fot. Alicja Probosz-Chudowolska

Mistrzostwa Świata są jak święta Bożego Narodzenia – czekamy na nie, przygotowujemy się, a kiedy już nadejdą, mijają w mgnieniu oka. Tegoroczna edycja nie była wyjątkiem. Tydzień zleciał jak jeden dzień, dostarczając nam wielkich emocji.

Uważam, że naszym zawodnikom należy się ogromny szacunek za walkę praktycznie na każdym wyścigu. Z perspektywy kibica jestem zachwycona tym, że było ich widać codziennie. Może nie mamy złota, ale wyniki nie są złe – trzecie miejsce, piąte, ósme… Nie zawsze się wygrywa, więc nie uważam tych mistrzostw za naszą porażkę. Świat nie kończy się na tym jednym wydarzeniu, Polacy mają za sobą świetne sezony i mam wielką nadzieję, że brak złota w Bergen nie sprawi, że kibice o tym zapomną. Jestem szczęśliwa, że mogłam stać przy trasie i dopingować tak dobrze jadących rodaków. A jeszcze bardziej cieszy mnie to, że oni również to docenili – widzieli nas, machali, dziękowali – Szymon Sajnok pojechał kawałek na tylnym kole, Kasia Niewiadoma ruszyła do ataku tuż koło nas, a Łukasz Wiśniowski rzucił nam swoje rękawiczki. Dzięki temu czuję, że nasza obecność jest naprawdę ważna. To daje mi motywację, aby już zacząć planować kolejny wyjazd za rok.

Lista podziękowań jest bardzo długa. Przede wszystkim ogromne ukłony dla Bergen za niesamowite przygotowanie, fenomenalną organizację, piękne trasy i widoki. To nie były moje pierwsze mistrzostwa, ale zdecydowanie najlepsze, na jakich do tej pory byłam. Drudzy w kolejności do podziękowań (a może pierwsi?) są fenomenalni kibice, amatorzy kolarstwa, a jednocześnie nasi gospodarze, bez których to wydarzenie wiele by w moich oczach straciło. No i oczywiście wielkie dzięki dla naszej kadry. Chłopaki, dziewczyny, widzieliśmy, że daliście z siebie wszystko i jesteśmy Wam za to wdzięczni. Kibicowanie Wam to sama przyjemność i będziemy za Wami jeździć wszędzie, gdzie tylko się da.

Wróciliśmy do domu samolotem, który był wypełniony przynajmniej w połowie osobami związanymi z kolarstwem – związkowcami, dziennikarzami, obsługą… Podczas lotu co chwila słyszałam kolejne rozmowy na temat niedzielnego wyścigu, porównywanie, ocenianie, gdybanie. Miła jest świadomość, że ci ludzie nie robią tego wyłącznie z powinności, ale także z pasji. Jak inaczej wytłumaczyć to, że rozmawiają o kolarstwie nawet po godzinach?

Treck

Nasz bilans po mistrzostwach wygląda następująco: trzy zdarte gardła, trzy nowe przyjaźnie, kilkaset zdjęć, kilkadziesiąt filmików, kilka napisanych artykułów. Do Bergen poleciało pięć podekscytowanych osób, a wróciło z niego pięciu usatysfakcjonowanych kibiców.