fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Metę wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 przecięło w sumie 3 z 4 biało-czerwonych, a jednym z nich był Filip Maciejuk. Po naszym specjaliście od jazdy na czas ciężko było wiele oczekiwać, ale przed nim jeszcze start w konkurencji, w której ten czuje się zdecydowanie lepiej. Czy niedzielne zmagania były okazją do dobrego przepalenia nogi?

Za nami ostatni z wyścigów ze startu wspólnego w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026. Jego bohaterami byli kolarze elity mężczyzn, którzy postawili na bardzo mocne, szybkie ściganie, wykręcając finalnie średnią prędkość niemal 46 km/h. Ta zapewne byłaby jeszcze wyższa gdyby nie fakt, iż stawka 5-krotnie musiała wspiąć się pod selektywną Možjancę (2,1 km; 10,3%). To tam kontakt z peletonem w pewnym momencie stracił Filip Maciejuk, który finalnie dojechał w jednej z dalszych grup plasując się na dokładnie 58. pozycji. Czy dzisiejszy start był dla 27-latka dobrym przepaleniem nogi przed środową czasówką?

Oh [śmiech]. Noga jest na pewno przepalona przed czasówką. Ogólnie moje nogi są dobre, ale dziś wiedziałem, że trasa jest trochę za ciężka. Ten podjazd jest dla mnie za stromy, ale jest w porządku. Teraz zobaczymy co z miksem, ale na pewno przede mną jeszcze indywidualna czasówka, na którą czekam

— zaczął Filip Maciejuk.

Možjanca (2,1 km; 10,3%) zbiera bardzo różne recenzje – jedni mówią, że to podjazd, który nie jest wcale aż tak straszny, jak go malują, inni śmieją się, że takich ścianek na rowerze czasowym jeszcze nigdy w życiu nie jechali i w środę może być „naprawdę wesoło”. Jak tę wspinaczkę przejechaną w tempie wyścigowym ocenia nasz reprezentant, aktualny wicemistrz, a w przeszłości 2-krotny mistrz Polski elity w jeździe indywidualnej na czas?

Można było się spodziewać, że te 10, prawie 10,5% takie będzie i mówi to samo za siebie. Nie zaskoczyło mnie to ani nic, ale cóż [śmiech] – dla mnie, dla 80-kilogramowego zawodnika nie jest łatwo jeździć po takich podjazdach. Wolałbym górkę taką na dużą tarczę, ale jak mówiłem noga jest przepalona i po prostu walczymy dalej

— kontynuował reprezentant Polski, którego dopytałem, czy mierzył się już w życiu z podobnymi nachyleniami na rowerze czasowym.

Myślę, że jechałem już takie podjazdy na kozie, ale to na pewno będzie specyficzne. Nie będzie się można zadusić na tym podjeździe, po prostu trzeba jechać swoje i tyle

— odpowiedział Filip Maciejuk.

Wspomniałem dorobek 27-latka jeśli chodzi o mistrzostwa Polski w kategorii elity, ale ten obejmuje także wiele solidnych międzynarodowych startów, w tym 8. lokatę z Renewi Tour z 2024 roku czy 20. i 16. pozycję z Mistrzostw Europy w elicie z odpowiednio 2022 i 2024 roku. Czy teraz nasz reprezentant stawia sobie jakiś konkretny cel w postaci np. poprawy tamtych wyników?

Nie, nie, nie. Chcę po prostu dać z siebie wszystko, pojechać swoje i zobaczymy co to przyniesie. Wiadomo jak jest i chciałbym za linią mety czuć, że więcej nie mogłem, być z siebie i swojej jazdy zadowolonym. To jest najważniejsze

— mówił reprezentant Polski, któremu na koniec zadałem klasyczne pytanie – czego Państwo, polscy kibice, powinni 27-latkowi życzyć przed tym kolejnym startem?

Powodzenia i po prostu trzymajcie kciuki za całą reprezentację!

— zakończył Filip Maciejuk.

Jeśli chodzi o program Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, to w poniedziałek organizatorzy zaplanowali dzień przerwy. Po nim, we wtorek, rozegrane zostaną drużynowe sztafety juniorów oraz elity, by w środę miejsce miała jazda indywidualna na czas dla wszystkich 6 obecnych tu kategorii. Jeśli chodzi o elitę mężczyzn, to w czasówce, której start awizowany jest na 16:15, oprócz Filipa Maciejuka reprezentować ma nas także Michał Kwiatkowski.

W Šenčur z reprezentantem Polski rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułGiulio Ciccone: „Przede wszystkim chciałbym pogratulować Remco”
Następny artykułMistrzostwa Europy Gran Fondo 2026: Dwa medale dla Polski na zakończenie zmagań
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze