Jak informuje hiszpańska Marca trwają intensywne zakulisowe rozmowy między ekipami drugiej dywizji a UCI na temat zwiększenia liczby ekip mogących wziąć udział w wielkich tourach z 22 do 23. To dałoby organizatorom możliwość wręczenia dodatkowej dzikiej karty.
Zmiany w przepisach UCI sprzed kilku mocno odmieniły zawodowy peleton. Ograniczenie liczebności składów na wyścigi, w tym redukcja z 9 do 8 kolarzy w wielkich tourach miały na celu ograniczenie wielkości peletonu, niedługo później zmniejszono także stawkę do maksymalnie 176 zawodników. Jednocześnie wprowadzono instytucję „obligatoryjnej dzikiej karty”, którą otrzymują obecnie 2 najlepsze Pro Teamy z poprzedzającego sezonu. Wszystko to w połączeniu sprawiło, że dziś w wielkich tourach udział mogą wziąć tylko 22 zespoły, w tym 18 World Teamów. Gdy ze swojego prawa skorzystają 2 najlepsze Pro Teamy, a to regularnie czynili w ostatnich latach włodarze Lotto i Israel-Premier Tech to dla organizatorów do wręczenia pozostają tylko 2 dzikie karty. Właśnie z tym starają się walczyć włodarze pozostałych Pro Teamów.
Zakulisowy lobbing ma sprawić, że UCI zgodzi się zmienić limit drużyn na Giro d’Italia, Tour de France i Vuelta a España z 22 do 23 ekip. To miałoby uatrakcyjnić rywalizację, a samym drużynom dać dodatkowy argument w rozmowach ze sponsorami – gdy dziś na Wielką Pętlę do rozdania zostają 2 dzikie karty, a jedną z nich praktycznie na pewno otrzyma francuski TotalEnergies to niezwykle ciężko promować się przez udział w największym wieloetapowym wyścigu świata. Swoje ambicje związane z tą imprezą mają włodarze m.in. Uno-X Mobility, Tudor Pro Cycling Team czy Q36.5 Pro Cycling Team, a w obecnych realiach tylko jedna z tych drużyn będzie zadowolona po ogłoszeniu dzikich kart. Wszystko mogłoby się zmienić gdyby lobbing Pro Teamów zwiększył limit ekip o choć jedną dodatkową.









Wszystko to robione pod Tomka i Julka 🙂
Dokładnie