fot. Team Picnic PostNL

Choć mogłoby się wydawać, że kolarski sezon 2026 zbliża się ku końcowi, jest taki zawodnik, który cały czas marzy o tym, by na powrót zacząć się ścigać. Jest nim Max Poole, który z powodu wirusa Epsteina-Barra nie rywalizuje od lutego. Jest jednak mała nadzieja, że zawodnik Team Picnic PostNL jeszcze w październiku przypnie numer startowy do swojej koszulki.

Kiedy w 2025 roku Max Poole zajął 11. miejsce w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia wydawało się, że Team Picnic PostNL doczekał się nie tylko solidnego zawodnika na tygodniówki, ale i będzie miał nowego lidera na wielkie toury. Kolejne miesiące były jednak dla obecnie 23-letniego Brytyjczyka wręcz tragiczne – najpierw ten nie ukończył Critérium du Dauphiné, a chwilę później wycofał się z Tour de Pologne i zakończył ściganie w sezonie 2025. Przyczyną okazał się być wirus Epsteina-Barra, z którym walczono przed nowym rokiem. Wydawało się, że Max Poole uporał się z problemami i zobaczyliśmy go w lutym tego roku na starcie Figueira Champions Classic (14.02) oraz Volta ao Algarve (18-22.02), ale niestety choroba nawróciła, a wciąż dość młody kolarz ponownie zniknął z peletonu. O sytuacji swojego podopiecznego wypowiedział się teraz Matt Winston, dyrektor sportowy Team Picnic PostNL.

Wirus Epsteina-Barra, który go dopadł, wymaga długiego okresu rekonwalescencji. Każdy organizm reaguje na niego inaczej. Lekarze naszego zespołu, a także inni eksperci w tej dziedzinie, twierdzą, że nie da się określić konkretnego terminu powrotu do sportu. Wszystko zależy od osoby. Można zacząć budować formę, a potem dojść do punktu, w którym osiąga się limit. Wtedy trzeba znowu odpuścić. Dwa kroki naprzód, jeden w tył. Zeszłej zimy Max zdawał się zmierzać w dobrym kierunku, ale podczas pierwszych wyścigów jego ciało nie czuło się najlepiej. Potem nastąpiła kolejna faza budowania formy, aż do kolejnego niepowodzenia na początku lipca. Po okresie rekonwalescencji Brytyjczyk znów się rozkręca. Każdy dzień wciąż jest inny. Niczego nie możemy wymuszać, bo to nie pomaga. Mamy nadzieję, podobnie jak Max, że będzie mógł wystartować w kilku wyścigach pod koniec sezonu, np. w październiku. Ale to wciąż bardzo niepewne

— opowiadał Matt Winston w rozmowie dla WielerFlits, który następnie podkreślił, że ewentualny powrót ma bardziej znaczenie psychologiczne niż jest związany z nadziejami na dobry wynik sportowy.

Nie oczekujemy, że Max wróci do formy wyścigowej w tym roku. Chodzi raczej o to, żeby spróbować. To może być dobre dla jego umysłu i ciała. Ale jeśli się nie uda, nie będziemy niczego wymuszać. Jeśli znów zacznie się ścigać, to już samo w sobie będzie sukcesem. Absolutnie nie oczekujemy, że od razu będzie latał. Max również ma wpływ. Właściwie to on tu rządzi. Zna swoje ciało i wie, jak się czuje. Więc to on w dużej mierze decyduje. To młody chłopak, który po prostu chce się ścigać. To bardzo utrudnia sprawę. Ciągle słyszy też pytania pt. „Kiedy wracasz?”, „Jak ci idzie?”. Dla młodego sportowca, który pragnie tylko ścigać się, jest to frustrujące. Zwłaszcza że jest bardzo utalentowany

— kontynuował 39-letni Brytyjczyk.

Dla Team Picnic PostNL nieobecność 23-latka jest tym bardziej ciężkim ciosem, że to właśnie Max Poole miał być liderem tej ekipy na ten rok. Holenderska formacja tymczasem plasuje się na dopiero 30. miejscu w rankingu UCI z gigantyczną stratą punktową do pozycji, które gwarantowałyby utrzymanie na poziomie UCI World Tour na lata 2029-31.

Poprzedni artykułMontréal 2026: Oficjalna lista startowa wyścigu ze startu wspólnego elity kobiet
Następny artykułMistrzostwa Świata 2027: Poznaliśmy program i oficjalne trasy
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze