fot. Team Cofidis / Getty Images

W światowym peletonie najprawdopodobniej próżno szukać kolarza, który miałby równie „pechowe” kolarskie CV co Dylan Teuns – 33-letni Belg w ciągu kilku lat zdążył zaliczyć upadek drużyny z długą tradycją, a także 2 spadki z World Touru. Przerwa międzysezonowa to doskonały czas by pół żartem, pół serio przyjrzeć się czy zwycięzca Strzały Walońskiej z 2022 roku faktycznie jest amuletem pecha.

Kolarstwo to prawdopodobnie najbardziej zespołowy spośród sportów indywidualnych, a osiągnięcia zawodników przynoszą im nie tylko krótkotrwałą chwałę i zyski, ale często prowadzą też do długofalowych skutków. Gorsza forma jednego kolarza teoretycznie nie jest w stanie pogrążyć przyszłości całej drużyny, ale już splot takich sytuacji może sprawić, że losy jakiejś drużyny potoczą się inaczej niż jej włodarze by sobie zamarzyli. Ten bardzo ogólny wstęp prowadzi nas do osoby Dylana Teunsa – kolarza, który w ciągu ostatnich 7 lat ścigał się dla upadającego po sezonie 2018 BMC Racing Team, a także spadających z World Touru w 2022 roku Israel – Premier Tech oraz w tym sezonie Cofidisu. Z przymrużeniem oka przyjrzyjmy się temu, czy Belg przynosił pecha swoim kolejnym zespołom.

Jeśli chodzi o BMC Racing Team, to z nim Dylan Teuns był związany zdecydowanie najdłużej, bo w latach 2014-18. To z tym zespołem dziś 33-letni kolarz odniósł swoje pierwsze głośne sukcesy – wygrał Tour de Pologne, Tour de Wallonie czy Arctic Race of Norway. Zapewne Belg pozostałby w nim dużo dłużej, ale po sezonie 2018 amerykańska formacja zakończyła działalność sprzedając swoją licencję dla CCC Team, a Dylan Teuns rozpoczął swoją podróż po kolejnych zespołach.

Pobyt w Bahrain – Victorious był dla Dylana Teunsa całkiem udany – to w tych barwach wygrał bowiem 2 etapy Tour de France, Strzałę Walońską czy etap Critérium du Dauphiné. Belg stał się znanym kolarzem, a to skusiło włodarzy Israel – Premier Tech, którzy poszukiwali kogoś, kto pomoże im uratować worldtourowy byt. W ten sposób Dylan Teuns zaczął swoją podróż po ekipach, których historia niekoniecznie była najszczęśliwsza.

Przejście w sierpniu 2022 do Israel – Premier Tech zakończyło się niepowodzeniem, a bliskowschodni zespół spadł z World Touru. Na szczęście dzięki zmianom przepisów UCI drużyna ta nadal mogła się ścigać na najwyższym poziomie, a co za tym idzie zaczęła swoją podróż w stronę powrotu do najwyższej dywizji. Nasz „amulet pecha” opuścił jednak tę formację niedługo przed jej awansem do World Touru by pomóc w walce o utrzymanie się w takowym innej ekipie – francuskiemu Cofidisowi.

Może i 33-letni Belg przechodził do nowej drużyny po niezbyt udanych sezonach, ale bez wątpienia wierzono tam, że ten dostarczy nowej ekipie sporo punktów do rankingu. Było jednak inaczej, a Dylan Teuns do połowy października zgromadził ich zaledwie 215 – gdyby zaś Belg punktował tak jak w poprzednich sezonach, to dziś nie Uno-X Mobility, a Cofidis byłby ostatnią ekipą świętującą posiadanie licencji World Tour na lata 2026-28. Oczywiście to nie tak, że 33-latek jako jedyny zawiódł i to na nim spoczywa odpowiedzialność za spadek, ale bez wątpienia włodarze francuskiego zespołu mogą mieć do sprowadzonego rok temu zawodnika pewien żal za niezbyt udany rok.

Czy to sprawia, że Dylan Teuns faktycznie stał się amuletem pecha? Pewnie nie – jeden kolarz nie jest bowiem w stanie odmienić losów jakiejkolwiek ekipy, oczywiście o ile nie nazywa się Tadej Pogačar. Ciężko też stwierdzić, że 33-letni Belg jest w pełni ofiarą własnych wyborów – szczególnie w przypadku upadku BMC Racing Team, na co najprawdopodobniej nie mógł mieć żadnego wpływu. Dziś jednak Dylan Teuns ma w swoim CV upadek ekipy z długimi tradycjami oraz 2 spadki z World Touru – coś, czym nie może się pochwalić żaden inny zawodnik. Belg posiada obecnie ważny kontrakt z Cofidisem na sezon 2026, ale jeśli francuska grupa nie zdecyduje się na przedłużenie z nim współpracy, to potencjalny nowy pracodawca musi uważać – w końcu nie ma co ryzykować sprowadzeniem do siebie kogoś, kto ponownie może przynieść pecha. 😉

Poprzedni artykułLars van der Haar ogłosił, że przed nim ostatni sezon w karierze
Następny artykułPrzełajowe Mistrzostwa Europy 2025: Zaledwie 5 Polaków na listach zgłoszeń
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze