fot. Kadr z transmisji w Eurosporcie

Za nami jedno z najbardziej kuriozalnych rozstrzygnięć, jakie można było sobie wyobrazić w ramach kolarskiej rywalizacji. Na skutek protestów w okolicach mety organizatorzy Vuelta a España byli zmuszeni do nie wyłaniania zwycięzcy etapowego. Czy dało się tego uniknąć?

Nim opadną emocje i pojawią się napisane przez agencje pr-owe komunikaty, spróbujmy na gorąco przeanalizować to, co wydarzyło się w końcówce 11. etapu Vuelta a España. Za punkt krytyczny i początek fali zdarzeń, których zakończeniem było nie wyłanianie triumfatora należy przyjąć pierwszy przejazd przez linię mety w Bilbao, który miał miejsce na około 38 kilometrów przed końcem zmagań.

To właśnie wtedy organizatorzy musieli uzmysłowić sobie, że bezpieczne przeprowadzenie finiszu na terenie jednego z największych baskijskich miast będzie niezwykle trudne. Zapewne w pierwszych minutach, gdy tylko peleton minął kreskę w Bilbao, do akcji włączyły się służby – na ujęciach na okolice mety było widać, że wzdłuż niej ustawił się kordon policji z tarczami, a zatem można podejrzewać, że interwencja była rychła i zdecydowana.

Meta w Bilbao nie jest bezpieczna

Cały tekst opiera się na moich domysłach i obserwacjach, ale podejrzewam, że mniej więcej z takim komunikatem przyszło się zmierzyć organizatorom. Kolarze mogli mieć do mety 25-30 kilometrów, kiedy jasnym stało się, że wjazd dużej grupy między tłum, nad którym kontrola jest bardzo trudna, może zakończyć się tragedią. Wiadomo – łatwo się komentuje zza klawiatury, ale potrafię sobie wyobrazić scenariusz, w którym na finiszu zgromadzeni wzdłuż ostatniej prostej protestujący ponownie napierają na barierki, a te tym razem trafiają prosto w jednego z walczących o wygraną kolarzy. Efekty mogłyby być opłakane – przy prędkościach, jakie są rozwijane na finiszu, widzieliśmy w historii kolarstwa setki, a nawet tysiące złamań i innych poważnych obrażeń, a tu cała wina za takowe zapewne spadłaby na organizatorów, którzy byliby winni nie zapewnienia bezpieczeństwa. Wjazd prosto w takie miejsce wydawał się zatem być co najmniej nierozsądny.

Jakie mamy alternatywy?

Obstawiam, że równie szybko co dyskusja na temat tego, że nie da się zafiniszować w Bilbao, musiała się pojawić także ta dotycząca alternatyw. Tu kluczową, o czym nie każdy myśli, może być aparatura zdolna do zmierzenia czasów oraz zarejestrowania przejazdu każdego z kolarzy. Ta, co oczywiste, znajduje się na linii mety, ale jej przesunięcie nie jest banalnym procesem, a dokonanie tego w przeciągu kilku, góra kilkunastu minut, jest zadaniem praktycznie niemożliwym. Zostało zatem wykorzystać coś, co jest dostępne.

Podjęto decyzję o wykorzystaniu pomiaru czasu, który znajduje się na 3 kilometry przed metą. Ten zabezpiecza tzw. „strefę”, czyli umożliwia wyłapanie rezultatów na wypadek kraksy bądź defektu na ostatnich kilometrach. Zapewne pozwoliłby także na wyłonienie zwycięzcy, ale tu się rodzi kolejny, jakże ogromny problem – 3 kilometry do mety wypadały w środku dość ostrego i krętego zjazdu.

Teraz już wiemy, że na czele wpadła zaledwie dwójka kolarzy i finisz między nimi byłby potencjalnie bezpieczny. Tego jednak nie można było ze stuprocentową pewnością przewidzieć w momencie, w którym zapadły decyzje o nie wyłanianiu triumfatora. Warto zatem zadać sobie pytanie – co, gdyby w to miejsce dojechała np. 20-osobowa grupa? Czy finisz na zjeździe, przy betonowych zaporach oddzielających kolarzy od przeciwnego pasu ruchu, byłby bezpieczny? Kto poniósłby odpowiedzialność w razie, gdyby walczący nie tylko o czas, ale i miejsca kolarze doprowadzili do kraksy? Myślę, że takiego ryzyka nie chciał podjąć nikt z decyzyjnych i absolutnie im się nie dziwię.

To czemu nie meta Alto de Pike?

Na to pytanie nie znam odpowiedzi, choć mogę się domyślać, że poszło o kwestie techniczne. Zapewne, o ile na 3 kilometry przed metą była odpowiednia aparatura, o tyle już na górskiej premii takowej nie przewidziano. Czym innym jest wyłapać pierwszych kilku zawodników by przyznać punkty, a czym innym jest dokładny pomiar czasów i wyników 165 kolarzy pozostających w wyścigu. Nie mam pewności czy rozważano scenariusz z przesunięciem mety na szczyt Alto de Pike, ale myślę, że musiało to zostać rozważone, a odpowiedź brzmiała, że nie da się w kwadrans przeorganizować wszystkiego tak, by dokonać realnego pomiaru.

Można było zatrzymać etap

Tak, chyba jedyną alternatywą, jaka przychodzi mi do głowy byłoby to, by w momencie gdy przejazd przez linię mety zagrażał bezpieczeństwu kolarzy, zatrzymać wyścig i całkowicie zneutralizować rywalizację. Zapewne oburzenie byłoby jednak nie mniejsze niż to, które nastąpiło na skutek jakże kuriozalnej, przynajmniej na pierwszy rzut oka, decyzji o pomiarze czasu na 3 kilometry przed metą i nie wyłanianiu zwycięzcy etapowego.

Przegrał sport.

Jedno jest w tym wszystkim pewne – przegrało w tym wszystkim sportowe widowisko, a wyniki zmagań zostały wypaczone. Wielka szkoda, że nie dowiemy się czy Tom Pidcock ograłby Jonasa Vingegaarda, jak ułożyłyby się zmagania gdyby stawką były nie tylko różnice czasowe itd. Teraz przed organizatorami Vuelta a España bardzo trudne chwile – w końcu trzeba przygotować plan na kolejne etapy tak, aby to się nie powtórzyło. Opinia publiczna będzie ich obwiniała za dzisiejsze rozstrzygnięcia i nie ma co się temu dziwić – emocje są trudne do opanowania, szczególnie gdy dzieją się takie rzeczy.

Tylko czy dało się podjąć inną decyzję?

Poprzedni artykułVuelta a España 2025: Kuriozalny etap bez zwycięzcy
Następny artykułCo się dzieje z Oierem Lazkano? Hiszpan zniknął z przestrzeni publicznej
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
17 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Adam
Adam

Jako kibic chciałbym, żeby wyścig przebiegł bez zakłóceń, ale jak człowiek rozumiem, że są rzeczy ważne i ważniejsze – trudno.

Antek
Antek

pytam (serio nie wiem) – czy protestujący po prosu stali z flagami i tworzyli oprawę finiszu przypominająca o tym co się dzieje w Palestynie czy rzeczywiście napierali na barierki i próbowali je sforsować?

Out
Out

Tak, dało się podjąć inną decyzję. Spałować tych idiotów już podczas drużynowej jazdy na czas. Wtedy inni widzieliby, że nie ma pozwolenia na takie zezwierzęcenie. Wczoraj w wyniku tych protestów ucierpiał kolarz. Czy musi dojść do tragedii, żeby ktokolwiek usunął tych idiotów z trasy?

Out
Out

Usunięcie drużyny Izraela z wyścigu, czego niektórzy się domagają, nie jest natomiast żadnym rozwiązaniem. Zwłaszcza teraz, kiedy ludzie widzą, że sparaliżowanie wyścigu nie jest trudne. Zaraz zaczną protestować z innych powodów, nie tylko na Vuelcie.
Im prędzej ktoś to zdecydowanie ukróci, pokazując, że nie ma absolutnie żadnego przyzwolenia na coś takiego, tym lepiej dla kolarstwa.

No i dlaczego ma cierpieć np. taki Frigo? Co on ma wspólnego z wojną? To, że jeździ dla tej drużyny nie oznacza, że wspiera kogokolwiek w tej wojnie…
Usunięcie drużyny Izraela będzie zwycięstwem dla tych terrorystów, którzy w imię swojej „słusznej sprawy” są gotowi popychać i przewracać kolarzy… a może nawet wyrządzić im poważniejszą krzywdę.

iopoiuy
iopoiuy

Angliru też zablokują? Może bez publiczności na całym podjeździe?

Ryszard
Ryszard

Mam radę dla protestujących- jedźcie machać tymi swoimi flagami do Rosji albo na Białoruś. Albo tylko do Egiptu.

Jurek Nocoń
Jurek Nocoń

W latach 90-tych byłem sędzią kolarskim na krajowych wyścigach. Na metach wyścigów, szczególnie tych regionalnych albo młodzieżowych, bardzo często nie było fotokomórki. Nawet jeśli było po płaskim i wjechała duża grupa, to w dwóch/trzech sędziów mety z długopisem i kartką, łapiąc „na zakładkę”, mieliśmy co najmniej „dziesiątkę”. Czwarty sędzia „chronometr” dawał czas pierwszego i różnice czasów kolejnych elementów stawki (zwanymi „frędzlami”). Niekiedy na mecie nie było nawet podwyższenia. Wtedy stawiało się zwykle jakiś stół, wskakiwaliśmy i mieliśmy ten metr wysokości pozwalający lepiej wyłapać kolejność w grupie. Taki punkt sędziowski można zorganizować w kwadrans. Gdybyśmy w tym składzie dostali zadanie na Alto de Pike (8 km przed metą, stromy podjazd), to przy małej prędkości wjazdu kolarzy i rozbiciu stawki – gwarantuję, że dalibyśmy idealną kolejność i czasy całej stawki.  Dzisiaj takiego sędziowania chyba już nie pamiętają w UCI.

Rafał
Rafał

Przecież to jakieś imbecyle, wybiegali pod pędzące rowery jak kamikadze, niech staną przy jakimś wyścigu samochodowym i tam robią to samo.

Mario
Mario

Policja zapomniała co to pałowanie i jakie ono efekt przynosi. I myślę tu nie tylko o obrońcach muslimow, którzy Europę chcą przejąć, ale i o eko terrorystach czy prawdziwych Polakach, którzy w imię Boga, honoru i ojczyzny katują kogo popadnie i niszczą co popadnie. Wszystkie ty bezmózgich produktów algorytmów Zuckenberga i Maska oraz politycznej propagandy należy pałować.

Ricky
Ricky

Widzę, że niektórym komentującym też by się przydało profilaktyczne przejechanie pałą po łbach, to może by trochę zmądrzeli, skoro domagają się pałowania za sam fakt udziału w protestach. Oczywiście nie jest „fajnie”, jeżeli cierpią przy tym kolarze (choć imo głównie boli ich fakt, że ktoś im zakłóca oglądanie show, w domowym zaciszu, we względnie bezpiecznym europejskim kraju, a nie tam czyjekolwiek bezpieczeństwo) ale większość z nich protestuje zupełnie spokojnie i nie zapominajmy w jakiej sprawie (choć oczywiście ci, co nie chcą wiedzieć i tak będą udawali, że nie wiedzą).

Krzysztof
Krzysztof

Nie jestem zwolennikiem mieszania polityki ze sportem, ale żeby porównywać Białoruś do tego co się dzieje w Gazie, to trzeba mieć mocno zamknięte oczy.
Jeśli to kogoś interesuje niech sobie sprawdzi ilu cywilów tam zginęło, a ile w ciągu całej wojny na Ukrainie.
Stosujemy podwójne standardy, a ta banda Netanjahu nie różni się w niczym od Putina.

Zdzisław
Zdzisław

idą „logiką” co poniektórych to czemu nie mogą startować rosyjskie drużyny kolarskie mające w składach obcokrajowców np. francuzów, czy holendrów? co na wspólnego francuz jeżdżący w rosyjskiej grupie z wojną na Ukrainie? Nie Panowie. Jedyne słuszne rozwiązanie ban dla dla żymian taki sam jak dla ruskich na wszystko. Tam żymianie się dopuszczają dużo większych zbrodni niż ruscy na Ukrainie.

Eddie X
Eddie X

można łatwo się domyślić że panowie @ryszard i @zdzisław to jakiś ruski spam, ale jak się tu dostał na forum któż to wie. @out to już nie wiadomo, ale polecam temu panu samemu się spałować, a świat będzie piękniejszy

szczebelek
szczebelek

Izrael jest odpowiedzialny za zbudowanie renomy morderców, ale wykorzystuje z najwyższą brutalnością atak terrorystyczny Palestyńczyków z Hamasu, którzy nie spodziewali się, że tym razem Żydzi przejdą w fazę ostatecznego rozwiązania? Drudzy upośledzeni to Rosjanie można by powiedzieć.

Antek
Antek

to jest jednak portal o kolarstwie. róbmy kilometry a nie politykę

Mikołaj
Mikołaj

Ale się kluca matko mogli zatrzymać kolumnę przed podjazdem jak na Pologne wyłonić zwycięzcę a czasy liczyć . Wtedy by przenieśli aparaturę na jakąś prostą drogę i po sprawie