Za nami tegoroczna edycja hiszpańskiej Vuelty. Dobrze wiemy, jak to wyglądało na co dzień, ale dla samego siebie postanowiłem odnieść się do wydarzeń z ostatnich trzech tygodni przy pomocy krótkiego felietonu. Sprawę trzeba postawić jasno – na przegranej pozycji znajdują się obecnie sport i bezpieczeństwo, a w dalszej części felietonu postaram się wyjaśnić o co dokładnie mi chodzi.
Zacznę może od stanowiska Michała Kwiatkowskiego, który wypowiedział się na temat ostatnich zdarzeń w swoich mediach społecznościowych. W pełni się z nim zgadzam, ale chciałbym poruszyć jeszcze kilka innych kwestii.
Samo zjawisko protestów
Czy protesty są czymś złym i zasługują na negatywną ocenę? Oczywiście, że nie, ale chyba każdy przyzna mi rację, że protestować należy z głową, pokojowo, racjonalnie i w stu procentach w przemyślany sposób. Należy wiedzieć, do kogo kierowany jest protest, w kogo najbardziej uderzy i na czym tak właściwie zależy protestującym. Pokojowe protesty to w mojej ocenie coś naturalnego. Stanąć w obronie kogoś, kto doznaje krzywdy czy też sprzeciwiać się wojennym agresorom – owszem, to zasługuje na szacunek, ale co innego, gdy protesty uderzają w niewinne osoby i zagrażają ich bezpieczeństwu. Na to nie ma mojej zgody.
Protesty na Vuelcie
O ile w jakiś sposób jestem w stanie w zrozumieć początkową skalę protestów na Vuelcie, gdy mała grupka protestujących chciała zaznaczyć swoją obecność, wyrazić jasno swoje stanowisko i sprawić, że stanie się o tym głośno, o tyle zupełnie nie rozumiem ich końcowej fazy oraz przyzwolenia na tego typu zachowanie. Czy po 21. etapie nadal możemy stwierdzić, że protesty były wycelowane jedynie w grupę Israel – Premier Tech, gdy cierpieli kolarze z innych zespołów – nie tylko mentalnie, ale też fizycznie? W pewnym momencie wyglądało to tak, że najważniejszym celem jest zrobić protest, a nieistotne jest to, jaki ma nieść za sobą przekaz.
Zupełnie inaczej odebralibyśmy protesty pod autokarem ekipy Israel – Premier Tech czy też pod urzędami i budynkami odpowiednich organizacji/instytucji, a inaczej wygląda to, gdy zagraża się bezpieczeństwu zawodników, personelu, służb i kolarskich kibiców. Poza tym umówmy się, te protesty nie były w stu procentach pokojowe… Wyrażenie swojego zdania i wsparcie dla kraju i oddanie hołdu fladze to jedno, ale atakowanie kolarzy to już zupełnie coś innego. Tutaj pewnie pojawią się głosy, że protesty pod autokarem nie zyskałyby takiego rozgłosu. Oczywiście, że tak, ale jestem pewien, że i tak mielibyśmy z tego jakieś zdjęcia czy filmiki, zainteresowalibyśmy się tematem, dowiedzielibyśmy się o jaki konkretnie przekaz chodzi, ale nie musielibyśmy się obawiać o bezpieczeństwo kolarzy, w tym Polaków.
Bezpieczeństwo
Skoro już o bezpieczeństwie mowa, to tutaj odniosę się do komunikatu opublikowanego przez Michała Kwiatkowskiego. Jeśli raz się na to przyzwoliło, może być tylko gorzej. Pełna zgoda. Protestujący zobaczyli, że wolno im praktycznie wszystko, a to co stało się w Madrycie to już w ogóle przechodzi ludzkie pojęcie. Mieliśmy zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą, a gdy kolarze ledwo wjechali do Madrytu poznaliśmy prawdziwą skalę tego zjawiska. Widząc, w jaki sposób atakowani są kolarze, byłem zszokowany z poziomu kanapy, a co czuło się tam na miejscu, będąc w samym sercu wydarzeń? Już teraz mamy głosy, że zawodnicy czuli się niekiedy tak, jakby byli zamknięci w jakiejś pułapce i widzieli w oczach protestujących dużo agresji…
Oczywiście mądrze jest podpowiadać, gdy nie jest się organizatorem. Jasne – organizatorzy nie mają łatwo, ale organizując takie wydarzenia trzeba być przygotowanym prawie na wszystko. Ponadto było wiele przesłanek mówiących o tym, że skala protestów będzie rosnąć, a w Madrycie będziemy mieć kulminację. Jeśli faktycznie komuś zależałoby na bezpieczeństwie zawodników, to wyścig w pewnym momencie powinien być po prostu przerwany. Można było też wykonać jakiś konkretny krok w stronę protestujących, którzy nie zachowują się pokojowo – ogromne grzywny, błyskawiczne sprawy sądowe, tak aby pokazać, że ma się nad tym kontrolę, a wyścig może trwać dalej. Jeśli nie miało się nad tym kontroli, wyścig w mojej ocenie nie powinien być kontynuowany. Nie będę wchodził głęboko w sferę polityki oraz tego, czy ewentualne wykluczenie zespołu Israel – Premier Tech byłoby słuszną decyzją, bo odnoszę się tutaj przede wszystkim do samej kwestii bezpieczeństwa. Sprawę można było rozwiązać inaczej. Zabrakło mi działań.
Oby było spokojniej
Na koniec powiem tylko tyle – chciałbym, aby w przyszłości było spokojniej i nikt nie musiał obawiać się o swoje zdrowie podczas tego typu wydarzeń. Kraksy to nieodłączna część kolarstwa, ale ataki z zewnątrz to już inny kaliber. Powtórzę, nie poruszam tutaj kwestii typowo politycznych, lecz te dotyczące pokojowego protestowania, które jak najbardziej szanuję oraz bezpieczeństwa.
Sami możemy odwołać się do protestów, które odbywają się blisko nas. Moim zdaniem, gdy protestujący znajdują się pod urzędami, walczą o coś ważnego i kierują swój przekaz bezpośrednio do drugiej z zainteresowanych stron oraz skupiają się na osiągnięciu celu i proszą wtedy o wsparcie społeczeństwo, zyskają dużo większą aprobatę, a ich zachowanie zostanie odebrane pozytywnie. Jeśli natomiast będą atakować przy tym niewinne osoby i umyślnie utrudniać funkcjonowanie przeciętnego człowieka, odniosą skutek odwrotny od zamierzonego. W przypadku Vuelty jest podobnie. Co prawda dużo się o tym mówi, ale obecnie najczęściej w kontekście zniesmaczenia i negatywnego odbioru. Nie o to chyba w tym wszystkim chodziło… Dziękuję za uwagę.










brakuje mi tylko 1 zdania, jakoś w Katalonii policja się nie patyczkowała z protestującymi za separacją, pytanie czemu? to już kilka lat ładnych minęło.
Upadły kraj.
A jest szansa na powrót podcastu Na Szosie? Super się Was słuchało!
Hiszpania ma sięgającą setek lat tradycję skrajnego antysemityzmu. Ewidentnie mieliśmy do czynienia z przyzwoleniem władz na te gorszące ekscesy. Na agresję i przemoc. Dzisiaj premier Hiszpanii Pedro Sánchez oficjalnie wezwał do wykluczenia Izraela z międzynarodowych zawodów sportowych. Przypadek? 🙂 Nie sądzę.
Osobiście uważam, że najlepszą odpowiedzią UCI na zaistniałą sytuację byłoby wykreślenie Vuelty z przyszłorocznego kalendarza federacji.
100% racja jestem za. Mam takie same odczucia
Ani słowa o UCI? To oni zgodzili się na udział Israel premier tech w Vuelcie. Organizator i kibice prosili drużynę o rezygnację z wyścigu. Gdyby UCI nie piepszyla tych farmazonów o apolityczności to w Madrycie byłoby piękne święto.
Nie byłoby żadnych protestów, gdyby UCI podjęło jedyną słuszną decyzję.
Organizatorzy / władze Hiszpanii też mogli to zrobić, ale zabrakło jaj żeby pójść na starcie z UCI.
Skończmy z tym że te całe prostaty przemieniły się po prostu w jawny tereoryzm
Zgadzam się zarówno z opinią Michała Kwiatkowskiego oraz autora artykułu, dodać należy choć tu pewnie zrobi się niezgrabnie że Europa ma problem z traktowaniem swoich obywateli i gloryfikowaniem tych którzy przybyli do niej np.na pontonach nic nie wnosząc dobrego,a w zamian oferując agresję.
Przed którą Europa w ciszy klęka.Jest to nic innego jak zachęta do dalszych poczynań tych wesołych luzaczków którym wszystko się należy ot tak.Zresztą nie trzeba szukać w Hiszpanii.
Zorientowani wiedzą o co chodzi.
Szkoda tylko że na tym wszystkim cierpi to co ludzi ma ludzi zbliżać i łączyć czyli sport.
A w tym przypadku kolarstwo,najpiękniejsza z dyscyplin.
Lepszym pomysłem jest izolacja Izreala ze sportu niż rezygnacja z Vuelty….
Świat na krawędzi wojny… Kogo interesuje jazda rowerowa.
W pewnym sensie masz rację, ale w takim razie, czy w obliczu tak napiętej sytuacji organizowanie protestów (i to mających taki przebieg) w trakcie jak to ująłeś nieistotnej „jazdy rowerowej” jest racjonalnym rozwiązaniem?
Śmieszna jest ta pseudo- poprawna polityczność dziennikarzy w Polsce. Przedstawiciele państw dokonujących zbrodni powinni być bezwzględnie wykluczani bez względu na to ile mają pieniędzy i gdzie je pompują.