a może po prostu tak ciężko jest startując z pozycji lidera.

Na pierwszym etapie musieliśmy wziąć na siebie ciężar większości kilometrów i dyktować tempo na przedzie grupy. Do tego gdy już myślałem, że przynajmniej zakończymy dzisiaj na remis 200 m przed metą była mała kraksa która przedzieliła peleton, sędziwie tego nie uwzględnili i podzielili peleton na dwie grupy przez co straciłem 8 sek. Dla mnie to akurat mało istotne bo w moim przypadku generalka jest mało istotna, ale Rujano szkoda, bo jako pierwszemu uznali mu czas drugiej grupy. Generalnie chłopak jest silny, jedzie ostrożnie więc tym bardziej szkoda takich strat.

Dzisiaj to już w ogóle nie zrozumiały dla mnie etap, na wyścigu jest z 20 ekip, większość ma typowych sprinterów, jest ekipa lidera a ucieczki nie ma kto gonić. Grupa lidera ma wszystko gdzieś i co najdziwniejsze kolarze z tej właśnie grupy atakowali jako pierwsi zaraz po starcie ;) . Jednak takie wyścigi rządzą się swoimi prawami, każdy chce wygrać, ale nikt nie chce popracować. Myślałem, że przy wstępnie ustawionej generalnej, przy braku typowego sprintera u nas w grupie (przynajmniej na pierwszą 3) będziemy mieli dzisiaj troszkę odpoczynku, jakże daleki byłem od prawdy – dzisiaj to było dopiero ciężko. Pierwsze prawie dwie godziny ogień. Chwila oddechu gdy odjechała ucieczka a ostatnie 50 km w trupa. Gdy zabraliśmy się do pracy uciekinierzy mieli 8’30’’ przewagi na mecie zostało im około 3’ – może gdyby Fuji dało jeszcze kogoś, może gdyby jeszcze ktoś się dołączył, dali byśmy radę. Ja zrobiłem swoje i odbiłem na 2 km do mety, nawet nie wysilałem się żeby przyjechać w peletonie – naprawdę dzisiaj miałem to gdzieś albo po prostu byłem zbyt wymęczony.

Potwierdza się że kolarstwo jest naprawdę ciężkim kawałkiem chleba, ale pomimo wszystko tak bardzo to kochamy :) . A szczęście – mówi się że szczęście sprzyja lepszym, widać nie jesteśmy jeszcze odpowiednio dobrzy.”

Źródło: www.huzarski.pl