fot. Lotto Intermarché

Taco van der Hoorn jest jednym z tych zawodników, którzy po sezonie 2026 wygasa zawodowy kontrakt. Holender niepokoi się o swoją przyszłość, gdyż wciąż nie wie, czy dane będzie mu się ścigać w następnym roku. Dotychczas nie otrzymał on propozycji przedłużenia współpracy z Lotto Intermarché, ale kontaktował się już z innymi zespołami.

Taco van der Hoorn przed sezonem 2026 przetrwał perturbacje związane z fuzją ekip Lotto i Intermarché – Wanty. 32-latek reprezentował drugą z tych marek przez 5 ostatnich lat jej samodzielnej działalności. W tym sezonie znalazł zatrudnienie w połączonej ekipie, ale z umową obowiązującą tylko na czas sezonu 2026. Niestety problemy natury fizycznej nie pomogły Holendrowi i w drugiej połowie października on sam nie wie, czy będzie mógł się nadal ścigać:

W tej chwili tak naprawdę nie mam pojęcia, co będę robił w przyszłym roku. Wciąż istnieje możliwość, że zostanę w moim obecnym zespole, ale równie dobrze mogę odejść. Jestem również w kontakcie z innymi zespołami, ale na razie nie jest to pewne. Może więc pójść w dowolnym kierunku. Całkiem możliwe, że nadal będę ścigał się w WorldTour w przyszłym roku, ale równie dobrze może się zdarzyć, że w ogóle nie znajdę zespołu.

– przekazał zawodnik z Rotterdamu. On sam zdaje sobie sprawę, że czas nie działa na jego korzyść. Nie zamierza składać jednak broni zwłaszcza, wyleczył już kontuzję ręki, jakiej nabawił się podczas Renewi Tour. Problemy z kolanami, które miewał w poprzednich latach także przestały mu doskwierać. Van der Hoorn jest otwarty także na inną rolę w drużynie, niekoniecznie stawiającą jego samego na piedestale. Nie wyklucza też przesiadki na gravel:

Mogę wspierać szybkiego zawodnika w płaskim terenie. Dokładnie tak, jak robi to Silvan Dillier na rzecz Mathieu van der Poela. Drużyna o tym wie i to do niej należy decyzja, co dalej. Jestem zawodowcem od 10 lat i wiem co potrafię, ale znam swoje ograniczenia. Nie będę nigdy góralem, ale na płaskim terenie jestem mocny. Jeśli nie zostanę w peletonie na kolejny sezon, to chętnie pomogę młodszym kolarzom w innej roli, albo przesiądę się na gravel. Mam kilka opcji, ale najbardziej chciałbym pościgać się jeszcze na szosie.

– zakończył.

 

Poprzedni artykułLudzie toru – powstał film dokumentalny o kolarstwie torowym
Następny artykułFlorian Lipowitz sonduje możliwość startu w klasykach
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
love_velo
love_velo

Ktoś tak wyluzowany jak Taco van der Hoorn, to najlepszy antydepresant.
To jak jeżdżący na rowerze psychoanalityk i kanapa w jednym.
Jego telewizyjny wywiad po wygranym etapie na Giro przeszedł historii „Wyjrzałem za siebie i pomyślałem: ja pier…ę, chyba mi się uda” (w oryginale: *”what the f*k, I’m going to make it”*).