Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) w ostatnim czasie bardzo chętnie wypowiada się dla różnych mediów. Tym razem Słoweniec rozmawiał z Tuttobiciweb, gdzie opowiedział o minusach związanych z byciem zawodowym kolarzem.
Niedawno reprezentant Słowenii mówił o tym, że bardzo ceni sobie różnorodność kolarskich sukcesów. Teraz dowiadujemy się jednak nieco więcej o jego wewnętrznych rozterkach, które towarzyszą mu praktycznie przez cały sezon. 4-krotny zwycięzca Tour de France opowiada o tym, że bycie kolarzem wcale nie jest łatwe, ale trzeba się z tym pogodzić i warto pamiętać o tym, że profesjonalnym sportowcem nie będzie się przez całe życie.
Pory roku stają się coraz bardziej wymagające. W okresie poza sezonem często jest miejsce na rzeczy, których nie mogę robić w trakcie sezonu. Nie zaprzeczam, że chciałbym spędzać więcej czasu w moim kraju i doświadczać rozwoju kolarstwa z bliska. W tym roku bardzo rzadko bywałem w Słowenii. Musiałem rozczarować wielu ludzi, wiem to aż za dobrze, ale to po prostu nie było możliwe. Było tyle do zrobienia, np. spotkania ze sponsorami i innymi stronami. Niekiedy nawet nie mam czasu dla siebie. Zawsze istnieje ryzyko, że to wszystko będzie zbyt stresujące, dlatego trzeba znaleźć równowagę między tym, czego chcesz, a tym co musisz zrobić, wiedząc przy tym, że to drugie zawsze wygra. To trudne, ale prawda jest taka, że nie będę kolarzem na zawsze. Pewnego dnia, gdy przestanę być profesjonalistą, będę miał wystarczająco dużo czasu, by cieszyć się wszystkim, z czego na razie muszę rezygnować
– powiedział Słoweniec.
Pozostaje zadać sobie pytanie, jak długo jeszcze Tadej będzie zawodowym sportowcem? Co prawda Słoweniec ma „dopiero” 27 lat, ale co jakiś czas widać po kolarzach, że na co dzień towarzyszy im swego rodzaju wypalenie. Miejmy jednak nadzieję, że Pogačar będzie nas zachwycał swoimi umiejętnościami jeszcze przez kilka dobrych lat, a potem uda się na zasłużony odpoczynek.










Wieczny odpoczynek racz mu dać panie
Za kilka mln euro to i ja chętnie nie będę miał czasu na to co lubię.
Tłumaczenia z angielskiego są tragiczne! Trudno się to czyta.
Alek – historia zna takie łajzy, które za parę groszy sprzedadzą swoją duszę diabłu. A co dopiero mówić o własnym honorze.