Vuelta a Espana 2024

Hiszpański wielki tour przyjęło się uznawać za wyścig ostatniej szansy dla tych, których pokonały mokre szosy i brutalne podjazdy Giro d’Italia, szalone tempo Wielkiej Pętli, choroby, kontuzje czy inne nieszczęścia. Rozpoczynająca się już za kilka dni 80. edycja imprezy zapowiada się jednak jako naturalny ciąg dalszy narracji o dysproporcjach pomiędzy najsilniejszymi kolarzami i ekipami peletonu a resztą stawki, a naznaczona kilkoma wyraźnymi dominantami trasa Vuelty tylko to wrażenie pogłębi.

Są takie żywioły, które nie mogą współistnieć, i takie składniki, których nie powinno się łączyć. Trudno wyjaśnić, dlaczego start hiszpańskiego wielkiego touru z Piemontu zgrzyta mi bardziej niż chociażby grande salida z Utrechtu sprzed kilku lat, ale tak właśnie jest. Być może wynika to z faktu, że za sprawą tej decyzji organizatorzy Vuelty podjęli próbę połączenia dwóch całości, które bez siebie nawzajem są zdefiniowane, kompletne i tylko pozornie bliskie – tak kolarsko, jak i w wielu innych aspektach. Hiszpania czy Włochy to wybór, a większość znanych mi osób ma w tej materii bardzo jasne preferencje.

Start wyścigu z okolic Turynu oznacza, że elegancka stolica Piemontu może przypisać sobie wielkoturowy tryplet, ale osadzenie pierwszych czterech etapów Vuelty w północnej Italii jednocześnie definiuje przebieg pozostałej części trasy, zamykając ją w dość ograniczonej geograficznie przestrzeni. Limit długich transferów wykorzystany zostanie już w momencie, gdy zawodnicy wsiądą do samolotów po przeprawie na francuską stronę Alp.

Wylądują na północno-wschodnim skrawku Katalonii i bliżej Morza Śródziemnego już się nie znajdą, w ciągu kolejnych dwóch i pół tygodnia odwiedzając Andorę, środkowe Pireneje, Kraj Basków, Kantabrię, Asturię, Galicję oraz wyżyny samego serca Półwyspu Iberyjskiego. Zabraknie Calpe i grzeszącego brzydotą Benidormu, szczytów Sierra Nevada i maźniętych arabskim pędzlem miast Andaluzji – część Hiszpanii od pasa w dół, ta spod znaku sangrii i dmuchanych flamingów, pozostanie tym razem zakryta.

Okrągła, bo 80. edycja wyścigu Vuelta a España, to głębsza zieleń, gęstsze chmury i wody oceanu, które każdego dnia przybierają nieco inny odcień, lecz nigdy wakacyjnie turkusowy. Obłe pagórki winnych obszarów Riojy (w tym miejscu apeluję do wyższych instancji o przyjęcie spolszczonej wersji nazwy tej prowincji, bo przez celownik bym nie przeszła) i Baixas, kręte szosy wokół Bilbao oraz wywołujące ucisk w żołądku podjazdy Gór Kantabryjskich.

Ton rywalizacji o czerwoną koszulkę nadadzą podjazdy w Pirenejach, L’Angliru, El Morradero, powracające po dłuższych nieobecnościach Farrapona i (przede wszystkim!) Bola del Mundo, a także dwa etapy jazdy na czas. Ale – jak to w Hiszpanii – niemal każdego dnia na trasie wyścigu znajdą się kolejne góry, kolejne zjazdy i kolejne szanse, by przetestować czujność faworytów do zwycięstwa w tegorocznej Vuelcie.

Trasa 80. Vuelta a España

Na rozgrywany od 23 sierpnia do 14 września wyścig złoży się 21 etapów o łącznej długości 3151 kilometrów, w tym według strony organizatorów:

1 płaski odcinek
5 etapów pagórkowatych
5 etapów w niskich górach
8 górskich etapów
1 etap jazdy indywidualnej na czas
1 etap drużynowej jazdy na czas

Etap 1, 23 sierpnia: Turyn (Reggia di Venaria) > Novara (186,1 km)

Nie wiemy, którzy zawodnicy podczas tegorocznej Vuelty skompletują wielkotourowego szlema, natomiast zanim wyścig na dobre się rozpocznie, takie osiągnięcie można już przypisać Turynowi. Z gwiazdką, ponieważ największa z hiszpańskich etapówek wystartuje w sobotę z północnych obrzeży miasta, na dystansie ponad 180 kilometrów ukazując lekko pagórkowatą, ale bardzo malowniczą stronę Piemontu związaną z historycznym regionem Canavese. Zaledwie jeden kategoryzowany podjazd w pierwszej części trasy i około 1300 metrów przewyższenia sugerują, że na ulicach Novary zobaczymy finisz z dużego peletonu.

Etap 2, 24 sierpnia: Alba > Puerto Limone (159,6 km)

Niezależnie od tego, w którym zakątku Europy jest w danej chwili rozgrywany, hiszpański wielki tour pozostaje wierny swojemu charakterowi. A ponieważ ten jest skrajnie górski, pretendenci do tytułu już drugiego dnia będą mieli okazję sprawdzić swoją formę na dość konkretnym podjeździe. Cała przeprawa z Alby na południowo-zachodni kraniec Piemontu to licząca 159 kilometrów i 1800 metrów przewyższenia stopniowa wspinaczka, a zwieńczy ją pojedynek na Puerto Limone, aka Limone Piemonte, aka Panice Soprana (7,6 km, śr. 5,4%). Nic przesadzonego, ale w imprezie, która jest zarazem własnym obozem przygotowawczym, w zupełności wystarczy.

Etap 3, 25 sierpnia: San Maurizio Canavese > Ceres (134,6 km)

Trzeci, ale o dziwo wcale nie ostatni akt piemonckiej przygody to powrót do regionu Canavese, jego niezliczonych zamków i podobnej liczby łagodnych pagórków. Etap prowadzący z San Maurizio Canavese do Ceres na pierwszy rzut oka wygląda na idealny materiał dla uciekinierów, gdyby nie dystans zaledwie 134 kilometrów. Większość sprinterów piszących się na udział we Vuelcie przetrwa hopki w środkowej części trasy, ale ciekawi mnie, jak na oblicze tego odcinka wpłynie prowadzące pod górę finałowe 10 kilometrów. Przy odpowiednim tempie sporo można tam ugotować.

Etap 4, 26 sierpnia: Susa > Voiron (206,7 km)

Przeprawianie się z Włoch do Francji drogą lądową wiąże się z wyzwaniami, których ogrom zredukowało dopiero wydrążenie tuneli w alpejskich masywach, ale kolarstwo szosowe nigdy nie polegało na wybieraniu najprostszych dróg. Jednocześnie przyznać trzeba, że organizatorzy Vuelty na radykalne kroki bynajmniej się nie zdecydowali, ponieważ peleton hiszpańskiego wielkiego touru pokona granicę główną arterią przez dolinę Susy, Col de Montgenèvre (9,0 km, śr. 5,5%) i Col du Lautaret (9,2 km, śr. 5,0%). Galibier będzie tak blisko, że uczestnicy wyścigu powiedzą mu ciao, bonnenuit (sic!) i hasta la vista. Druga część wtorkowego odcinka to zjazdy najpierw w kierunku Grenoble, później Voiron, gdzie zlokalizowana została meta. Łącznie peleton pokona tego dnia 206 kilometrów i 3264 metry przewyższenia.

Etap 5 (TTT), 27 sierpnia: Figueras > Figueras (24,1 km)

Jeśli blisko 200-kilometrowy etap i transfer drogą lotniczą, to w następstwie należy się dzień wolny? Albo chociaż płaski odcinek bez wpływu na losy klasyfikacji generalnej? Nie. W środę rozegrany zostanie etap drużynowej jazdy indywidualnej na czas, na 24-kilometrowej trasie ze startem i metą w katalońskim Figueras. Technikaliów nie znam, ponieważ organizator dotąd nie udostępnił map ani aktualnej książki wyścigu, ale niewątpliwie jest płasko – poza krótkim odcinkiem tuż przed samą kreską.

Etap 6, 28 sierpnia: Olot > Pal (170,3 km)

Tuż przed drugim weekendem rozgrywania wyścigu jego uczestników czeka blok etapów w Pirenejach, charakteryzujący się wzrastającym poziomem trudności. W czwartek peleton hiszpańskiego wielkiego touru pokona 170-kilometrową trasę z Olot do położonego w Andorze Pal, z czterema premiami górskimi i przewyższeniem przekraczającym 3400 metrów. Położona w pierwszej części trasy Collada de Toses (24,8 km, śr. 3,5%) to łatwy, ale bardzo długi podjazd, podczas gdy finał tworzy kombinacja bardziej wymagających Alto de la Comella (4,3 km, śr. 7,4%) i wspinaczki do Andory (9,7 km, śr. 6,4%). Na papierze to jeden z lepszych etapów dla ucieczki w pierwszej części imprezy.

Etap 7, 29 sierpnia: Andorra la Vella > Cerler (188 km)

Mniejszych sprawdzianów było po drodze już kilka, ale dopiero piątkowy odcinek ma potencjał, by odcisnąć trwałe piętno na klasyfikacji generalnej 80. edycji Vuelta a España. Tego dnia uczestnicy wyścigu pokonają 188 kilometrów, blisko 4500 metrów przewyższenia i cztery kategoryzowane wspinaczki położone w Andorze oraz jedynym parku narodowym Katalonii – Aigüestortes i Estany de Sant Maurici. Pod kątem obiektywnej trudności liczy się tylko finał na boleśnie szczerbatym podjeździe do stacji narciarskiej Cerler (12,1 km, śr. 5,9%; ostatnie 3,9 km śr. 9,2%). Rolą pozostałych wzniesień jest skumulowanie zmęczenia, ale podejrzewam, że dobrze to zrobią.

Etap 8, 30 sierpnia: Monzón Templario > Saragossa (163,5 km)

Na papierze rozgrywka jednoznacznie dedykowana sprinterom, choć pierwsze 50 kilometrów wygląda wystarczająco ardeńsko, by w sprzyjających okolicznościach zachęcić nieco solidniejszych harcowników do podjęcia akcji. Na trasie z Monzón Templario do Saragossy peleton hiszpańskiego wielkiego touru pokona 163,5 kilometra i około 1200 metrów przewyższenia.

Etap 9, 31 sierpnia: Alfaro > Estación de Esquí de Valdezcaray (195,5 km)

Etap poprzedzający pierwszy dzień wolny ma bardzo prostą konstrukcję, na którą składają się 181,5-kilometrowy dojazd do finałowego podjazdu i sam finałowy podjazd – tym razem do stacji narciarskiej Valdezcaray (13,5 km, śr. 5,1%). Takie zabiegi są w pełni uzasadnione, kiedy celem jest wzniesienie pokroju Mont Ventoux. Czy sprawdzi się to w górach prowincji Rioja? Mam wątpliwości.

Etap 10, 2 września: Parque de la Naturaleza Sendaviva > El Ferial Larra Belagua (175,3 km)

Tuż po dniu przerwy na kolarzy czeka kolejny finisz na podjeździe pierwszej kategorii – w 2023 roku z odjazdu wygrał tu Remco Evenepoel, a faworyci w kilkunastu przyjechali na remis.

Etap 11, 3 września: Bilbao > Bilbao (157,4 km)

Pełna stromych podjazdów i krętych zjazdów przejażdżka po bezpośrednich okolicach Bilbao to sól kolarstwa w Kraju Basków, dlatego w potencjalnie licznym odjeździe dnia powinni zaistnieć reprezentanci tej wspólnoty autonomicznej. Na dystansie 157,4 kilometra organizatorzy zdołali zmieścić siedem górskich premii i blisko 3200 metrów przewyższenia, co powinno przełożyć się na wysoką intensywność z hojną szczyptą chaosu.

Etap 12, 4 września: Laredo > Los Corrales de Buelna (144,9 km)

W czwartek peleton hiszpańskiego wielkiego touru przemierzać będzie Kantabrię, choć wyścig pozostanie niejako w niezdarnym rozkroku, nie eksponując w pełni żadnej z kojarzonych z tym regionem skrajności. Trochę oceanu na starcie, jeden podjazd w fazie formowania się ucieczki i drugi – już znacznie konkretniejszy – w końcówce, choć do mety w Los Corrales de Buelna prowadzi długi zjazd. Typowy etap transferowy z małym haczykiem, ponieważ wspinaczka na Collada de Brenes (6,6 km, śr. 8,3%) umożliwia wygenerowanie różnic czasowych. Wartość przewyższenia dla tego odcinka wynosi 2900 metrów.

Etap 13, 5 września: Cabezón de la Sal > L’Angliru (202,7 km)

Drugi najdłuższy odcinek 80. edycji Vuelty bardziej sprawiedliwie godzi dwa żywioły Kantabrii i Asturii, w pierwszej części prowadząc wzdłuż wybrzeża, by na wysokości Ribadeselli odbić w kierunku niepomijalnego podczas wizyt wyścigu w tych stronach pasma Picos de Europa. Konieczne do pokonania 4000 metrów przewyższenia wrażenie robi zawsze, ale zwala z nóg dopiero wówczas, gdy za taką wartością stoją trzy podjazdy zlokalizowane na finałowych 60 kilometrach trasy: Alto la Mozqueta (6,6 km, śr. 8,1%), Alto del Cordal (5,6 km, śr. 8,8%) i L’Angliru (12,3 km, śr. 10,1%). Tyle razy przepisywałam już te liczby, a ciągle trudno mi w nie uwierzyć.

Etap 14, 6 września: Avilés > Alto de la Farrapona (135,9 km)

W sobotę peleton ostatniego wielkiego touru sezonu pozostanie w Asturii, by kontynuować rywalizację w górach północy Półwyspu Iberyjskiego. Na papierze 4000 metrów przewyższenia na znacznie krótszym dystansie oznacza większe wyzwanie, ale charakter pokonywanych tego dnia podjazdów – szczególnie finałowej Farrapony (16,9 km, śr. 5,9%) – temu przeczy.

Etap 15, 7 września: A Veiga > Monforte de Lemos (167,8 km)

Drugi tydzień zmagań zwieńczy pagórkowaty odcinek prowadzący z nadmorskiego Veigadeo do Monforte de Lemos. Galicja to taka hiszpańska Bretania, okraszona jeszcze atrakcyjniejszą linią brzegową, dlatego przebieg rywalizacji i typ rozstrzygnięć powinien przypominać pierwszy tydzień tegorocznego Touru.

Etap 16, 9 września: Poio > Mos (167,9 km)

W ostatni wtorek rozgrywania wyścigu zawodnicy rywalizować będą w najdalej wysuniętej na południe i zachód części Galicji, gdzie pagórkowaty krajobraz winnego regionu Baixas urozmaicają głęboko wcinające się w ląd riasy. Odcinek ze wskazaniem na ucieczkę dnia, choć i pomiędzy czołowymi kolarzami klasyfikacji generalnej może być gorąco, bo usłany podjazdami teren w drugiej części etapu powinien nagradzać ofensywną jazdę. Finałową wspinaczkę do Mos (8,2 km, śr. 5,2%) otwiera stromy, 3-kilometrowy sektor (ok. 8,6%).

Etap 17, 10 września: O Barco de Valdeorras > Alto del Morredero (143,2 km)

Na środę przypada powrót w okolice Ponferrady, choć ten konkretny wariant dedykowany będzie dobrze wspinającym się uciekinierom i najlepszym kolarzom klasyfikacji generalnej wyścigu. Finałowy podjazd pod Alto del Morredero (18,1 km, śr. 6,3%) dystansem znacząco przebija to, do czego przyzwyczaiły wzniesienia w tej części Półwyspu Iberyjskiego, ale brakiem regularności i kilkoma sekcjami o nachyleniu przekraczającym 8–10% nawiązuje do ich najgorszych tradycji. Będzie długo, ciężko i potencjalnie rozstrzygająco. W ramach 17. etapu zawodnicy pokonają 143 kilometry i około 3200 metrów przewyższenia.

Etap 18 (ITT), 11 września: Valladolid > Valladolid (27,2 km)

Cztery dni przed zakończeniem wyścigu rozegrany zostanie jeden z kluczowych etapów – jazda indywidualna na czas w Valladolid. Pod kątem zróżnicowania trasa nie różni się od tej drużynowej, ale wpływ zdolności regeneracji na przestrzeni blisko trzech tygodni intensywnego wysiłku będzie już wyraźnie widoczny. Dystans 27 kilometrów może przynieść spore różnice i dać wiele odpowiedzi przed ostatnią górską próbą.

Etap 19, 12 września: Rueda > Guijuelo (161,9 km)

Jeden z najbardziej klasycznych etapów transferowych tej edycji Vuelty poprowadzi przez wyżyny Kastylii i Leónu. Pomiędzy Ruedą a Guijuelo peleton pokona 162 kilometry i 1500 metrów przewyższenia.

Etap 20, 13 września: Robledo de Chavela > Bola del Mundo (165,6 km)

Po ponad 10-letniej przerwie na trasę hiszpańskiego wielkiego touru powraca jeden z niewielu podjazdów Półwyspu Iberyjskiego zdolnych wywoływać dreszcze podobne do L’Angliru – Bola del Mundo (12,3 km, śr. 8,6%) – i nie ma wątpliwości, że będzie to pierwszoplanowa rola. Jeśli przed rozpoczęciem tego odcinka pozostaną jeszcze jakiekolwiek znaki zapytania, tam zostaną one jednoznacznie rozstrzygnięte. W sobotę peleton pokona 165,6 kilometra i 4100 metrów przewyższenia.

Etap 21, 14 września: Alalpardo > Madryt (111,6 km)

Etap przyjaźni z klasycznymi rundami w Madrycie – bez żadnych urozmaiceń w stylu Montmartre, choć akurat Madsowi Pedersenowi by to nie przeszkadzało.


Wszystko o 80. Vuelta a España:

Wszystkie artykuły

Poprzedni artykułMichael Woods zakończy karierę po sezonie 2025
Następny artykułVuelta a España 2025: Składy EF Education, Bahrain – Victorious, Lotto, Q36.5 oraz Lidl – Trek
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

nie ma Observatorio Astrofísico de Javalambre, jak z tym żyć :C

Lipski
Lipski

Jest błąd – Alto del Morredero ma 8.8 km 9.7%. Parametry w artykule (18.1 km, 6.3%) to są dane innego wariantu tego podjazdu, który był początkowo planowany i został zmieniony dopiero kilka tygodni temu. W skrócie zmiana z głównej drogi, na wąską asfaltową ścianę (i za takie rzeczy uwielbiam Vueltę :D)

Hubert
Hubert

Mordercza ta Vuelta! Git!

Ricky
Ricky

Wg strony wyścigu i PCS 5. etap to jest drużynowa jazda na czas, nie indywidualna.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Grafomania o dziwo utrzymana tym razem w ryzach. Żeby ten star nie gryzł w oczy, powinien się odbyć na terenach Królestwa Obojga Sycylii, przynajmniej historycznie by pasowało.

emu
emu

To były grafomańskie odloty – a teraz poproszę o zapowiedź trasy dającą się przeczytać

Marcin
Marcin

„Konieczne do pokonania 4000 metrów przewyższenia wrażenie robi zawsze, ale zwala z nóg dopiero wówczas, gdy za taką wartością stoją trzy podjazdy zlokalizowane na finałowych 60 kilometrach trasy: Alto la Mozqueta (6,6 km, śr. 8,1%), Alto del Cordal (5,6 km, śr. 8,8%) i L’Angliru (12,3 km, śr. 10,1%). Tyle razy przepisywałam już te liczby, a ciągle trudno mi w nie uwierzyć”.
No to policzmy: 6,6*8,1=535 metrów; 5,6*8,8=493 metrów; 12,3*10,1=1242 metrów przewyższenia. Razem: 2270 metrów przewyższenia. A nie 4000:)

Pio
Pio

W środę rozegrany zostanie etap drużynowej jazdy indywidualnej na czas. 🙂

Maniek
Maniek

Fajnie piszesz, nie przejmuj się. Ci ludzie od grafomani ? Masz styl i polot czego więcej 🙂

Maniek
Maniek

Twoje zapowiedzi zawsze czytam, są poetyckie:)