Długo czekał na to zwycięstwo, ale się go doczekał. Radosław Frątczak wygrał ostatni etap 37. edycji Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków i w ten sposób osiągnął to, na co liczył – otworzył swój worek triumfów w barwach Wibatech Lubelskie Perła Polski. 23-latek nie krył zadowolenia z tego powodu.
Gdy po 3. etapie tegorocznego Międzynarodowego Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków (UCI 2.2) w dorobku Radosława Frątczaka pojawiły się trzy 2. lokaty, zawodnik ten nie krył pewnego rozczarowania tym faktem. Padło słowo klątwa, ale jednocześnie 23-letni sprinter podkreślał, że z dnia na dzień jest bliżej zwycięstwa i liczy na to, ze uda mu się „otworzyć swój worek zwycięstw w nowym zespole„. Cierpliwość kolarza, który tej zimy zamienił Voster ATS Team na Wibatech Lubelskie Perła Polski, a specjalista od ostatnich etapów (to tak odniósł 5 z 7 zwycięstw UCI w swojej karierze) zdołał zwyciężyć na Rynku w Jaworznie.
Po naprawdę super robocie chłopaków udało się, to jest taka wisienka na torcie. Czuję, że presja troszeczkę mi teraz odpuściła po tym zwycięstwie. Otworzyłem swój worek zwycięstw i liczę, że teraz przyjdą kolejne, bo nogi są dobre, czuję się naprawdę nieźle
— zaczął Radosław Frątczak.
Ten sukces nie był ważny wyłącznie dla kolarza Wibatech Lubelskie Perła Polski, ale i całej jego ekipy. Za metą było widać, jak cały zespół bardzo mocno świętował zwycięstwo 23-latka, a po chwili podopieczni Wiesława Ciasnochy dowiedzieli się także, że ich łupem padła klasyfikacja drużynowa. Na ten wynik zapracował bowiem nie tylko sam sprinter, ale i towarzyszący mu w tym wyścigu Bartłomiej Proć, Mateusz Kostański, Kacper Doppke, Kacper Majewski i Alan Banaszek. Radosława Frątczaka tymczasem zapytałem na bazie tego, co zarejestrowały kamery kto świętował bardziej – on sam czy jednak jego koledzy?
Tego nie wiem, ale radość była po prostu duża, bo na tym wyścigu nie mieliśmy długo szczęścia. Gdzieś były 2-3 kraksy, defekty, ale pomimo tego jesteśmy w stanie wygrać klasyfikację drużynową, etapową i jest po prostu super, każdy się cieszy jednakowo. Robimy swoje
— kontynuował 23-latek.
Stawką ostatniego etapu 37. edycji Międzynarodowego Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków było dla Radosława Frątczaka nie tylko zwycięstwo etapowe, ale i powrót na 2. miejsce w klasyfikacji generalnej, które zajmował przez większość tej imprezy, a które po przedostatnim odcinku stracił. Czy kolarz Wibatech Lubelskie Perła Polski myślał i o tym w trakcie rywalizacji, czy jednak to zostało osiągnięte gdzieś mimochodem?
Miałem walczyć na premiach o sekundy, żeby awansować, ale przez ten odjazd, który pojechał, straciłem tą szansę i zacząłem gdzieś się lekko stresować pod koniec, bo wiedziałem, że muszę dobrze zafiniszować. Zafiniszowałem najlepiej jak potrafiłem, udało się wygrać, także jest i to 2. miejsce, z którego naprawdę cieszymy się
— mówił Radosław Frątczak.
Jeśli chodzi o lotne premie, to bonifikaty na nich faktycznie zgarnęła 5-osobowa ucieczka dnia. Nim jednak ta się zawiązała, na pierwszych 20-stu kilometrach rywalizacji oglądaliśmy pojedynek na rantach, gdzie w pewnym momencie zawiązała się około 10-osobowa czołówka, w składzie której było m.in. 4 zawodników ATT Investments czy właśnie sprinter Wibatech Lubelskie Perła Polski. Czy obecność 23-latka w tej grupie była efektem tego, że został on niejako oddelegowany do pilnowania Marcelego Bogusławskiego i innych groźnych kolarzy?
Przez cały wyścig jako zespół obserwowaliśmy kto odjeżdża, ale tutaj odjechała taka śmietanka tego wyścigu i po prostu wiedziałem, że muszę tam być osobiście. Było bardzo ciężko, chłopacy troszkę mnie zaskoczyli tym atakiem, myślałem, że ataki zaczną się nieco później, ale przeskoczyłem, byłem gdzie należy i pilnowałem swojej pozycji. Niestety będą już na czele nie mogłem dać zmiany, wiadomo jak jest…
— kontynuował Radosław Frątczak, w którego głosie pojawiło się jakby rozczarowanie tym, że ta akcja finalnie rozjechała się, a peleton połączył się. Jednocześnie nie ma co się dziwić postawie zawodnika Wibatech Lubelskie Perła Polski – to rywale mieli w tamtej grupie przewagę liczebną, zatem w jego interesie było poczekanie na swoich klubowych kolegów, co finalnie przyniosło mu dobre rozprowadzenie i triumf na ulicach Jaworzna. Teraz, po tej premierowej wygranej, jak wyglądają dalsze plany startowe 23-latka?
Z takich, powiedzmy pobocznych celów, teraz przed nami 2 klasyki wyszehradzkie i cykl wyścigów na Mazowszu, ale takim głównym celem pozostaje to, że chciałbym wystartować w Tour de Pologne, naszym narodowym tourze i tam się pokazać. A co dalej? Zobaczymy, co jeszcze sezon przyniesie
— zakończył Radosław Frątczak.
W Jaworznie ze zwycięzcą 5. etapu „Solidarki” rozmawiał Jakub Jarosz.









