Lider Alpecin-Deceuninck nie ukrywa, że jego celem jest ponowne założenie żółtej koszulki lidera. Holender ma na swoim koncie 60 zawodowych zwycięstw, ale liczy na więcej.
Już za kilka dni rozpocznie się Tour de France, a jednym z kolarzy, na których skupiona będzie uwaga kibiców, jest Mathieu van der Poel. Holender podkreśla, że kluczowy może okazać się już pierwszy etap rozgrywany w formule drużynowej jazdy na czas.
– W teorii powinniśmy pojechać dobry wyścig drużynowy z zawodnikami, których mamy. To bardzo specyficzna konkurencja, ale byłoby świetnie osiągnąć dobry wynik. Mamy nadzieję sprawić niespodziankę, choć będzie trudno. Poświęciliśmy sporo czasu na przygotowania
– powiedział w rozmowie z holenderską stacją NOS.
Jak przyznaje Van der Poel, mocny początek ma pozwolić mu walczyć o prowadzenie w klasyfikacji generalnej w pierwszych dniach wyścigu:
– Plan jest taki, aby pozostać w grze i spróbować powalczyć o żółtą koszulkę w kolejnych etapach. Musimy jednak pozostać realistami. To będzie bardzo trudne, ale spróbujemy.
Mistrz świata z Glasgow nie analizuje jednak całej trasy z wyprzedzeniem. Woli koncentrować się na kolejnych dniach rywalizacji.
– Nie przejrzałem jeszcze dokładnie całej książki wyścigu. Wolę podchodzić do Tour de France dzień po dniu. W ubiegłym roku wszystko układało się bardzo dobrze aż do momentu, gdy dopadła mnie infekcja płuc. Mam nadzieję, że w tym roku rozpocznę wyścig w podobnej formie, powalczę o etapowe zwycięstwa i zanotuję kilka dobrych wyników. To będzie dla mnie udany Tour
– przyznał.
Pierwszą okazję do walki o sukces Van der Poel może otrzymać już drugiego dnia rywalizacji. Etap w Barcelonie z kilkukrotnym podjazdem pod Montjuïc wydaje się idealnie odpowiadać jego charakterystyce. Holender studzi jednak oczekiwania.
– To etap, który powinien mi odpowiadać, ale wszystko będzie zależało od tego, jakie plany będą mieli Tadej Pogačar, Jonas Vingegaard i Remco Evenepoel. Dzisiaj praktycznie zawsze walczą o takie etapy, a to bardzo utrudnia zadanie. Mimo wszystko spróbujemy
– dodał.
31-latek podkreśla również, że z biegiem lat zmieniło się jego podejście do ścigania. Choć nadal chce wygrywać największe wyścigi, nie odczuwa już presji, jaka towarzyszyła mu wcześniej.
– Dziś wszystko, co osiągam, jest wartością dodaną. Niczego nie muszę już udowadniać i dzięki temu czerpię z kolarstwa jeszcze większą przyjemność. Moja kariera i tak jest już bardzo udana. Oczywiście nadal wywieram na sobie presję i chcę wygrywać największe wyścigi, ale jeśli się nie uda, będę potrafił to zaakceptować
– zakończył Van der Poel.










Mathieu van der Poel wg ekspertów od biomechaniki ruchu…jest „błędem natury”.Analiza w
https://wielerrevue.nl/artikel/679872/is-de-unieke-rijstijl-van-mathieu-van-der-poel-zijn-grootste-geheim-of-een-serieus-risico-voor-zijn-rug?
opisuje, że jego lewa noga – kolano, kiedy wykonuje ruch, schodzi do środka, przez co większość kolarzy nabawiłby się kontuzji. Ale u niego ciało to kompensuje i wyzwala większą moc.
🙂
Mati, to już dojrzały zawodnik i , jak sam sugeruje, niczego nie musi udowadniać. Na pewno wygra jeszcze nie jeden wyścig, ale też czuje, że koniec kariery jest już bliski.