fot: https://x.com/Kigali2025

Tadej Pogačar przeszedł do historii kolarstwa, zdobywając drugi z rzędu tytuł mistrza świata w wyścigu ze startu wspólnego na Mistrzostwach Świata w Kigali 2025. Słoweniec, mimo problemów z formą w jeździe na czas (ITT), w niedzielę dał pokaz siły na wyczerpującej trasie. Atakując na ponad 100 kilometrów przed metą, Pogačar powtórzył swój solowy numer z zeszłego roku, zostawiając w tyle wszystkich rywali, w tym głównego rywala do złota,  Remco Evenepoela. Po wyścigu, który ukończyło zaledwie 30 kolarzy, Pogačar opowiedział o swojej idealnej taktyce, trudnościach na selektywnej trasie i walce z własnym zmęczeniem.

Pogačar przyznał, że trasa w Kigali była skrojona pod długie, solowe akcje. Wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na tak wczesny atak i jak szybko idealny plan musiał zmienić w samotną walkę.

Myślę, że trasa była stworzona pod tego typu atak. Miałem nadzieję, że mała grupa oderwie się wcześnie, tak jak stało się z Juanem [Ayuso] i [Isaakiem] Del Toro, to był naprawdę idealny scenariusz, aby jechać w trójkę jak najdłużej. Zaczęło się świetnie, ale Juan miał problemy dość wcześnie na podjeździe pod Kigali, a Del Toro miał problemy żołądkowe. Znalazłem się więc sam dość szybko i podobnie jak w zeszłym roku – musiałem walczyć tylko ze sobą. Jestem bardzo szczęśliwy, że to zadziałało

Trasa, która eliminowała kolejnych zawodników, okazała się wyzwaniem dla samego mistrza. Słoweniec opowiedział, jak z każdą rundą coraz mocniej dawały mu się we znaki zmęczenie, upał i stałe podjazdy.

Wierzę, że trasa była naprawdę trudna. Podjazdy stawały się dla mnie coraz trudniejsze z każdą rundą. Nawet na zjazdach, które nie były bardzo szybkie, wciąż trzeba było mocno pedałować. Podczas ostatnich okrążeń nachodziły mnie wątpliwości. Zużyłem całą energię i nie miałem już dużych rezerw, ale to są chwile, przez które trzeba przejść

Mimo ogromnego wysiłku i kryzysów na trasie, Pogačar podkreślił, że kluczowa była wiara w siebie. Triumf w Kigali jest dla niego kolejnym historycznym osiągnięciem, które tylko umacnia jego pozycję w gronie kolarskich legend.

Mimo wątpliwości nigdy nie wolno przestawać wierzyć. Musisz mieć nadzieję, że zawsze będzie lepiej. Moje siły stopniowo malały i czułem zmęczenie, ale udało mi się to przezwyciężyć i ostatecznie wszystko zadziałało. To było niesamowite doświadczenie i tydzień wielkiego sukcesu. Jestem naprawdę szczęśliwy

– zakończył obrońca tytułu mistrza świata.

Poprzedni artykułKigali 2025: Podsumowanie klasyfikacji medalowych
Następny artykułRemco Evenepoel: „Było mnie stać na zdecydowanie więcej”
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
jasio
jasio

Jedno jest pewne, że to obecnie najwybitniejszy kolarz: potrafi wygrywać, potrafi przegrywać, czego innym brakuje. Ponad 60 km solo i nikt go nie ciągnął jak „baletnicę”. Podejrzewam gdyby Tadej miał defekt, też by wygrał, bo ma to coś.

Tajfun
Tajfun

Król

Piotr
Piotr

Mocniejszy niż myślałem. Każdy kto to ukończył może się czuć mistrzem.A del Toro gdyby się nie rozmienił we włoskich klasykach pewnie by dowiózł srebro.

Ricky
Ricky

Nie chce wywoływać burzy ale tak sobie wyobraziłem, jakby na podobne słowa zareagowali fani Tadka, gdyby to jednak Remco wygrał i mówił coś o „walce z samym sobą” 😉