Fot. Trek-Segafredo

Coraz więcej drużyn i kolarzy stosuje hamulce tarczowe nie tylko na treningach, ale także podczas wyścigów. Prym w tej kwestii wiodą Tom Boonen i Marcel Kittel z drużyny Quick-Step Floors. Tymczasem ekipa Trek-Segafredo nie spieszy się do ścigania na „tarczówkach”, i deklaruje, że nie zamierza zmuszać swoich zawodników do ich używania.

Kolarzom drużyny Trek-Segafredo także nie jest obce trenowanie na rowerach wyposażonych w hamulce tarczowe, ale w najbliższym czasie nie skorzystają z nich w warunkach wyścigowych. Najbliższym możliwym terminem jest lipiec, ale nie stanie się to podczas Tour de France.

Zdaniem na temat hamulców tarczowych podzielił się z portalem Cyclingnews.com Matt Shriver, dyrektor techniczny w drużynie Trek-Segafredo. Nie widzi on w nich niczego złego, ale jednocześnie podkreślił, że potrzebny jest czas, aby kolarze i mechanicy mogli dokładnie przygotować się do korzystania z nich.

„To bardzo świeża rzecz – hamulce tarczowe bardzo różnią się od tradycyjnych, dlatego nie można tak po prostu zacząć stosować ich w wyścigach i oczekiwać, że wszystko będzie dobrze. Musimy dać kolarzom i mechanikom trochę czasu, aby potrenowali z nimi, nauczyli się czegoś o nich itd. Muszą po prostu czuć się z nimi komfortowo”, powiedział Matt Shriver.

Zgodnie z wcześniejszymi planami, na rowerze z hamulcami tarczowymi miał w Paryż-Roubaix wystąpić były zwycięzca tego wyścigu – John Degenkolb. Odstąpiono jednak od tej decyzji z powodu niedostatecznie dobrego według drużyny produktu, którego autorem jest marka Shimano. Zdaniem Trek-Segafredo nie spełnia ich wymagań i nie zapewnia stuprocentowego komfortu Johnowi Degenkolbowi.

„Czekamy aż Shimano zrobi nowe ‘tarczówki’. Chodzi bowiem o to, aby były one perfekcyjne, aby nie budziły żadnych wątpliwości. Shimano świetnie ustosunkowało się do naszych wytycznych, ale my po prostu za późno im o nich powiedzieliśmy. Musimy w związku z tym odłożyć naszą decyzję o tym, aby John wystartował w Paryż-Roubaix na rowerze z hamulcami tarczowymi”, poinformował Shriver.

BMC

Kontrowersje wokół hamulców tarczowych koncentrują się przede wszystkim na bezpieczeństwie. Według niektórych kolarzy mogą one powodować poważne kontuzje, których można byłoby uniknąć, gdyby w rowerze były zamontowane tradycyjne hamulce. W lutym kolarz Team Sky, Owain Doull, zamieścił w mediach społecznościowych zdjęcie rozciętego buta, czego sprawczynią miała być według niego tarcza hamulcowa Marcela Kittela, który wraz z Brytyjczykiem uczestniczył w kraksie podczas wyścigu Abu Dhabi Tour. Groźniejsza sytuacja miała miejsce w ubiegłorocznym Paryż-Roubaix – Fran Ventoso z Movistaru również podzielił się zdjęciem, z tym że, tym razem, rozciętej skóry przez – jego zdaniem – gorącą tarczę hamulcową.

„Myślę, że hamulce tarczowe są bezpieczne. Obecnie w peletonie mamy wiele rodzajów karbonowych kół z różnymi klockami i klejem do opon. Jest wiele spraw do wyjaśnienia, jeśli chodzi o hamowanie. O niektórych z nich powiedzieli już kolarze, chodzi bowiem o jednoczesne stosowanie zarówno hamulców tarczowych, jak i bardzo mało efektywnie działających tradycyjnych hamulców”, uważa Shriver.