fot. UAE Team Emirates

Pod nieobecność najlepszego w dwóch ostatnich edycjach mistrzostw świata Tadeja Pogačara mamy pewność, że pod koniec sezonu 2026 oraz przez niemal cały sezon 2027 w tęczowej koszulce prezentować będzie się nowy zawodnik. Czy będzie to jednak któryś z byłych jej posiadaczy, czy też ktoś zdobędzie ją po raz pierwszy w karierze? Przekonamy się już w niedzielne popołudnie, a właściwie wieczór. Oto przed nami ostatni akt Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026.

1921 roku sięga historia mistrzostw świata w kolarstwie szosowym. Za nami masa edycji, a każda z nich na swój sposób zapisała się gdzieś w dziejach tego pięknego sportu. Nie inaczej będzie zapewne podczas 99. czempionatu, który ma miejsce w kanadyjskim Montréalu, gdzie finałowym aktem zmagań będzie wyścig ze startu wspólnego mężczyzn, czyli jedyna konkurencja, która jest rozgrywana niemal w każdej edycji tych zawodów – zabrakło jej jedynie w programie Mistrzostw Świata 1931 w Kopenhadze, gdzie kolarze walczyli wyłącznie w jeździe na czas.

Jeśli chodzi o zmagania zawodowców to tu historia sięga właściwie nie 1921, a 1927 roku, a pierwszym mistrzem został legendarny Alfredo Binda. Włoch jest zresztą jednym z pięciu zawodników, którym tęczową koszulkę udało się wywalczyć trzykrotnie – czynili to także Eddy Merckx, Peter Sagan, Óscar Freire oraz Rik Van Steenbergen. Długo wydawało się, że w 2026 roku o dołączenie do tego grona powalczy najlepszy w dwóch ostatnich edycjach Tadej Pogačar, ale Słoweńca wyeliminowała z tegorocznego startu kraksa mająca miejsce podczas Vuelta a España. Na starcie zobaczymy w sumie 4 byłych mistrzów świata w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn, a każdy z nich ma w swoim dorobku po jednym tytule. Są nimi Michał Kwiatkowski (2014), Mads Pedersen (2019), Remco Evenepoel (2022) oraz widoczny na zdjęciu opisującym tekst Mathieu van der Poel (2023).

Na czele tabeli wszech czasów jest Belgia, czyli kraj, którego reprezentanci triumfowali aż 26-krotnie. Dwucyfrową liczbę złotych medali mają także Włochy (19) i Francja (10), a w sumie przedstawiciele 17 nacji zdobywali w historii tęczową koszulkę. Wśród nich jest Polak – Michał Kwiatkowski był najlepszy przez 12 laty, swój medal wywalczył także Zbigniew Spruch – 2. zawodnik czempionatu z 2000 roku. W tym roku o zmianę tego stanu rzeczy powalczą Mateusz Gajdulewicz (na co dzień ATT Investments, numer startowy 142), Jakub Kaczmarek (Voster Team, nr 143), Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS, nr 144) oraz Piotr Pękala (ATT Investments, nr 145). Wystarczy jednak tej historii, a spójrzmy na to co przed nami – niedzielny wyścig zapowiada się przecież naprawdę pasjonująco.

Program 7. dnia Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026
  • 15:00 – wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn (273,7 km | 3803 m)
Trasa

Na elitę mężczyzn czeka drugi z wyścigów, który opuści Montréal. Start ulokowany został bowiem nieco na wschód od kanadyjskiej metropolii, w miejscowości Brossard, a do znanych już doskonale rund z metą przy Parc Jeanne-Mance w Montréalu prowadzić będzie długi na przeszło 100 kilometrów dojazd. Po nim panowie do przejechania będą mieli jeszcze 12 okrążeń, a każde z nich mierzy 13,4 kilometra o łącznym przewyższeniu 269 metrów. Składa się na to kilka hopek, w tym przede wszystkim Côte Camillien-Houde (1,9 km; 7,1%), Côte de Polytechnique (780 m; 6%) oraz Pagnuelo (535 m; 7,5%). Sama ostatnia prosta również nie jest najłatwiejsza – ostatnie 400 metrów to średnio 6% nachylenia, a poprzednie wyścigi pokazały, że finiszowanie bardzo łatwo zacząć na niej dużo za wcześnie.

Pogoda

Po kilku dniach, podczas których w Montréalu mieliśmy spore amplitudy temperatur, niedziela zapowiada się zaskakująco stabilnie – na starcie zawodników przywita około 15 stopni Celsjusza, zaś w najcieplejszym momencie dnia słupki rtęci mają pokazywać niespełna 20 takowych. Na niebie ponownie ma być dość pochmurnie z delikatnymi szansami na przelotny deszcz pod koniec rywalizacji, zaś wiatr w porywach może osiągać nawet do 30 km/h z kierunku północnego.

Faworyci rywalizacji elity mężczyzn

Zapewne ilu kibiców, tyle opinii, a w sekcji komentarzy wybuchnie niemała wojna, ale moim zdaniem listę faworytów niedzielnych zmagań otwiera Remco Evenepoel. 26-letni Belg ma za sobą różne sezony, można o nim mówić wiele, ale wydaje się, że w 2026 roku udało mu się wreszcie odnaleźć wręcz szaloną regularność. Mistrz świata z 2022 roku w każdym z 14 wyścigów, w których wziął udział w tym sezonie, uplasował się w czołowej „10”, w tym wiele z nich wygrał. Wiem, jego łupem nie padła próba generalna w ramach Grand Prix Cycliste de Montréal, ale jednak na jej wyniki należy brać delikatną poprawkę – zawodnicy się tam wzajemnie testowali, a ściganie w barwach klubowych mimo wszystko nieco różni się od zmagań w reprezentacyjnych trykotach. Za Remco Evenepoelem przemawia nie tylko jego regularność, ale i zdolność do samotnej jazdy w tempie, w którym trudno go dogonić. Jeśli tylko rywale odpuszczą Belga, to ten może samotnie pomknąć do mety i tyle go będą widzieli. Jeśli jednak doszłoby do finiszu pod górę, to niezależnie od rozmiaru grupki faworytów, 26-latek nadal może być w niej jednym z najszybszych kolarzy na tego typu końcówce. Pierwszy w historii 4-krotny z rzędu mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas ma też wreszcie w sobie jakiś dar do bicia kolejnych rekordów i robienia rzeczy wielkich w najważniejszych imprezach, a przed nim kolejna szansa na zostanie pierwszym w historii, który będzie posiadał jednocześnie tęczową koszulkę zarówno w wyścigu ze startu wspólnego, jak i w jeździe indywidualnej na czas. W Wollongong zabrakło do tego niespełna 10 sekund podczas czasówki, przed rokiem zaś lepszy był tylko nieobecny tu Tadej Pogačar. Do 5. razy sztuka?

Rok temu marzenia Remco Evenepoela zabił jeden z kolarzy UAE Team Emirates-XRG, może i tym razem będzie podobnie? Po zwycięstwie w Grand Prix Cycliste de Montréal niewątpliwie z dużą pewnością siebie do niedzielnych zmagań może przystąpić Isaac del Toro (Meksyk). Choć 22-latek nie może liczyć na wsparcie mocnej reprezentacji, to poprzednie wyścigi jasno pokazały, że na pewnym etapie rywalizacji i tak każdy najprawdopodobniej będzie zdany wyłącznie na siebie. Młody kolarz ma za sobą naprawdę genialny sezon i cały czas jest w świetnej formie, ale czy to już jest moment na zdobycie tęczowej koszulki? Na dystansach powyżej 220 kilometrów Meksykanin dotychczas miewał problemy, a w niedzielę do przejechania będą aż 273 kilometry. To może odegrać sporą rolę.

Długość wyścigu niewątpliwie jest też tym, co stawia pewien znak zapytania przy kandydaturze do złota wysuwanej przez Paula Seixasa (Francja). 20-latek, w stosunku do swojego o niemal 3 lata starszego rywala, może się już co prawda pochwalić 2. lokatą w Liège-Bastogne-Liège (niemal 260 km), ale zeszłoroczne Mistrzostwa Świata w Kigali czy Il Lombardia pokazują, że i on jeszcze w tej materii cały czas jest zawodnikiem nieco niepewnym. Mam tu na myśli walkę o pełną pulę – to, że Francuz będzie w czołówce wydaje się bowiem być dość oczywiste, ale to gwiazdy jego formatu nie zadowalają się np. lokatą w czołowej „10”.

Właśnie ta zdolność do wytrzymywania trudów morderczych wyścigów i jakże cenne doświadczenie sprawia, że wiele osób wierzy mocno w Mathieu van der Poela (Holandia). Co prawda dla 31-latka to może być nieco za trudna trasa i można się obawiać, że przy walce na najdłuższym z podjazdów ten będzie nieco tracił kontakt z głównymi rywalami, ale już reszta miejskiej rundy będzie sprzyjała świetnemu technicznie Holendrowi, który ostatnio udowodnił swoją świetną dyspozycję samotną szarżą po zwycięstwo na ostatnim etapie Skoda Tour de Luxembourg. Mathieu van der Poel to jeden z tych kolarzy, który nic nie musi, ale może naprawdę wiele i z pewnością ten podejmie walkę o swoją 2. tęczową koszulkę.

Jeśli jest jeden „Van”, to pora i na drugiego. Wout van Aert (Belgia) na wielkich imprezach regularnie miewał syndrom „drugiego” i w tym roku wydaje się, że nawet wewnątrz własnej reprezentacji 32-latek może mieć przyklejoną taką łatkę. To jednak paradoksalnie może być dla niego pomocne – podczas gdy stawka będzie się musiała przejmować Remco Evenepoelem, ten może np. odmawiać pracy i czekać na dogodny moment do ataku bądź nawet finisz. Belg nie jest już tak szybki jak jeszcze kilka lat temu, ale jednocześnie dziś wydaje się być dużo bardziej regularny na podjazdach. Ashlin Barry potrafił pojechać jak „typowy diesel” po złoto wśród orlików, może jego starszy kolega z Team Visma | Lease a Bike zrobi coś podobnego w elicie?

Po zeszłorocznym brązowym medalu mnóstwo pewności siebie zyskać musiał Ben Healy (Irlandia). Choć 26-latek ma za sobą dużo słabszy sezon niż rok temu, to jednak 8. lokata w tegorocznym Grand Prix Cycliste de Montréal pokazała, że jego dyspozycja ostatnio jest niezła i myślę, że to może być jeden z zawodników, który spróbuje zaskoczyć wcześniejszym atakiem. Patent na imprezy mistrzowskie ma za to Toms Skujiņš (Łotwa), który w ostatnich latach był 8. w Glasgow, 5. w Paryżu (Igrzyska Olimpijskie), 4. w Zurychu oraz 5. w Kigali. Wiem, że 35-letni Łotysz nie jest pierwszym zawodnikiem, o jakim pomyśli większość z Państwa w kontekście walki o czołowe lokaty, ale ta seria naprawdę robi wrażenie i warto o niej pamiętać w kontekście tegorocznych zmagań.

Jeśli chodzi o moc drużyny, to być może najmocniejszą w całej stawce dysponują Włosi. Jeśli tylko Italia zdoła pogodzić interesy każdego z zawodników i spróbuje je przekuć w wynik jednego z nich, to może się to dla nich skończyć naprawdę solidnie. Jednocześnie istnieje też ryzyko, że zamiast tego kadra ta skończy z kilkoma kolarzami w drugiej czy trzeciej „10”. Kto będzie reprezentował Włochy? Przede wszystkim wielką nadzieją Italii wydaje się być Giulio Ciccone, który ostatnio potwierdził dobrą formę 2. miejscem w Grand Prix Cycliste de Québec i 7. lokatą w Grand Prix Cycliste de Montréal. Bardzo dobrą dyspozycję pokazywali ostatnio także Giulio Pellizzari, Davide Piganzoli i Christian Scaroni, a wszystkich zaskoczyć może zeszłoroczny mistrz świata do lat 23, czyli Lorenzo Mark Finn, który w tym roku postanowił rzucić wyzwanie największym gwiazdom światowego peletonu. Czy w tym szaleństwie będzie metoda? Moim zdaniem jeszcze nieco za wcześnie na sukces 19-latka, ale jednocześnie z tyłu głowy czuję, że mogę tych słów szybko pożałować.

Z ogromnymi ambicjami na starcie stanie z pewnością także Tom Pidcock (Wielka Brytania). 27-latek ma za sobą dużo mniej regularny sezon niż np. Remco Evenepoel, ale jeśli już Brytyjczyk ma swój dobry dzień, to potrafi namieszać. Ostatnie wyniki? Zwycięstwo w GP Industria & Artigianato, 4. lokata w Grand Prix Cycliste de Québec i 6. miejsce w Grand Prix Cycliste de Montréal. To brzmi jak naprawdę solidny dowód na to, że Tom Pidcock jest gotowy na walkę o medale, a w tej wspierać go będą m.in. coraz mocniejszy w ostatnim czasie Oscar Onley oraz znający smak zwycięstwa w Montréalu z klasyku rozegranego w 2023 roku Adam Yates.

O tym, jak wygrywa się na kanadyjskiej ziemi wie także Brandon McNulty (USA). 28-latek w swojej karierze w Grand Prix Cycliste de Montréal był kolejno 16. (2018), 13. (2023), 1. (2025) oraz 3. (2026), a warto pamiętać, że w debiucie był tylko anonimowym kolarzem Rally Cycling, później zaś pełnił każdorazowo rolę pomocnika w UAE Team Emirates-XRG. Nie wiem co sprawia, że Amerykanin aż tak świetnie odnajduje się właśnie na tej trasie, ale jego umiejętności w jeździe na czas mogą być kluczowe gdyby udało mu się znaleźć przed grupą faworytów. Kadra zza południowej granicy Kanady może zresztą liczyć nie tylko na Brandona McNulty’iego, ale i szalenie regularnego w długich klasykach Quinna Simmonsa – 25-latek może się pochwalić m.in. 9. miejscem podczas Mistrzostw Świata w Zurychu, 3. lokatą w zeszłorocznym Grand Prix Cycliste de Montréal i 4. pozycją w tym sezonie czy 4. miejscem w zeszłorocznej Il Lombardii. Choć wydaje się, że Amerykanin jest na tę trasę nieco zbyt masywny, to jednak historia jego wyników rzuca zupełnie inne światło na jego ewentualną kandydaturę do walki o medale. Trzecią opcją amerykańskiej kadry jest tymczasem Matteo Jorgenson – 27-latek co prawda nie ma wyników, które czyniłyby go kandydatem do zwycięstwa, ale to nadal na tyle solidny zawodnik, że warto zwrócić na niego uwagę.

Bardzo ciekawi mnie co w Kanadzie pokaże Enric Mas (Hiszpania). Po ostatnich przygodach Juana Ayuso wydaje się, że to właśnie 31-letni zwycięzca tegorocznej Vuelta a España powinien być jedynym liderem swojej kadry, która podczas tegorocznego czempionatu może się pochwalić szaloną skutecznością – Hiszpanie są liderami klasyfikacji medalowej z aż trzema złotymi krążkami. Przełamany triumfem w domowej trzytygodniówce Enric Mas może być czarnym koniem zmagań w Montréalu, a warto pamiętać, że to kolarz, który już wiele razy pokazywał, że potrafi jeździć trudne klasyki. W Il Lombardii bywał już 2. (2022) i 5. (2025), mistrzostwa świata kończył w 2024 roku na 8. pozycji.

Jeśli zerkamy w stronę kolarzy, którzy w drodze do światowego czempionatu przejechali Vuelta a España, to na starcie w Kanadzie melduje się także 2. w klasyfikacji generalnej hiszpańskiej trzytygodniówki Primož Roglič (Słowenia) oraz 3. Felix Gall (Austria). Wydaje mi się jednak, że choć obaj będą wyraźnymi liderami swoich reprezentacji, to jednak ci nie powinni odegrać pierwszoplanowych ról w aż tak gwiazdorskiej stawce, jaką zobaczymy podczas niedzielnego wyścigu. Z Hiszpanii za ocean wyruszyli także m.in. najlepszy góral La Vuelty, czyli Santiago Buitrago oraz 10. w klasyfikacji generalnej Harold Tejada (obaj Kolumbia) czy najlepszy na ostatnim etapie Tobias Halland Johannessen (Norwegia).

Jak widać powoli przechodzimy do kolarzy, którzy mogą spróbować swoich sił, ale ciężko nazwać ich głównymi faworytami. W tym gronie niewątpliwie jest Afonso Eulálio (Portugalia), czyli 9. kolarz zeszłorocznego czempionatu, który ostatnio zajął 9. lokatę także i w Grand Prix Cycliste de Montréal. Na 15. pozycji kanadyjski klasyk zakończył przed dwoma tygodniami Jhonatan Narváez (Ekwador), który jednak wówczas był tylko jednym z pomocników zwycięzcy i warto o tym pamiętać – ten teraz pojedzie na swoje konto. Dobrą formę w podczas kanadyjskich jednodniówek zaprezentowali także Anthon Charmig (Dania), Guillermo Thomas Silva (Urugwaj) czy Michael Matthews (Australia).

Powoli zmierzając do końca tego najszerszego grona faworytów, na wyróżnienie na liście startowej zasługują także Florian Lipowitz (Niemcy), Mathias Vacek (Czechy), Jan Christen, Marc Hirschi i Mauro Schmid (Szwajcaria), Georg Zimmermann (Niemcy) czy Alex Baudin (Francja).

Reprezentacja Polski wystąpi w 4-osobowym składzie, a jej liderem będzie Michał Kwiatkowski. Nie ma tu co pompować balonika czy zakłamywać rzeczywistości – jedna z czołowych lokat byłaby w tym roku sporą niespodzianką, choć niewątpliwie 36-latek potrafi rozgrywać tego typu wyścigi i wykorzystywać swoje atuty gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. U boku mistrza świata z Ponferrady wystąpią Piotr Pękala, Jakub Kaczmarek oraz Mateusz Gajdulewicz. Z ostatnim z wymienionych mogą Państwo przeczytać rozmowę przedstartową dostępną pod tym linkiem.

Transmisja

Wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn zostanie pokazany od startu do mety w Eurosporcie 1 oraz HBO Max / Playerze. UCI prowadzi także relację dostępną na ich kanale YouTube, aczkolwiek Polska znajduje się na liście państw z blokadą regionalną. Koniecznie będzie w tym wypadku zatem skorzystanie z np. VPNa.

  • elita mężczyzn: 15:00-22:00
Lista startowa

Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026:
Poprzedni artykułMateusz Gajdulewicz: „Niech kibice życzą dobrego dnia dla całej naszej czwórki”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze